Niemcy wracają do węgla, a Polska? Szybki koniec kopalń może okazać się błędem
Dominik Kolorz, Jerzy Markowski i Patryk Białas starli się w debacie netTG.pl i Radia Katowice o przyszłości górnictwa
fot: Katarzyna Zaremba-Majcher
Debata "Gorący węgiel"
fot: Katarzyna Zaremba-Majcher
Dominik Kolorz, Jerzy Markowski i Patryk Białas starli się w debacie netTG.pl i Radia Katowice o przyszłości górnictwa
Wojny, drogi import surowców i być może kolejna mroźna zima przed nami. Czy Polska powinna łaskawiej spojrzeć na węgiel? Czy sytuacja geopolityczna zmusi nas do przeproszenia się z węglem? Na te pytania próbowali odpowiedzieć uczestnicy debaty z cyklu „Gorący Węgiel” – premierowego formatu organizowanego przez Wydawnictwo Gospodarcze, wydawcę portalu netTG.pl i „Trybuny Górniczej”, wspólnie z Radiem Katowice. Prowadzącymi byli Paweł Nadrowski z Radia Katowice i Tomasz Czoik, redaktor naczelny portalu netTG.pl i „Trybuny Górniczej”.
Do studia zaproszono przedstawicieli trzech różnych spojrzeń na polską energetykę: Jerzego Markowskiego, byłego wiceministra gospodarki, Dominika Kolorza, szefa Śląsko-Dąbrowskiej Solidarności, oraz Patryka Białasa, dyrektora Centrum Innowacji i Kompetencji Parku Naukowo-Technologicznego Euro-Centrum w Katowicach, eksperta ds. transformacji energetycznej.
Miks 50 na 50, ale bywa, że 80 na 20
Jerzy Markowski przekonywał, że polski miks energetyczny ustabilizował się na poziomie 50 na 50 – węgiel i reszta źródeł. Ale – jak zaznaczył – są dni, gdy ze względu na pogodę i brak wiatru czy słońca ten bilans to 80 na 20 dla węgla, jak właśnie teraz.
Były wiceminister uspokajał też, że szczyt zapotrzebowania na prąd przesunął się z zimy na lato. Jego zdaniem każdy rok dostarcza nowych doświadczeń, a ten jest wyjątkowy z powodu kłopotów z transportem surowców przez konflikt zbrojny w Iranie i wcześniej blokadę dostaw węgla z Kazachstanu przez Rosję.
– Ubiegła zima pokazała, że nie zawsze zimy będą łagodne. Jaka będzie tegoroczna, nie wie nikt – podkreślał z kolei Dominik Kolorz.
Zapytany o możliwość blackoutu w Polsce, np. w wyniku cyberataku na elektrownię lub potężnej awarii, przyznał, że taki scenariusz jest możliwy.
Kolorz zauważył, że pół Europy, w tym Niemcy, zaczyna się „przepraszać z węglem”.
– Dopóki nie będziemy mieli atomu, powinniśmy postawić na węgiel jako paliwo przejściowe, a nie gaz, którego nie mamy – podkreślił.
Czy OZE da radę? Spór o Chiny i koszty
Patryk Białas bronił zielonej transformacji. – Transformacja energetyczna to trend globalny, którego nie da się zatrzymać – mówił. – Trzeba być uczciwym i konsekwentnym: zgodnie z umową społeczną w 2049 r. pożegnamy się z węglem.
Ekspert powołał się na dane: – Polska za 9 miesięcy od wybuchu wojny zapłaciła 23 mld zł za import paliw, podczas gdy dotacje do górnictwa w tym roku to 11,5 mld zł. Taniej jest się zmieniać, niż utrzymywać status quo – argumentował.
Ripostował Jerzy Markowski: – To są wszystko nakłady z budżetu państwa na zmniejszanie zdolności wydobywczej górnictwa, to nie jest dotowanie bieżącej produkcji, tylko ograniczanie wielkości wydobycia i ten przekaz musi być utrwalany, ponieważ ludzie dalej wierzą w to, że górnictwo, tak jak to było do roku 1992, jest dotowane przez budżet państwa. Nie, nie jest dotowane przez budżet państwa dzisiaj – budżet państwa ponosi koszty likwidacji górnictwa, zresztą tak jak od lat.
