PARTNERZY:
PATRONATY:

REKLAMA 300x100 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA300x100 | ROTAC./NIEROTAC. STREFA [NEWS - LEFT]
REKLAMA 300x150 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA300x150 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA STREFA [NEWS - LEFT]
REKLAMA 300x200 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA300x200 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA STREFA [NEWS - LEFT]
REKLAMA 300x100 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA300x100 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA STREFA [NEWS - LEFT1]
REKLAMA 300x150 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA300x150 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA STREFA [NEWS - LEFT1]
REKLAMA 300x200 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA300x200 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA STREFA [NEWS - LEFT1]
REKLAMA 300x100 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA370x100 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA STREFA [NEWS - LEFT2]
REKLAMA 300x150 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA300x150 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA STREFA [NEWS - LEFT2]
REKLAMA 300x200 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA300x200 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA STREFA [NEWS - LEFT2]
REKLAMA 900x100 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA900x100 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA STREFA [NEWS - TOP]
16 grudnia 2022 17:15 Trybuna Górnicza Rozmawiał: Kajetan Berezowski 3,856 odsłon

Prof. Józef Dubiński - najważniejszy człowiek górnictwa

- Bez odpowiednio wykształconych do pracy górniczej ludzi, kadry kierowniczej, bez robót udostępniających, przygotowawczych, inwestycji w nowoczesne technologie i pola eksploatacyjne, nasze górnictwo samo się zlikwiduje – mówi nam w rozmowie prof. inż. JÓZEF DUBIŃSKI, naukowiec, były naczelny dyrektor Głównego Instytutu Górnictwa.

Pamięta Pan Profesor swój pierwszy dzień pracy w Głównym Instytucie Górnictwa?
To było 16 października 1971 r. Pamiętam, że przyszedłem do ówczesnej Pracowni Sejsmologii w Zakładzie Tąpań, którą kierowała Zofia Wierzchowska. Zapytałem, czy byłaby tam dla mnie jakaś praca. Pani kierownik poprosiła o indeks. Na szczęście byłem bardzo dobrym studentem Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. Pobierałem stypendium naukowe od trzeciego roku. Nawet parę tygodni temu zajrzałem do tego indeksu i proszę sobie wyobrazić, że tylko jeden egzamin zdałem na cztery i pół. Reszta wszystko na bardzo dobry.

Ale nie byłem kujonem (śmiech). Miałem przede wszystkim dobrą pamięć. Geofizyka i geomechanika górnicza bardzo mnie interesowały. Na pierwszym roku studiów miałem praktykę semestralną pod ziemią w kopalni Czerwona Gwardia w Czeladzi. Odbywałem ją w dziale wentylacji. Trzeba było zaliczyć 100 zjazdów, ja wykonałem ich 104. Na dole było sucho, no i brak większych zagrożeń. W tym czasie byłem jeszcze niepełnoletni, ale z ogromnym zapałem do nauki.

Z pewnością górnictwo stało się dla Pana sporym wyzwaniem?
Tak, zwłaszcza po katastrofie w kopalni Mikulczyce-Rokitnica w Zabrzu, w której ucierpiał m.in. Alojzy Piontek. W nieprzysypanej niszy przetrwał ponad sześć i pół doby, do czasu przybycia ratowników. To zdarzenie otworzyło szanse dla rozwoju geofizyki górniczej w Polsce. Ówczesne władze zadecydowały, że przyczynę wypadku należy dokładnie zbadać i podjąć środki, aby w przyszłości unikać takich zdarzeń. Znalazły się na to środki. Zakupiono angielską aparaturę specjalistyczną do monitorowania sejsmiczności i ruchów górotworu. Była przeznaczona dla pięciu kopalń, ale szkopuł w tym, że nie wiadomo było, w jaki sposób ją instalować, obsługiwać, kalibrować i interpretować zapisy.

W tamtym czasie sejsmologia górnicza, jako dyscyplina nauki, jeszcze raczkowała, choć na Śląsku ziemia się trzęsła. Trzeba było – jak się to mówi – pomyśleć. No i udało się. W ten sposób powstała moja pierwsza publikacja naukowa poświęcona zagadnieniom obliczania energii wstrząsów występujących w kopalniach. Jeździliśmy po kopalniach, które miały ten sprzęt zainstalowany, m.in.: Rokitnica, Pokój, Nowy Wirek, Kazimierz-Juliusz, Kleofas, i uczyliśmy pracowników obsługi. Pracy było mnóstwo.

