Przedstawiciele związków zawodowych w Polskiej Grupie Górniczej chcą czekać do skutku w siedzibie spółki na rozmowy z zarządem w sprawie podwyżek dla załogi. Trwa zbiór zbiorowy. Wśród żądań jest 12 proc. wzrost płac.
- Zwróciliśmy się z pismem w trybie sporu zbiorowego do zarządu PGG. Do wczoraj zarząd miał czas spełnić żądania. Nie zrobił tego, a zgodnie z ustawą powinien niezwłocznie przystąpić do negocjacji. Dla nas niezwłocznie to nie jest 5 grudnia. Niezwłocznie to dzisiaj. Dlatego dzisiaj przyjechaliśmy, weszliśmy do budynku i czekamy na rozmowy. Będziemy czekać do skutku – mówił Bogusław Hutek, szef górniczej Solidarności.
Związkowcy podkreślili, że nie mają informacji o tym, czy zarząd przystąpi dzisiaj do rozmów.
- Jesteśmy zdeterminowani. Czekamy nie tylko na podwyżki, ale chcemy też poznać przyszłość firmy. Jak ma wyglądać plan techniczno-ekonomiczny na przyszły rok. Ile ma ta firma wydobywać i jaką ma przed sobą przyszłość. Jest koniec listopada i jeśli PGG nie wie, ile będzie wydobywać węgla w przyszłym roku i nadal chce analizować jakieś plany, to to jest śmieszne – mówił przewodniczący Hutek.
Przypomniał, że pierwsze pismo do zarządu trafiło w sierpniu. Potem podpisano porozumienie, dzięki któremu w grudniu górnicy dostaną 860 zł premii.
- Daliśmy im czas do 20 listopada. Jednak na spotkaniu 22 listopada nie przedstawiono nam żadnej propozycji. Wiem, że wszystkie spółki są w jakiś sposób upolitycznione. Jest też umowa inwestycyjna, której na oczy nie widzieliśmy, a która podobno blokuje niektóre działania zarządu. Albo zarząd, albo politycy, którzy podejmują decyzje, niech tu przyjadą i usiądą do rozmów. Propaganda sukcesu się skończyła. Od połowy 2018 r. słyszeliśmy, że w górnictwie jest bardzo dobrze, więc oczekujemy, aby z tego w końcu skorzystali ludzie – mówił Hutek.
Związkowcy podkreślili, że prezes PGG nie przedstawił żadnych propozycji, oprócz sugestii spotkania w połowie przyszłego roku i powrotu do rozmów.
Przemysław Skupin, szef WZZ Sierpnia 80, zastanawia się: - Z czego wynika, że prezes mówi, że nie stać ich na podwyżki płac? Nie znamy planu techniczno-ekonomicznego na 2020 r. Nie wiemy, jakie są założenia i nie wiemy, na czym prezes opiera swoje stwierdzenia. Nie możemy bazować jedynie na słowach zarządu, że firmy nie stać na podwyżki płac. Jeżeli nie będziemy inwestować w pracowników to PGG samo się rozleci, bo nikt nie będzie chciał tu pracować.
Skupin dodał, że ludzie muszą wiedzieć, w jakiej sytuacji będą w kolejnych latach.
- Czy mogą sobie pozwolić na zaciągnięcie kredytu, wyjazd na wakacje? Czy będą mieli więcej pieniędzy w portfelu? O 600 zł będzie podwyższona płaca minimalna. Jeśli zarząd PGG nie wie czy firmę stać na podwyżki, to może ta firma jest źle zarządzana? Daliśmy zarządowi cztery lata spokoju, bo rozumieliśmy sytuację i że są pewne ograniczenia. Elastycznie się jako związki zqodowe zachowywaliśmy. To nie my mówiliśmy w 2018 r., że ta firma kwitnie, dobrze się rozwija, inwestuje na poziomie 3 mld zł. My pytamy ile miliardów zainwestowano w pracowników? - pytał Przemysław Skupin.
Jerzy Demski ze Związku Zawodowego Pracowników Dołowych podkreślił, że jego zdaniem zarząd nie ma świadomości sporu zbiorowego.
- Dzisiejsze wejście do budynku, to najbardziej łagodna z możliwych form protestu. Nam grozi strajk. Nie chcemy go wywołać, ale takie jest prawo. Oczekujemy działań. Zaczyna się bój o górnictwo, o przyszłość tej branży. Za chwilę tutaj nie będzie miał kto pracować. Czy o to chodzi rządzącym? - pytał związkowiec.
Bogusław Hutek przypomniał premierowi Mateuszowi Morawieckiemu: - W okręgu 31, z którego pan poseł startował i w którym zrobił jeden z lepszych wyników, ma 9 kopalń Polskiej Grupy Górniczej.
Spółka nie odnosi się do zaistniałej sytuacji.
Jeżeli chcesz codziennie otrzymywać informacje o aktualnych publikacjach ukazujących się na portalu netTG.pl Gospodarka i Ludzie, zapisz się do newslettera.