Patryk Białas wskazał też, że Global Energy Monitor podał, iż w 2025 r. moc węglowa na świecie wzrosła o 3,5 proc., ale produkcja energii z węgla spadła o 4 proc. A Chiny – wbrew narracji o powrocie do węgla – wyznaczyły cel, by w najbliższych 5 latach ponad 50 proc. miksu pochodziło z OZE.
Na to Kolorz odpowiedział danymi o emisjach: – Chińczycy zwiększyli emisję CO2 przez 25 lat o 400 proc., odpowiadają za 1/3 globalnych emisji, a Polska za 1 proc. Co roku buduje się tam kilkanaście elektrowni węglowych.
– Nie powiedziałem, że Chińczycy nie inwestują w OZE, ale równie mocno inwestują w węgiel. I mało kto potrafi wytłumaczyć, dlaczego Niemcy, które najbardziej zainwestowały w OZE, mają najdroższą energię dla odbiorców – ripostował związkowiec.
Czy węgiel jest drogi? Dwa spojrzenia
Wątek kosztów wywołał największe emocje. Kolorz przekonywał: – Węgiel, który jest posyłany dla polskiej energetyki, jest bardzo tani. Polscy producenci węgla do polskiej energetyki sprzedają węgiel za około 350 zł. I gdybyśmy nie żyli w systemie polityki klimatycznej Unii Europejskiej, mielibyśmy dzisiaj energię tańszą co najmniej o 40 proc. Niestety, system ETS, który w takiej wielkości, w takich proporcjach, stosowany jest tylko w Unii Europejskiej, powoduje, że Europa, a w tym także Polska, staje się kontynentem totalnie niekonkurencyjnym przemysłowo.
Białas odpowiadał, że ETS to niejedyny koszt i trzeba patrzeć na całość.
O kosztach jednostkowych mówił też Kolorz, pytany, czy polski węgiel jest najdroższy na świecie: – Górnictwu głębinowemu ciężko uzyskać rentowność, warunki są coraz trudniejsze. Ale koszt 800 zł za tonę węgla energetycznego nie musiałby być tak wysoki, gdybyśmy produkowali go więcej. To normalna ekonomia: im więcej produkujesz, tym koszt jednostkowy mniejszy. My mamy ręczne sterowanie wydobyciem, co się przekłada potem na wysokie koszty, bo górnictwo to nie jest piekarnia, tam trzeba umieć planować, a w dodatku te plany realizować. Gdyby wydobywać 5 mln t więcej, koszt spadłby o co najmniej 15 proc.
Redaktorzy przywołali koncepcję prof. Stanisława Tokarskiego: elastycznego miksu w okresie przejściowym opartego na węglu i gazie – gdy gaz drogi, palimy więcej węgla i odwrotnie.
Markowski ocenił, że pomysł 50/50 jest racjonalny, ale gaz to dziś tylko 10 proc. produkcji prądu i jego udział nie powinien rosnąć przez ceny i geopolitykę.
Zanim nadejdzie atom
W koncepcji Stanisława Tokarskiego przełomowy ma być rok 2040 – czyli zakładany moment powstania pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce.
– Jak nie będzie atomu w 2040, a nie będzie też energii z węgla, to z pewnością dojdzie już do blackoutu – ostrzegł Kolorz. – Ten atom budujemy od epoki Gierka. 2-3 lata temu mówiono o 2035 r., teraz o 2040 r., za 3 lata będziemy mówić o 2045 r.
Dodał: – Cały świat stawia na tanią energię, w której w miksie większości krajów niczego się nie wyklucza. Natomiast Europa jest jedynym kontynentem, który wyklucza jeszcze swoje paliwo, polski surowiec – mam tutaj na myśli węgiel – i to jest droga donikąd.
Markowski był jeszcze bardziej sceptyczny: – Byłem dwa tygodnie temu na terenie budowy elektrowni atomowej. To perspektywa 2046-2047, i to dopiero 3000 MW. A do tego czasu ubytek mocy w węglu to 20 000 MW. Skąd reszta?