W końcu nastały lata 80. ub. stulecia i zostałem kierownikiem Pracowni Sejsmiki Górniczej w GIG, a jakiś czas później obroniłem doktorat, który dotyczył zastosowania pomiarów prędkości rozchodzenia się fal sejsmicznych do oceny stanu naprężeń w górotworze. Stało się to w 1978 r., zresztą krótko po tym, jak swój doktorat obroniła moja szefowa. Tamte lata bardzo miło wspominam. Pani Zofii Wierzchowskiej wiele zawdzięczam. To właśnie ona namawiała mnie do podejmowania kolejnych wyzwań, do wystąpień podczas konferencji. Pod jej nieobecność często pełniłem zastępstwo, w związku z tym miałem możliwość uczestniczenia w obradach różnych komisji, spotkaniach z kierownictwami kopalń, nawet ministrami. Te doświadczenia w późniejszym czasie owocowały.

Dostrzegł je zapewne nieżyjący już dyrektor GIG Adam Graczyński. To on zaproponował Panu stanowisko swojego zastępcy?
Tak. Panu Adamowi Graczyńskiemu również wiele zawdzięczam. Był wówczas 1991 r. i nastąpił czas wielkich przemian społeczno-politycznych, które nie ominęły górnictwa. GIG zatrudniał w tamtym okresie ok. 1500 pracowników. Funkcjonowało 25 zakładów. Branża się kurczyła, zamykano kolejne kopalnie, a nam przyszło restrukturyzować instytucję naukową. Trzeba było mieć na to jakiś pomysł, ponieważ nauką zaczęły rządzić pieniądze. Zlikwidowany został praktycznie cały pion karbochemiczny, zajmujący się badaniami nad produkcją paliw z węgla. Koszty były duże, a ceny na te produkty niskie. Procesy badawcze dobiegły do fazy finalnej, stąd ta decyzja.

Zajmowałem się restrukturyzacją instytutu, a równolegle pracą naukową, ponieważ piastowałem stanowisko zastępcy dyrektora ds. naukowych. Miałem doktorantów, publikowałem i prowadziłem badania naukowe. Już wtedy mieliśmy w GIG duże zaplecze naukowe w wielu obszarach naszej działalności, które udało się zbudować. Ten fakt pozycjonował GIG w czołówce polskich instytutów naukowych. Z naszymi badaniami i publikacjami wychodziliśmy poza granice. To był dla mnie okres bardzo ciężkiej pracy.

Ciężkiej, ale docenionej.
Na pewno. Chociaż sejsmologię zostawiłem trochę na boku, stawiając mocno na sejsmikę górniczą. Muszę powiedzieć, że w tamtych czasach praca w instytucie naukowym to nie były jakieś kokosy finansowe. Górnicy mieli swoje przywileje, gieweksy, wysokie pensje, dodatki. A my, naukowcy, notabene też z branży górniczej, musieliśmy się zadowalać płacami na poziomie średniej krajowej. Nawet w rodzinie przyglądającej się mojej aktywności zawodowej spotykałem się z uwagami typu: „po co ty to w zasadzie robisz?”. A ja po prostu lubiłem swoją pracę.

Jako zastępca dyrektora GIG wiele się nauczyłem w dziedzinie ekonomii, zarządzania, zresztą cała kadra kierownicza GIG podjęła w 1997 r. studia MBA. Bez niezbędnej wiedzy ekonomicznej nie było można zarządzać w dobie gospodarki rynkowej tak dużą instytucją. Z upływem kolejnych lat zostałem ponownie doceniony. Kiedy dyrektor Adam Graczyński wybrał politykę, zdecydowałem się w 2001 r. wystartować w konkursie na dyrektora GIG i wygrałem go, stając się pierwszym w historii GIG naczelnym dyrektorem, wychowankiem tej instytucji.

