Czwartkowa (29 października) Rzeczpospolita, powołując się na wnioski ekspertyzy wykonanej przez Warszawski Instytut Studiów Ekonomicznych informuje, że za 15 lat tylko w branżach związanych z energetyką wiatrową pracę może znaleźć w naszym kraju w najlepszym wypadku 42 tys. osób.
WISE uważa ponadto, że w 2030 r. zatrudnienie w sektorze wiatrowym może być wyższe niż w górnictwie. Według Instytutu, liczba etatów w górnictwie spadnie w ciągu 15 lat z obecnych ok. 96 tys. do 4-16 tys.
Cytowany przez dziennik Michał Wilczyński, były Główny Geolog Kraju twierdzi natomiast, że ze względu na nadprodukcję węgla energetycznego wynoszącą ok. 12 mln t już w przyszłym roku z górnictwa - na zasadzie dobrowolności - powinna odejść połowa zatrudnionych w branży osób. Zdaniem eksperta przełoży się to na zamknięcie ośmiu-dziesięciu kopalń. Wilczyński stwierdza też, że w perspektywie 2030 r. w branży pracować będzie 16-25 tys. górników.
Z kolei prof. Władysław Mielczarski z Politechniki Łódzkiej ocenia, że redukcja zatrudnienia w branży może wynieść 10-20 proc. (czyli maksymalnie 20 tys. osób). Jego zdaniem zmniejszenie zatrudnienia będzie się odbywać poprzez ograniczenie administracji i alokację pracowników dołowych.
Rzeczpospolita cytuje też Jerzego Markowskiego, byłego wiceministra gospodarki i prezesa Silesian Coal, który stwierdza, że z obecnych 35 kopalń trzeba będzie zamknąć 10.
- Nie będą miały racji bytu zakłady o rocznym wydobyciu do 1,5 mln t. Według mnie po takim procesie restrukturyzacji rozłożonym na kolejne 10 lat w górnictwie zostanie 60 tys. osób - ocenia.
W opinii Markowskiego wskazane przez WISE obniżenie zatrudniania do 16 tys. osób oznaczałoby zmniejszenie wydobycia węgla do ok. 20 mln t rocznie.
Według Instytutu Energetyki Odnawialnej, na koniec ubiegłego roku w sektorze wiatrowym pracowało 8,4 tys. osób, a dwa lata wcześniej 12 tys. osób.
Jeżeli chcesz codziennie otrzymywać informacje o aktualnych publikacjach ukazujących się na portalu netTG.pl Gospodarka i Ludzie, zapisz się do newslettera.