Patryk Białas pytany o to, czy realne bezpieczeństwo energetyczne Polski jest możliwe w oparciu o inny scenariusz niż ten węglowo-gazowy, odpowiedział: – Zdecydowanie tak. I nie jest to moja opinia, ale jest to opinia profesorów. Powołam się tylko na doktora Marcina Popkiewicza, który pokazuje miks energetyczny w 100 proc. oparty o OZE w Polsce. On jest możliwy, a tym buforem bezpieczeństwa, tą podstawą naszego bezpieczeństwa energetycznego są biogazownie, np. rolnicze, bo Polska ma tutaj bardzo duży potencjał.
Umowa społeczna – święta data 2049
Część dyskusji poświęcono też umowie społecznej z 2021 r., która zakłada koniec węgla energetycznego w 2049 r.
– Z olbrzymim bólem dla Śląska wynegocjowaliśmy tę datę i dla nas jest ona święta. Ale wszystko, co w środku – do negocjacji – przyznał Dominik Kolorz.
Przypomniał, że pierwotny projekt rządu Mateusza Morawieckiego to była „jedna kartka plus podpisy – totalny blamaż”. Jak przyznał, związki zawodowe wzięły na siebie ciężar umowy. – Jeśli ktoś racjonalnie przyjedzie na Śląsk i zaproponuje przesunięcia, jesteśmy otwarci. Ale rozdziały o inwestycjach wysokich technologii i transformacji Śląska nie są realizowane w ani jednej kropce.
Czy będzie komu fedrować?
Na pytanie, czy za 10-15 lat będzie komu pracować w kopalniach, Markowski odpowiedział, że tak, jeśli zmienimy model. Wskazał, że na Śląsku są kopalnie, które tą samą załogą wydobywają 3 mln t, podczas gdy LW Bogdanka potrafi 9 mln t.
Przypomniał, że 30 lat temu funkcjonowały 72 kopalnie, a dziś 14, a zamiast 480 tys. pracowników w górnictwie zatrudnionych jest obecnie 67 tys.
I ubolewał: – Ani poprzedni rząd PiS, ani obecna koalicja nie były w stanie wykreować polityki energetycznej państwa. 12 lat zabrakło na napisanie 10-stronicowego dokumentu.
Białas podkreślił, że bardzo często górnikom przedstawia się życie po kopalni jako totalną katastrofę. – Gdyby górnicy dalej tkwili w tej bańce informacyjnej, trzymaliby się kopalni rękami i nogami. A fakty są takie, że w tym roku z Polskiej Grupy Górniczej ma odejść około 5000 osób – przypomnę, to jest co siódmy zatrudniony. Pracy na Śląsku jest dużo, w Katowicach bezrobocie poniżej 2 proc. Rynek wchłonie te kadry. Trzeba rozmawiać o nowych miejscach pracy, zanim zaczniemy zamykać kopalnie, a nie potem.
Koniec podziałów? Wszyscy chcą taniego prądu
Na koniec prowadzący zapytali, jak zmniejszyć poziom emocji w dyskusji o energetyce i ukrócić podziały na „team OZE” i „team węglowy”.
– Trzeba mówić uczciwie, jaka jest przyszłość – mówił Białas. – Ludzie dzielą się na tych, co nie rozumieją wykresów i decydują portfelem, i tych, co rozumieją liczby i trzeba z nimi rozmawiać na podstawie źródeł.
Kolorz postulował model 30-30-30: – 30 proc. OZE, 30 proc. atom, 30 proc. węgiel – tak powinien wyglądać polski miks energetyczny. Energia będzie tania, dostępna, nie będzie zagrożenia blackoutem.
Markowski zakończył gorzko: – Ubolewam nad potężnym zjawiskiem amatorszczyzny i dyletanctwa w debacie o energetyce. Słucham opinii, które mają się nijak do rzeczywistości.
Debata „Gorący Węgiel” ma być cyklem. Organizatorzy – Wydawnictwo Gospodarcze i Radio Katowice – zapowiadają kolejne spotkania, bo jak pokazała pierwsza odsłona, węgiel wciąż rozpala emocje jak mało który temat.