Hanysy i gorole, łączcie się w uśmiechu!
Wszystko sie traci, za niydługo jo sie tyż straca - narzekała babcia haźlowa w słynnym śląskim monologu kabaretowym. Z dzisiejszej perspektywy eufemistycznego podejścia do zjawisk i języka – nad czym rozwodziłem się tutaj nie raz – powiedzielibyśmy, że „się nie traci", lecz zmienia swoje miejsce pobytu i właściciela, zaś co do „stracenia się babci haźlowej" należałoby pewnie użyć jakiegoś kwiecistego określenia o odchodzeniu i odpoczynku na wieki.