Godali niom nasi dziadkowie, często godomy i my. W środę, 20 stycznia br., Senat przyjął bez poprawek ustawę uznającą język śląski za język regionalny. Na mocy nowego prawa śląski mógłby zostać wpisany do ustawy o mniejszościach narodowych i etnicznych jako drugi po języku kaszubskim. Mógłby, ale pod warunkiem, że ustawę podpisze obecny prezydent Karol Nawrocki. Przypomnijmy, że w 2024 r. została ona zawetowana przez jego poprzednika, Andrzeja Dudę.
Podczas ostatniego Narodowego Spisu Powszechnego w 2021 r. narodowość śląską zadeklarowało prawie 600 tys. osób. Ponad 467 tys. potwierdziło używanie języka śląskiego w kontaktach domowych. Kolejnych 55 tys. przyznało, że posługuje się na co dzień tylko i wyłącznie śląskim. Jednak szanse na to, że prezydent podpisze ustawę, są zdaniem wielu raczej nikłe. Wątpi w to m.in. Jerzy Gorzelik, lider Ruchu Autonomii Śląska, podkreślając, że problem ma silne podłoże polityczne. W uznaniu śląskiego za język mniejszości wielu wciąż upatruje zagrożenie. Polityczna wizja Polski jednolitej kulturowo i językowo, której orędownikiem jest m.in. Karol Nawrocki, będzie tu czynnikiem decydującym.
Prof. inż. Jan Drenda, specjalista od zagrożeń klimatycznych w kopalniach, z Wydziału Inżynierii Bezpieczeństwa i Automatyki Przemysłowej Politechniki Śląskiej, a zarazem autor „Gramatyki gwary górnośląskiej regionu katowicko-bytomskiego”, radzi zachować powściągliwość i poczekać na lepsze czasy.
– Nawet jeśli prezydent nie podpisze ustawy, to nie będzie żadnej tragedii. Ci, którzy posługują się mową śląską, niech dalej to robią w taki sposób, w jaki byli uczeni przez swoich dziadków lub rodziców – podkreśla, zapowiadając wydanie kolejnej edycji swego dzieła.
Śląski bardziej zrozumiały
– Pracując nad nią, starałem się uprościć język śląski, ponieważ jest dość skomplikowany i mało zrozumiały dla mieszkańców innych regionów naszego kraju. Przez minione lata pracowałem nad gramatyką ujednoliconą, opartą na alfabecie śląskim, jak najbardziej zbliżonym do polskiego. Jestem przekonany, że teraz każdy rodak, bez względu na to, z jakiego regionu pochodzi, poradzi sobie w czytaniem tekstów zapisanych po śląsku – zapewnia.
Przypomnijmy, prof. Jan Drenda, upraszczając śląską mowę, zrezygnował z części diakrytyki. Zaproponowany przez niego alfabet posiada o jedną samogłoskę więcej niż alfabet języka polskiego. Język polski ma 44 głoski, w tym 8 samogłosek i 36 spółgłosek. Oprócz spółgłosek jednoznakowych występują spółgłoski dwuznakowe, takie jak: sz, cz, rz, ch, dz, dź, dż, oraz spółgłoski zmiękczone. Wspomniane osiem samogłosek w alfabecie polskim oznaczamy jednak dziewięcioma literami ze względu na tożsame brzmienie głosek u oraz ó. W alfabecie śląskim te dwie głoski nie mają tego samego brzmienia. Stąd zaproponował wprowadzenie oddzielnie traktowanej samogłoski „ó”. W tej wersji język śląski posiada 9 samogłosek i 36 spółgłosek, czyli razem 45 głosek.
Co ciekawe, samogłoski ą, ę i ó w gwarze śląskiej mają inne brzmienie niż w języku polskim. Samogłoska „ó” jest samogłoską historyczną. Można ją nazwać „o pochylonym”. Samogłoska czytana po śląsku posiada całkowicie inne brzmienie niż czytana po polsku. Jest to dźwięk bardziej zbliżony do dźwięku samogłoski „o”. Bardzo dużą różnicę dźwięku posiada samogłoska „ę”, gdyż w gwarze śląskiej czytana jest jako „y nosowe”. Różnica dźwięku dla samogłoski „ą” czytanej po polsku i po śląsku jest niewielka. W rzeczywistości Ślązak dostrzeże różnicę, ponieważ jest ona nosową odmianą „o pochylonego”, pisanego jako „ó”.