Pech chciał, że znowu przyszedł czas restrukturyzacji, bo górnictwo po kilku latach względnego prosperity ponownie znalazło się – jak się to często mawia – na ostrym zakręcie. Zgromadzone doświadczenia zapewne okazały się niezbędne?
Zdecydowanie. O wszystkim oczywiście decydowały finanse, ale mimo wszystko początek bieżącego stulecia był okresem, kiedy górnictwo chłonęło innowacje. Nauka stała się niezbędna do tego, żeby je wprowadzać. Wiele osób odeszło z pracy na własne życzenie, ale obeszło się bez zwolnień grupowych. Były za to ogromne chęci do pracy. Pojawiły się nowe projekty związane m.in. z technologią CCS, podziemnym zgazowaniem i upłynnianiem węgla. Polska została przyjęta do Unii Europejskiej i otworzyła się furtka projektów europejskich. Na ten moment doskonale się przygotowaliśmy w instytucie.

Utworzone zostały specjalne komórki organizacyjne wyspecjalizowane w przygotowywaniu takich projektów. Inne instytucje wręcz nam tego zazdrościły. Do dziś jesteśmy zresztą potęgą w tego typu projektach. Lecz poprzeczka dla naszych pracowników również została podniesiona, i to wysoko. Praca w GIG? Owszem, ale tylko ze znajomością języka angielskiego. Kto nie potrafił się nim posługiwać, musiał ten brak nadrobić w dwa lata. Jeśli nie zdołał, musiał odejść. I tak dorobiliśmy się kadry naukowej, której większość dobrze władała językiem angielskim. Można było wysyłać ich w świat, na konferencje, stypendia, po wiedzę, żeby sprzedawali swoje projekty.

Pozwoli Pan Profesor, że zatrzymamy się na chwilę przy technologii CCS. Działania w dziedzinie CCS i podziemnego zgazowania węgla chyba nie do końca się powiodły?
To nie tak. W nauce musimy sprawdzać nowe rozwiązania bez względu na to, czy ich stosowanie będzie przynosiło konkretne korzyści, bądź wprost przeciwnie. I tak właśnie było z podziemnym zgazowaniem węgla i technologią CCS. W moim gabinecie gościłem wielu znanych polityków wypytujących mnie, czy te technologie znajdą zastosowanie. Podkreślam, że podziemne zgazowanie węgla w kopalniach może być w takiej konurbacji, jak na Śląsku, niebezpieczne dla mieszkańców i środowiska.

Z kolei z CCS można mieć pożytek, lecz jedynie wtedy, gdy jest bezpieczne miejsce do zatłaczania dwutlenku węgla i znajduje się ono blisko elektrowni węglowej i ceny uprawnień do emisji będą wysokie. Nie mamy w Polsce takich lokalizacji, a w ślad za tym warunków do zastosowania tego rodzaju rozwiązań. Przypomnę, że zespół kopalni i elektrowni Bełchatów uzyskał 180 mln euro na uruchomienie technologii CCS. Jak policzyli koszty, to okazało się, że to się nie opłaca, ponieważ trzeba by było wywłaszczyć kilkuset właścicieli gruntów i poprowadzić rurociąg liczący ponad 60 km.

Moim zdaniem lepiej jest utylizować CO2, stosować do produkcji czegoś innego. Dziś temat CCS wraca ze względu na rosnące koszty pozwoleń na emisję. Powiem szczerze, jestem sceptyczny co do powodzenia zastosowania tej technologii w Polsce.

Ponad 10 lat temu powiedział Pan w jednym z wywiadów: „jeśli górnictwo nie będzie inwestować w budowę nowych kopalń i pól wydobywczych w swoich obszarach, ok. 2030 r. będzie wydobywać – patrząc optymistycznie – ok. 40 mln t węgla dla energetyki. Jeśli zainwestuje w nowe poziomy i przekopy, będzie to ok. 63-64 mln t. Do 2015 r. na pewno trzy kopalnie wyczerpią swoje zasoby operatywne; prawdopodobnie te zakłady będą łączone z innymi. W następnym 15-leciu zasoby ulegną wyczerpaniu w 10 kopalniach. Przewiduję, że w 2030 r., nie uwzględniając łączenia, może funkcjonować około 20 kopalń”. Wygląda na to, że te zapowiedzi się spełniają.
Powtarzam jeszcze raz, bez odpowiednio wykształconych do pracy górniczej ludzi, kadry kierowniczej, bez robót udostępniających, przygotowawczych, inwestycji w nowoczesne technologie i pola eksploatacyjne, nasze górnictwo samo się zlikwiduje. Jest wielce prawdopodobne, że do 2049 r. żadna kopalnia węgla na Śląsku się nie ostanie.

