Jak zostać dyrektorem kopalni

fot: Maciej Dorosiński

Ściana 2bS w ruchu Staszic została zatrzymana do czasu uzyskania opinii komisji

fot: Maciej Dorosiński

Teoretycznie wystarczy pięć lat studiów, a potem 9-letni staż poparty kolejnymi zatwierdzeniami. W praktyce to żmudne lata pracy i gorzkie nieraz zawodowe doświadczenie. Nie sprawdza się też teza, że każdy górnik ma szansę na czako z zielonym pióropuszem.

Zasady, które trzeba spełnić, aby osiągnąć kolejne szczeble awansu zawodowego w górnictwie, określone są w ustawie Prawo geologiczne i górnicze z 9 czerwca 2011 r. oraz Rozporządzeniu Ministra Środowiska z 15 grudnia 2011 r. w sprawie kwalifikacji w zakresie górnictwa i ratownictwa górniczego.

W 9 lat od stażysty do dyrektora
Kandydat na dyrektora kopalni powinien ukończyć studia w zakresie górnictwa. Jeżeli od razu będą to studia magisterskie - II stopnia, tym lepiej, bo ścieżka awansu jest wówczas mniej skomplikowana. Jeśli rozpoczyna pracę po technikum lub studiach inżynierskich, wykształcenie musi uzupełnić.

Studia w zakresie górnictwa I stopnia - inżynierskie - trwają siedem semestrów. Następujące po nich studia magisterskie to kolejne trzy semestry. Daje to razem pięć lat nauki. Po zdobyciu tytułu zawodowego magistra inżyniera i odbyciu trzymiesięcznej praktyki w ruchu zakładu górniczego przyszły menedżer może już zostać osobą dozoru niższego. Już po roku pracy w niższym dozorze ruchu zakładu górniczego w specjalności górniczej może przejść na kolejny stopień w karierze - osoby dozoru średniego. Po kolejnych dwóch latach nic nie stoi na przeszkodzie, żeby został pracownikiem dozoru wyższego.

Następnym szczeblem, który osiągnąć można po następnych trzech latach nienagannej pracy, jest stanowisko "zastępcy kierownika działu lub kierownika działu w podziemnym zakładzie górniczym wydobywającym węgiel kamienny". Jeszcze trzy lata i droga do stanowiska kierownika ruchu zakładu górniczego stoi otworem. Wszystkie te etapy kariery wymagają stwierdzenia stosownych kwalifikacji przed komisją powołaną przy Okręgowym Urzędzie Górniczym, właściwym dla miejsca zamieszkania. Kandydat na kierownika ruchu zakładu górniczego zdaje taki egzamin przed komisją przy Wyższym Urzędzie Górniczym.

22 lata do dyrektora Budryka
Tyle teoria. Jerzy Markowski, były wiceminister gospodarki i budowniczy kopalni Budryk wspomina, że jego ścieżka awansu była długa i żmudna.

- To był taki czas, kiedy trzeba było przejść wszystkie szczeble po kolei, o wszystkim decydowały zatwierdzenia Urzędu Górniczego - mówi.

Markowski opowiada, że rozpoczął pracę w 1968 r., po ukończeniu technikum górniczego. Po kolei przechodził przez stanowiska nadgórnika, sztygara ścianowego, sztygara zmianowego, sztygara oddziałowego, nadsztygara, kierownika robót górniczych, naczelnego inżyniera i wreszcie dyrektora kopalni w budowie. Ukoronowaniem tej drogi była nominacja na dyrektora kopalni Budryk w 1990 r. Łatwo policzyć, że trwało to 22 lata.

- Lata 70. to był czas, kiedy było bardzo dużo inżynierów i bardzo duża konkurencja. Trudno było awansować. Aczkolwiek górnictwo było tak olbrzymie i kopalń było tak dużo, że te kadry jakoś można było zagospodarować.

Za młodzi na odejście
Markowski uważa też, że nie każdy ma predyspozycje, żeby zostać dyrektorem kopalni.

- Trzeba mieć olbrzymią dozę samodyscypliny i umieć porozumiewać się z ludźmi. A do tego, aby umieć rozmawiać językiem ludzi, trzeba z nimi pracować przez całe życie, znać ich mentalność i sposób myślenia. Dlatego tak ważna jest ta żmudna ścieżka zawodowa - tłumaczy.

W jego opinii wypychanie na emerytury relatywnie młodych menedżerów jest marnotrawstwem.

- To absolutnie niezasadne, żeby ludzie mający 55 lat odchodzili ze stanowisk menedżerskich. Żyjemy dłużej, jesteśmy dłużej sprawni, najlepszym dowodem na to jest fakt, że ludzie odchodzący na emerytury ze stanowisk kierowniczych w górnictwie nadal pracują. Jesteśmy dalej potrzebni, oczywiście nie naszemu górnictwu, które się zarzekło, że ze starymi kadrami nie chce mieć nic wspólnego, ale bywamy użyteczni za granicą. To rozrzutność państwa, żeby pozbywać się ludzi w takim wieku - dzieli się refleksją.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Z notatnika sztygara Onderki: Sztygar nie miał czasu

Wcale nie twierdzę, że wszyscy wokół łamią nagminnie przepisy BHP, bo wielu jest takich, co je przestrzegają, nawet do przesady. Znałem kiedyś pewnego sztygara, który we wszystkim widział zagrożenie dla siebie i załogi. Pewnego dnia się przeliczył, bo zapomniał o jednym. Mianowicie, że robotę trzeba koordynować. 

Zielona Pracownia pod Chmurką w Skrzydlowie otwarta. Nowa eko-inwestycja w gminie Kłomnice

Szkoła Podstawowa w Skrzydlowie zyskała nowoczesną, ekologiczną przestrzeń do nauki na świeżym powietrzu. 15 maja oficjalnie otwarto tam „Zieloną Pracownię pod Chmurką”, która ma pomóc w praktycznym poznawaniu przyrody. Inwestycja warta ponad 177 tys. zł została zrealizowana przy wsparciu WFOŚiGW w Katowicach

Polskie kopalnie zachwycają świat, podczas gdy inne zniknęły. Eksperci: to dziedzictwo nie przetrwa samo

Przez cztery dni Wieliczka i Tarnowskie Góry były miejscem spotkań ekspertów, muzealników, naukowców i przedstawicieli ośrodków górniczych z ponad dwudziestu krajów świata. Tegoroczna konferencja odbywała się pod hasłem „Dziedzictwo górnicze w szybko zmieniającym się świecie”.

Nie żyje Piotr Pyzik, były wiceminister od górnictwa

W wieku 69 lat zmarł Piotr Pyzik, były poseł PiS i były wiceminister aktywów państwowych odpowiedzialny za górnictwo.