Mobbing w górnictwie. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” na dole nie przejdą
Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.
fot: Jarosław Galusek/ARC
Pracownicy dozoru ruchu odpowiadają za bezpieczeństwo prowadzenia robót górniczych, nadzorują wykonywanie prac zgodnie z projektami technicznymi oraz obowiązującymi przepisami, a ich obecność pod ziemią jest niezbędna do prawidłowego prowadzenia eksploatacji.
fot: Jarosław Galusek/ARC
Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.
Tamtego dnia akurat nie było mnie na zmianie, na której Jacek pracował. Zastępował mnie kolega po fachu. Przyznał mi potem, że mało ludzi miał do roboty, więc padło na Jacka. Posłał go do roboty przy transporcie sekcji w polu likwidacyjnym jednego z chodników. A z nim jeszcze trzech górników. Pracowali przy pomocy spalinowej kolejki podwieszanej typu Scharf zabudowanej w ściance likwidacyjnej. Wyrabowane sekcje stały równolegle do ociosu węglowego, co powodowało, że lewa spągnica i układ przesuwny były niewidoczne.
Coś tam im nie wychodziło, bo wyraźnie z minuty na minutę robili się nerwowi. W pewnym momencie Jacek wymyślił, że skoro odległość między ociosem a sekcją wynosi 0,4 m, to dla maksymalnego zrabowania stropnicy trzeba powybijać za pomocą młota pierścień zabezpieczający rdzennik lewego stojaka podporowego. No i wziął się za odbijanie.
Nie szło mu to za bardzo, więc chciał najwidoczniej pokazać, jak pracuje „fachowiec”. Wziął do pomocy jednego z młodszych górników, oświadczając mu prosto w oczy: „Wal, chłopie, z całej siły, a ja stanę na spągu pomiędzy sekcją a ociosem węglowym i spróbuję pomóc ci wybić ten pierścień kilofem”, a do pozostałych dwóch górników rzucił: „A wy się uczcie roboty”.
Tamci stanęli jak wryci, a Jacek dalej sterował za pomocą rozdzielacza ruchem rdzennika stojaka. I pewnie się już domyślacie, jakie były efekty realizacji jego pomysłu. Po wybiciu pierścienia nastąpiło przechylenie sekcji na ocios węglowy. Na szczęście cała czwórka doznała jedynie niegroźnych dla życia stłuczeń.
Jedno nieprzyzwoite słowo za dużo
Jacek wrócił po tygodniu zwolnienia lekarskiego do pracy, więc sobie obiecałem, że powiem mu, co o nim myślę. Zaraz po wyjściu z szoli rzuciłem w jego stronę krótko: – Najchętniej to bym cię z roboty wylał – i przy okazji poinformowałem, że wystąpiłem z wnioskiem do dyrekcji kopalni o ukaranie go naganą. Biję się w piersi, palnąłem z grubej rury jedno słówko nieprzyzwoite za dużo, że nawet nie chcę powtarzać, jak brzmiało, ale nerwy mi puściły, w końcu za ludzi tam na dole odpowiadam.
I wiecie, co po kilku dniach było? Nie uwierzycie! Dyrektor mnie wezwał na dywanik. Dowiedziałem się, że jestem posądzony o mobbing. No nie, myślałem, że zawału dostanę. Słów mi brakło, żeby się tłumaczyć. Za dawnych czasów takiemu komuś, co naraża zdrowie i życie innych, prosto w oczy się mówiło, co się o nim myśli. Mnie też za młodu sztygar niejeden raz tak obsztorcował, że ochotę do życia traciłem, ale nawet nie pomyślałem, żeby donosić o jakimś mobbingu. A tym razem mało co w sądzie byśmy się nie spotkali. Skończyło się na tym, że Jacka zwolnili dyscyplinarnie, a mnie… pouczono.
A teraz? Wszyscy wszystkich mobbingują. Brak premii, przesunięcie na niższe stanowiska – to najczęstsze powody doniesień. Znam taką sprawę, że niska temperatura w łaźni też była powodem posądzenia jednego z przełożonych o mobbing.
Musiałem więc sięgnąć po odpowiednią lekturę, żeby wiedzieć, jak się bronić, jeśli ktoś kiedyś raz jeszcze zarzuci mi mobbingowanie. Jednym z przejawów takiego zachowania na pewno jest zastraszanie pracownika, celowe jego ośmieszanie przed innymi. Mobbing może także przybierać formę naruszania nietykalności osobistej pracownika, przypisywania mu niezasłużonych błędów, obwiniania za sytuacje, za które nie jest odpowiedzialny.
Mówiło się dawniej, że kopalnia nie jest miejscem na żadne tam „ą”, „ę”. A ja Wam powiem, że świat się zmienia. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” tam na dole nie przejdą. Trzeba trzy razy pomyśleć, co się powie, ale też działać stanowczo, tak jak policjant podczas kontroli drogowej. W dyskusję lepiej się nie wdawać, bo każde kolejne wypowiedziane słowo może drożej kosztować.
Tekst z cyklu „Z notatnika sztygara Onderki”