W górnictwie miedziowym jest dobrze i może być jeszcze lepiej. Bowiem w transformacji energetycznej miedź jest podstawowym metalem, niezbędnym dla fotowoltaiki i wiatraków, samochodów elektrycznych i energetycznych sieci przesyłowych. KGHM może także pozyskiwać wiele innych surowców krytycznych. Jest największym producentem srebra na świecie, ma perspektywy. Tym niemniej projekt Głogów Głęboki-Przemysłowy to już 1400 m. Głębiej górnictwa nie widzę. Bogdanka ma szansę na dalszy rozwój, generalnie rejon ten jest perspektywiczny dla górnictwa.

Na Śląsku mamy kilka kopalń, które mogłyby fedrować ze 20-30 lat, ale wątpię, że tak się stanie. Może któraś z kopalń węgla koksowego będzie w stanie wyjść poza 2049 r., ale będzie to trudne ze względu na warunki geologiczno-górnicze. Ostatnie katastrofy górnicze postawiły także znak zapytania, czy warto sięgać po ten surowiec. Węgiel koksowy został wprawdzie zaliczony do surowców strategicznych UE, ale nikt nie da gwarancji, czy za kilka lat z tej listy nie zniknie.

Co uważa Pan za swój największy sukces jako naczelnego dyrektora GIG?
Sukcesy trzeba mierzyć szerszą miarą. Nie chodzi tu bowiem o sukcesy własne, ale całego instytutu. Na pewno wielkim sukcesem jest, że GIG przetrwał trudne lata i się rozwija, posiada wyjątkową kadrę młodych, zdolnych pracowników, doktorów i profesorów. Bardzo dobrą decyzją było stworzenie w końcu lat 90. drugiej tzw. nogi, którą jest inżynieria środowiska. Zyskaliśmy uprawnienia do doktoryzowania i habilitowania w tej dyscyplinie.

Inżynieria środowiska stworzyła filar operujący w innym otoczeniu gospodarczym niż górnictwo, przynosi nam spore dochody. Zawsze byłem dumny, że GIG jest instytucją badawczą kategorii A, posiada Radę Naukową z uprawnieniami w dwóch dyscyplinach naukowych, że pozyskujemy wiele projektów badawczych i jesteśmy firmą rozpoznawalną na świecie.

W swej karierze otrzymał Pan wiele zaszczytnych tytułów i odznaczeń. Które z nich ceni Pan sobie najbardziej?
Na pewno otrzymanie tytułu doktora honoris causa AGH. To jest moja uczelnia, jestem z nią związany, także naukowo. Pracowałem tam kiedyś, byłem recenzentem ok. 80 prac doktorskich, habilitacyjnych i wniosków profesorskich. Także to, że zostałem w 2004 r. wybrany na stanowisko prezydenta Światowego Kongresu Górniczego jest dla mnie ważne. Ktoś kiedyś powiedział, że jest to najważniejszy człowiek górnictwa na świecie i nie ma rzeczywiście organizacji, która miałaby taką misję do spełnienia, jaką ma Światowy Kongres Górniczy.

Zaraz po moim wyborze na tę funkcję odbył się w 2005 r. światowy kongres w Iranie, bardzo trudny. Iran był wtedy smagany batem za to, że jest potęgą atomową. Tamtejsi dziennikarze każdego dnia oblegali mnie pytając, co mam do powiedzenia na temat programu atomowego Iranu. Po Iranie gospodarzem kolejnego kongresu miały być Chiny, tylko że się wycofały, ale to była okazja, żeby ten kongres w 2008 r. zorganizować w Polsce. Wraz z ówczesnym prezesem WUG Wojciechem Bradeckim i dr. inż. Jerzym Kickim z AGH zaraz po powrocie z Teheranu rzuciliśmy się w wir pracy i Światowy Kongres Górniczy odbył się w Krakowie. Był najlepszym ze wszystkich do tej pory organizowanych.

