Decyzją węglową premiera Mateusza Morawieckiego, którą podjął w 2022 roku, zajmą się prokuratorzy. Czy rzeczywiście popełniono wtedy błędy? Czy gdyby nie masowy import węgla Polacy mieliby czym ogrzać wtedy swoje domy? Zapytaliśmy o to Marka Wesołego, posła PiS ze Śląska i b. wiceministra aktywów państwowych.
- Nazywanie tamtej decyzji premiera Morawieckiego „aferą węglową” to klasyczna hipokryzja i polityczna manipulacja. Przypomnijmy okoliczności. Jesienią 2022 roku obecni posłowie Koalicji Obywatelskiej na każdej możliwej mównicy Sejmu krzyczeli w stronę rządu: „Natychmiast kupujcie węgiel! Polacy będą marzli w zimie! Z powodu wojny na Ukrainie i pandemii brakuje opału! Zróbcie coś, bo ludzie zamarzną!”. To były dosłowne wezwania do natychmiastowego działania - mówi Marek Wesoły, poseł PiS, b. wiceminister aktywów państwowych (od marca 2023 roku).
Jego zdaniem rząd podjął wtedy decyzję – trudną, kosztowną, ale w tamtych realiach absolutnie konieczną.
- Światowe łańcuchy dostaw były zerwane, ceny węgla szalały, Europa walczyła o każdy statek. Gdybyśmy wtedy nie zareagowali, duża część polskich gospodarstw domowych rzeczywiście nie miałaby czym się ogrzać. Decyzja była słuszna i jedyna możliwa - podkreśla poseł.
I dodaje: - Cały importowany węgiel był oczywiście sprawdzany zgodnie z ustawą o jakości paliw, bo nikt nie chciał milionów kar za spalanie niecertyfikowanego paliwa. Po przesianiu pozostał miał, który zgodnie z planem miał stać się rezerwą strategiczną – do wykorzystania w kolejnych sezonach grzewczych. Łagodne zimy sprawiły, że ten zapas nie został szybko zużyty. Teraz zima jest ostrzejsza – i zamiast dziękować za to, że w ogóle mamy tę rezerwę, słyszymy dzisiejsze oskarżenia. Pytanie więc brzmi odwrotnie: ile obecny rząd zrobił, żeby ten węgiel z rezerw strategicznych faktycznie trafił do elektrowni i ciepłowni zamiast kupować nowe partie? Bo to jest realny problem, a nie „afera”.
Zdaniem Marka Wesołego te dzisiejsze ataki to po prostu kolejny rozdział polityki „daj mi człowieka, a znajdę paragraf”.
- Efekty widzimy na własne oczy: prezesi spółek Skarbu Państwa boją się podejmować jakiekolwiek decyzje. Sparaliżowane zarządzanie, paraliż decyzyjny – to jest cena tej nagonki. Widzimy to w JSW, w Polskiej Grupie Górniczej, w Katowickim Holdingu Węglowym. Ludzie wolą nic nie robić, niż ryzykować prokuratorski zarzut za normalną decyzję menedżerską. To nie jest zdrowe dla państwa. Nie da się zarządzać spółkami strategicznymi w atmosferze permanentnego polowania. Skutki widzimy wszyscy – i niestety płacimy za to my, podatnicy- podsumowuje polityk PiS.
Jeżeli chcesz codziennie otrzymywać informacje o aktualnych publikacjach ukazujących się na portalu netTG.pl Gospodarka i Ludzie, zapisz się do newslettera.