Oto jeden z przykładowych tekstów przytoczonych przez prof. Jana Drendę w „Gramatyce gwary górnośląskiej regionu katowicko-bytomskiego”.
„Jesce niy tak downo, poradziesiąt lot tymu, kej na grubie do łobudowy chodników i pochylń, na dole, stosowano dużo drzewa, spotykało sie w wyrobiskach biołe, delikatne, zwisające figurki. Bóły to pleśnie drzewne, kere zwisały z kuloków, abo z kap drzewianych w starych, ale jesce wyntylacyjnie cynnych, wyrobiskach. Na jednyj z zawartych juz kopalń bóła tako staro pochylnia, keróm nazywano „pochylnia pod kościół”. Pochylnia ta łobudowano bóła cało w drewnie. Co meter stoły łodrzwia ze sztómpli i kapów, a wykładka bóła z kuloków. Drzewo to butwiało w wilgotnym, zużytym powietrzu, kere płynóło tym wyrobiskym z łoddziału eksploatacyjnego. Właśnie z tych drzewianych, poziomo zabudowanych pod stropym, kap i kuloków, zwisały biołe, delikatne, kołyszące sie w płynącym tam powietrzu, pleśnie, tworzące kilku- lub kilkunastocyntymetrowe łowalne figury podobne do żyrandoli. Wyglądały łóne jak wielke gruszki zawieszone na ciynkyj nitce. Tych zwisających pleśni bóło tysiące. Idąc tóm pochylniom, w świetle lampy górnicyj można bóło podziwiać wyłaniające sie z ciymności mniyjsze i większe klosze biołych pleśni. Trza prziznać, że widok bół bajkowy. Teroz w nowocesnych kopalniach węglo ciężko spotkać wyrobiska z takymi zwisającymi żyrandolkami. Przewożo zdecydowanie łobudowa metalowo. Na takyj łobudowie piykne biołe pleśnie niy wyrosnóm. Tam rośnie ino wszędobylsko rdza”.
Zdaniem autora gwara śląska zapisana właśnie w taki sposób jest łatwa do odczytania i zrozumiała nie tylko dla mieszkańców Śląska.
– Pytają mnie, czy warto zmieniać śląski. Myślę, że warto. Trzeba pracować nad kodyfikacją tej mowy, aby można było z całą pewnością powiedzieć, że mamy do czynienia z językiem. Jestem nawet za powołaniem szerokiego grona ekspertów, filologów, aby wspólnie zastanowić się nad ujednoliceniem śląskiego. I pamiętajmy przy tym, że język kaszubski także nie jest jednolity. Ma wiele odmian, ale udało się opracować jednolite zasady gramatyki i ortografii. Takiej samej próbie powinniśmy poddać mowę śląską – przekonuje dalej prof. Jan Drenda.
Poczekajmy na lepsze czasy
Obecnie – jak dodaje – gwary śląskiej nie da się jednolicie zapisać, a jeśli tak się dzieje, to odpada automatycznie możliwość zdawania matury z języka śląskiego.
– Zostańmy zatem bardziej przy śląskiej gwarze niż przy języku śląskim. Obecna sytuacja w polityce również nie bardzo sprzyja uznaniu śląskiego za język. To się jednak też może jeszcze zmienić. Poczekajmy zatem na lepsze czasy – przekonuje autor „Gramatyki gwary górnośląskiej regionu katowicko-bytomskiego”.
– A swoją drogą, ciekawe, jak brzmiałby nasz język, gdyby Królestwo Polskie znalazło się pod rządami Henryka IV Probusa? Pewnie Śląsk byłby bardziej zwrócony w stronę Zachodu niż Wschodu, w konsekwencji język polski w swym brzmieniu zbliżony byłby bardziej do mowy śląskiej. Królem Polski został jednak Władysław Jagiełło, stąd polszczyzna stała się bardziej podatna na wpływy wschodnie – rozmyśla prof. Jan Drenda.
Tymczasem wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że z uznaniem ślonskij godki za język przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać.
Jeśli chcesz mieć dostęp do artykułów z Trybuny Górniczej, w dniu ukazania się tygodnika, zamów elektroniczną prenumeratę PREMIUM. Szczegóły: nettg.pl/premium. Jeżeli chcesz codziennie otrzymywać informacje o aktualnych publikacjach ukazujących się na portalu netTG.pl Gospodarka i Ludzie, zapisz się do newslettera.