Morderstwo w... kopalni

fot: Jarosław Galusek/ARC

„Pora chudych myszy" to szósta powieść Wojciecha Bauera, ale pierwsza osadzona w śląskich realiach

fot: Jarosław Galusek/ARC

Boicie się ciemności? Po przeczytaniu powieści Wojciecha Bauera ten lęk będzie z pewnością większy. Każdy, kto potrafi przywołać w pamięci swój pierwszy zjazd pod ziemię, odnajdzie doznane wówczas uczucia na kartach najnowszej książki śląskiego prozaika.

Wykreowanie tak dotkliwie realnego świata kopalnianych chodników, spowitego w smolistych ciemnościach, nie byłoby możliwe bez osobistych doświadczeń autora, który przeniósł na karty thrillera "Pora chudych myszy" własne doświadczenia związane z pracą w kopalni Szczygłowice.

Bauer, obecnie menedżer i ekspert zajmujący się rynkiem stali, pod ziemią przepracował pięć długich - dla niego - lat. Mówi, że pisanie to pasja, że nie da się z tego utrzymać. Uważa, że książkę fajnie się zaczyna, jeszcze przyjemniej kończy, a to, co pomiędzy, to harówka. Pochodzi z Mazur i tam najchętniej pisze. Wybór kierunku studiów, choć w latach 70. pragmatyczny, w rodzinnych stronach postrzegany był jako egzotyka.

- Jestem po Wydziale Górniczym Politechniki Śląskiej, przez kilka lat po studiach pracowałem na dole jako sztygar. W stanie wojennym, gdy kopalnie zostały zmilitaryzowane, atmosfera zrobiła się trudna, postanowiłem więc odejść. Ale nie było to łatwe. Udało się dzięki wadzie wzroku. Zanim na dobre rozstałem się z branżą, związany byłem jeszcze z biurem projektów górniczych - opowiada.

Swoje górnicze początki pamięta jako trudne, ale wspomina też, że chociaż jako gorola często dla żartu posyłano go po "kibel sztromu", dość szybko został zaakceptowany przez podwładnych.

- Byłem młodym chłopakiem, niecały rok po studiach, a jako jedyny sztygar zostałem wybrany do związkowej komisji zakładowej. Niektórzy górnicy już po moim odejściu z kopalni odwiedzali mnie przed świętami - mówi.

Jako pisarz Bauer zadebiutował w 1987 r. powieścią fantasy "Wieża życia". Wcześniej na studiach związany był z nurtem piosenki poetyckiej.

- To było jeszcze przed polskim boomem na fantastykę. Sapkowski zaczął właśnie publikować pierwsze opowiadania. Fantastyka w naszym kraju była na takim poziomie, że pomyślałem sobie, że i ja tak umiem. Poza tym to była dobra odskocznia od pracy. Wydawca przyjął moją książkę do druku, ale publikacja przeciągnęła się o cztery lata. Po napisaniu drugiej książki, która długo czekała na publikację wobec plajty wydawnictwa, zawiesiłem swoje pisanie na kołku na 14 lat - wspomina.

Trzecią książką pana Wojciecha był "Zapach trzciny", inspirowany biografią autora. Kolejne pozycje: "Spowiednik rzeczy" i "Wszystkie nieba" ukazały się początkowo w formie e-booków.

- Doprowadzenie do publikacji książki nigdy nie jest procesem krótkotrwałym i łatwym. Od kontaktu z wydawcą do decyzji o druku upływa przynajmniej rok. Często pliki wysyłane przez autora do wydawcy giną w nieznanych okolicznościach. Miesiącami nikt do nich nie zagląda, a potem trafiają do szuflady - opowiada autor.

Pisarz dzieli się refleksją, że drzwi wydawców otwiera brzmienie znanego nazwiska, tylko wcześniej trzeba "jakoś" na nie zapracować.

"Pora chudych myszy", będąca szóstą z kolei książką Wojciecha Bauera, jest pod kilkoma względami wyjątkowa. Po pierwsze to pierwsza powieść sensacyjna, po drugie po raz pierwszy autor osadził akcję swojej narracji na Śląsku, a do tego w kopalni. Jako że akcja książki rozgrywa się współcześnie, obawiał się, czy znajomość realiów sprzed 30 lat będzie jeszcze aktualną wiedzą.

- Właściwie kryminał był dla mnie pretekstem, by pisać o kopalni - ujawnia autor, który zawarł w powieści także garść osobistych doświadczeń, związanych z narodzinami górniczej Solidarności.

Sporo dialogów w powieści "Pora chudych myszy" pisanych jest gwarą śląską. Recenzenci ze śląskimi korzeniami chwalą, że autor, który 35 lat temu ni w ząb "nie godoł", poradził sobie z tym wyzwaniem całkiem nieźle.

Obok pieczołowicie odtworzonej warstwy obyczajowej, powieść Wojciecha Bauera charakteryzuje wartka akcja i sprawny warsztat literacki. Sprawia to, że książkę połyka się "od pierwszego podejścia", a lektura jest dużą przyjemnością. Nie mamy wprawdzie do czynienia z powieścią sensacyjną na miarę "Millenium" Stiega Larssona, ale Wojciech Bauer, decydując się na kontynuowanie thrillerów osadzonych w kopalnianych realiach, może stać się górnośląską konkurencją dla wrocławskiej kryminalnej sagi Marka Krajewskiego.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Zapraszają na pierwsze zajęcia Energetyczno-Górniczego Uniwersytetu III Wieku

Nowy Uniwersytet III Wieku o profilu energetyczno-górniczym ma na celu stworzenie miejsca, w którym zawodowcy związani z górnictwem i energetyką będą mogli pogłębiać wiedzę o historii śląskiego przemysłu oraz współczesnych wyzwaniach technologicznych.

Górnik wrócił do domu. Niezwykłe wydarzenie w kopalni

Przed Szybem Daniłowicza w Kopalni Soli Wieliczka przez dziesięciolecia stał Górnik – trzymetrowa figura, która dla mieszkańców Wieliczki i turystów była czymś więcej niż pomnikiem. Była symbolem górniczego charakteru tego miejsca, świadkiem tysięcy spotkań i nieodłącznym tłem pamiątkowych fotografii. W 2006 roku Górnik zniknął ze swojego miejsca. Po dwudziestu latach powrócił do domu.

Pomożecie zagłosować? Miła sprawa, chodzi o film, w którym mogą wystąpić obiekty KWK Halemba-Wirek

Oddział Centrów Demontażowych Grupy KOK znalazł się w finałowej piątce (spośród 28 zgłoszonych) plebiscytu „Śląska Lokacja Filmowa 2026”. Przemysłowy obiekt ma teraz szansę na drugie życie, jako przestrzeń filmowa. Wystarczy tylko na niego zagłosować.

Nagroda za pamięć o zamordowanym bracie górniku

Za nami wyjątkowa Gala wręczenia Nagrody „Czarny Diament Wolności”, która odbyła się w Śląskim Centrum Wolności i Solidarności im. Dziewięciu Górników z „Wujka” w Katowicach. Tegoroczną laureatką prestiżowego wyróżnienia została Magdalena Pelc - która od lat pielęgnuje pamięć o swoim bracie Zbigniewie Wilku, jednym z Dziewięciu z „Wujka”.