W poniedziałek, 16 lutego 2026 roku, odbył się pierwszy w historii konkurs olimpijski w formule Superduetów. Polacy nie należeli do faworytów, a jednak po emocjonującym konkursie naszym kadrowiczom udało się zdobyć srebro.
Warto zaznaczyć, iż Superduety to format w skokach narciarskich, w którym reprezentacje składają się z dwóch zawodników, a nie czterech, co zwiększa dynamikę zawodów. Pierwsze zawody w tej formule odbyły się 12 lutego 2023 w Lake Placid. Wówczas triumfowali nasi reprezentanci Dawid Kubacki i Piotr Żyła. Gdy ogłoszono, że superduety zastąpią tradycyjną drużynówkę, pojawiło się wiele głosów sprzeciwu. Twierdzono, iż bez sensu zastępować, coś co jest związane z konkursami olimpijskimi od wielu lat. Z drugiej strony podkreślano, że dzięki nowej formule słabsze reprezentacje, nie posiadające szerokiego zaplecza kadrowego, mają szansę uzyskać dobry wynik. Jak pokazały zawody - było warto.
Nadzieje przed konkursem
Cały sezon 2025/2026 dla Polaków jest dosyć przeciętny. Ani razu indywidualnie naszym zawodnikom nie udało się stanąć na podium. Tylko raz, w superduetach w Zakopanem, zajęliśmy trzecie miejsce. Trzeba jednak zaznaczyć, że wówczas składy innych silnych nacji były mocno osłabione - wielu skoczków z czołówki Pucharu Świata nie pojawiło się w stolicy polskich Tatr. Igrzyska we Włoszech już jednak pokazały, że skocznia Predazzo nam sprzyja. Kacper Tomasiak zdobył dwa medale olimpijskie w konkursach indywidualnych - srebrny na skoczni normalnej i brązowy na skoczni dużej. Ten młody 19-latek z Bielska-Białej dokonał rzeczy niemal niemożliwych i dał nam nadzieje na kolejny medal, tym razem w formule Superdeutów. Pytanie brzmiało, kto będzie z nim tworzył polską ekipę: Paweł Wąsek czy Kamil Stoch? Trener Maciej Maciusiak po konkursie na skoczni dużej zdecydował się na tego pierwszego.
Już seria próbna pokazała, że może być dobrze. Zajęliśmy czwarte miejsce z niewielką stratą do podium. Co szokujące, na drugim miejscu znaleźli się Włosi. W pierwszej serii konkursowej Paweł Wąsek pokazał, iż warto było na niego postawić. Skoczył 133.5 metra, co dało nam miejsce trzecie miejsce ex aequo z Japończykami, którzy przed zawodami byli faworytami do złota. Gdy nadeszła kolej na Tomasiaka, ten znów poleciał daleko i utrzymał nas na miejscu trzecim po pierwszej serii skoków, z minimalną przewagą nad Niemcami. Gdy nadeszła druga seria, pojawiało się wiele znaków zapytania przy nazwisku Pawła Wąska. Czy da radę powtórzyć swój wyczyn z pierwszej serii?. Jak się okazało, jego skok nie należał do bardzo udanych. Sam skoczek pokazywał gestami, że to przeciętna próba. Jak się jednak okazało, kolejni zawodnicy nie byli wstanie uzyskać lepszego wyniku. Jedynie Norweg Johann Andre Forfang uzyskał lepszą notę. A więc przed skokiem Kacpra zajmowaliśmy drugie miejsce. Młody chłopak z Bielska-Białej znowu skoczył fenomenalnie, uzyskując 135.5 metra, dzięki czemu zwiększyliśmy przewagę punktową nad innym krajami
Z piekła do nieba - odwołana trzecia seria
Gdy nadchodziła ostatnia seria, emocje sięgały zenitu. Przed Polakami pojawiła się realna wizja zdobycia kolejnego medalu na Igrzyskach w Mediolanie i Cortinie. Zaczęło się jednak źle. Kapitalny skok oddał Ren Nikaido z Japonii, a przy słabszym skoku Pawła Wąska, oznaczało to spadek "Biało-czerwonych" na czwartą lokatę. Kacper Tomasiak musiał więc, ponownie przeskoczyć Norwega - Kristoffera Eriksena Sundala, by zapewnić nam medal.
Nagle, przy ostatniej decydującej serii skoków, nad skocznią pojawiła się ogromna śnieżyca, która storpedowała zawody. Bardzo długo zwlekano z kontynuowaniem zawodów. Swoje skoki zdążyło oddać jeszcze dwóch skoczków walczących o medale: Domen Prevc ze Słowenii i Phillip Raimund z Niemczech. Niemiec poszybował daleko, wyraźnie atakując podium. Zanim przyszła kolej na Polaka, sędziowie czekali dobre kilkanaście minut aż w końcu otrzyma on zielone światło. Niestety skok był słaby, widać było, iż zasypane śniegiem tory najazdowe spowolniły zawodnika.
Gdy już wydawało się, że nie ma szans na medal dla Polski, organizatorzy zawodów zdecydowali się odwołać konkurs z powodu fatalnych warunków pogodowych. Oznaczało to, że liczą się wyniki tylko dwóch serii. Naszym kadrowiczom kamień spadł z serc. Srebrny medal stał się faktem! Zdobyli go dwaj młodzi chłopacy: pochodzący z Ustronia 26-letni Paweł Wąsek, dla którego jest to pierwszy olimpijski medal w karierze oraz 19-letni bielszczanin Kacper Tomasiak, który wywalczył na tych igrzyskach już trzeci krążek. Żaden z Polaków nigdy dotąd nie uzyskał tylu medali podczas jednej edycji igrzysk.
Złoty medal - Austria (Jan Hoerl i Stephan Embacher)
Srebrny medal - Polska (Paweł Wąsek i Kacper Tomasiak)
Brązowy medal -Norwegia (Johann Andre Forfang i Kristoffer Eriksen Sundal)
Jeżeli chcesz codziennie otrzymywać informacje o aktualnych publikacjach ukazujących się na portalu netTG.pl Gospodarka i Ludzie, zapisz się do newslettera.