I wymienię jeszcze jeden sukces, który sobie bardzo cenię – było wybranie mnie w 2007 r. na członka Polskiej Akademii Nauk, elitarnego grona naukowego, liczącego 350 członków i ani jednego więcej. W 2019 r. zostałem członkiem rzeczywistym tego szacownego gremium.

Minęło siedem lat od momentu Pańskiego odejścia ze stanowiska dyrektora GIG. Mimo to wciąż zajmuje się Pan działalnością naukową. Potrzeba ducha?
Coś takiego. Wygląda na to, że projekt HydroCoal Plus, polegający na opracowaniu i demonstracji innowacyjnej technologii hydrootworowej eksploatacji węgla brunatnego w warunkach złoża Bełchatów, będzie moim ostatnim w karierze naukowej.

Co ciekawe, technologia ta miała swoje początki w GIG w późnych latach osiemdziesiątych, a jej pionierem był Wiesław Jura. Tamte realia nie pozwoliły jednak na dalszy rozwój tej technologii. Postęp w dziedzinie inżynierii materiałowej oraz technik wiertniczych stwarza obecnie realne szanse na wdrożenie tej technologii, nie tylko w złożach węgla brunatnego. Istotne jest to, że nie stanowi ona konkurencji dla stosowanych obecnie metod klasycznych, ale może być realną i jedyną alternatywą dla zagospodarowania złóż, których ze względów środowiskowych czy trudnych warunków geologicznych nie da się eksploatować metodami klasycznymi. Ponadto, moją szczególną pasją badawczą, którą się aktualnie zajmuję, są surowce krytyczne, szczególnie w odniesieniu do transformacji energetycznej świata.

Czas odpocząć od nauki?
Otóż przychodzi taki moment w życiu każdego naukowca, że należy powiedzieć sobie „stop, już wystarczy”. Ale pewnie znajdę jeszcze czas na napisanie artykułów naukowych. Wiele czasopism górniczych, w tym „Przegląd Górniczy”, skarży się bowiem na ich brak.

Myślę, że pójdę na współpracę…

Jeśli chcesz mieć dostęp do artykułów z Trybuny Górniczej, w dniu ukazania się tygodnika, zamów elektroniczną prenumeratę PREMIUM. Szczegóły: nettg.pl/premium. Jeżeli chcesz codziennie otrzymywać informacje o aktualnych publikacjach ukazujących się na portalu netTG.pl Gospodarka i Ludzie, zapisz się do newslettera.

REKLAMA 900x150 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA900x150 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA STREFA [NEWS - BOTTOM]
Więcej z kategorii
REKLAMA 900x150 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA900x150 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA STREFA [NEWS - BOTTOM1]
REKLAMA 900x200 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA900x200 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA STREFA [NEWS - BOTTOM1]
Komentarze (0) pokaż wszystkie
  • UMJCZ
    user

REKLAMA 400x100 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA400x100 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA STREFA [NEWS - RIGHT]
REKLAMA 400x150 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA400x150 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA STREFA [NEWS - RIGHT]
REKLAMA 400x200 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA400x200 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA STREFA [NEWS - RIGHT]
REKLAMA 400x100 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA400x100 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA STREFA [NEWS - RIGHT1]
REKLAMA 400x150 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA400x150 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA STREFA [NEWS - RIGHT1]
REKLAMA 400x200 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA400x200 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA STREFA [NEWS - RIGHT1]
CZĘSTO CZYTANE
Kopalnia na skraju upadłości. Związkowcy zwracają się do rządu
1 marca 2024
38,070 odsłon
NAJPOPULARNIEJSZE - POKAŻ
NAJPOPULARNIEJSZE - POKAŻ
REKLAMA 400x100 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA400x100 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA STREFA [NEWS - RIGHT2]
REKLAMA 400x150 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA400x150 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA STREFA [NEWS - RIGHT2]
REKLAMA 400x200 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA400x200 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA STREFA [NEWS - RIGHT2]
REKLAMA 1600x200 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA
REKLAMA1600x200 | ROTACYJNA/NIEROTACYJNA STREFA [NEWS - UNDER]