Jacek Korski: Wysyłamy ludzi na odprawy i górnicze urlopy, a potem płaczemy, że pracowników brakuje

Raptem tydzień byłem na urlopie, a tu sezon ogórkowy niemal się zaczął. Nie w polityce, bo tam się trochę dzieje. Najbardziej bawi mnie zmiana poglądów i ocen na temat ludzi, którzy jeszcze wczoraj byli politycznymi sojusznikami. Nie emocjonuje mnie to, bo złudzenia na temat polityków w naszym kraju straciłem już dawno.

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Jacek Korski

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Raptem tydzień byłem na urlopie, a tu sezon ogórkowy niemal się zaczął. Nie w polityce, bo tam się trochę dzieje. Najbardziej bawi mnie zmiana poglądów i ocen na temat ludzi, którzy jeszcze wczoraj byli politycznymi sojusznikami. Nie emocjonuje mnie to, bo złudzenia na temat polityków w naszym kraju straciłem już dawno.

A w górnictwie węglowym wróciły tematy, o których pisałem, czyli wysyłamy ludzi na odprawy i górnicze urlopy, a potem płaczemy, że ludzi brakuje. W istocie mówimy o sztukach, a pomijamy jakość – odchodzą ludzie z kompetencjami.

Umowa społeczna już się zdezaktualizowała

Od dawna piszę, że tzw. umowa społeczna już się zdezaktualizowała i trudno będzie dojechać do 2049 r. z wydobyciem węgla energetycznego. Po powrocie z urlopu przeczytałem, że mogą nam nie pozwolić fedrować tak długo, a węgiel będzie potrzebny dla węglowych elektrowni. Jak czytelnicy pamiętają, pisałem, że ludzi i kopalń nie wystarczy nam na długo, a za około najdalej dekadę problem będzie już bardzo nabrzmiały. Po prostu nie będzie gdzie i kim fedrować. Jednak to nie jacyś mityczni oni, ale my… 

Nawoływałem do rzetelnej oceny stanu naszego górnictwa węglowego i kopalń, a w tym zasobów ludzkich i zasobów węgla. Ot, po prostu, aby przygotować się na możliwe scenariusze przyszłości.

W Polsce byłby problem z kupnem licencji

Wrócę jednak do historii mechanizacji górnictwa węglowego, bo miałem to szczęście zaczynać pracę w czasach, kiedy jeszcze praktycznie mogłem zapoznać się z kolejną generacją kombajnów ścianowych, czyli frezujących kombajnów bębnowych. Pierwszy taki, jak wspomniałem, w oparciu o maszyny zastosowane wcześniej w kopalniach soli potasowych, opatentował w Wielkiej Brytanii John Anderton na początku lat pięćdziesiątych ubiegłego stulecia. Koncepcja była na tyle interesująca, że już po roku licencję kupiła jedna z firm niemieckich i bezzwłocznie podjęto tam produkcję. 

Bo byliśmy, tak jak inne kraje Europy Środkowej, po niewłaściwej stronie żelaznej kurtyny. Dorobiliśmy się już jednak zdolnych konstruktorów, którzy potrafili zastosować tak zwaną inżynierię odwrotną (nazywaną także inżynierią wsteczną). Zapewne z pomocą ówczesnych służb specjalnych poznaliśmy szczegóły brytyjskiego pomysłu i, nie naruszając zapewne chronionych patentami detali, skonstruowano pierwszy polski kombajn bębnowy nazwany KWB-1. Po testach wprowadzono do seryjnej produkcji kombajn KWB-2 na początku z układem posuwu z cięgnem linowym, później wprowadzono już łańcuchy kombajnowe. 

Kiedy zaczynałem pracę w kopalni, już nie spotkałem tych maszyn, ale kiedy, po latach, pracowałem w Famurze, to dostaliśmy zapytanie z Rumunii na kombajn odpowiadający dokładnie parametrom KWB-2. Okazało się, że maszyna ta była także przedmiotem eksportu. Następcę, czyli KWB-3, możemy zobaczyć w podziemiach Królowej Luizy i Guido w Zabrzu. Same kombajny są kompletne, ale brakuje przystawek w postaci ładowarki odkładniowej (coś w rodzaju pługa wleczonego kombajnem) i sań kablowych. 

Powodowały te przystawki oraz fakt, iż kombajn miał jeden bęben (organ urabiający) na końcu kadłuba kombajnu, że kilkumetrowe odcinki ściany na obu jej końcach musiały być urabiane w inny sposób. Ręczna robótka we wnękach (tak nazywano te odcinki) wymagała ciężkiej i ryzykownej pracy. Dziś jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że przewód elektryczny (dziś przeważnie w tzw. układaku) jest wleczony kombajnem. 

Układał ten ciężki przewód w ósemki

W tamtych czasach pomocnik kombajnisty pracowicie układał ten ciężki przewód w ósemki pomiędzy kłonicami sań kablowych, a przy jeździe powrotnej wyjmował ten kabel i układał na spągu. Kombajn nie miał możliwości regulacji wysokości urabiania, więc czasami pod stropem ściany zostawała nieurobiona warstwa węgla. 

Przed zawieszeniem stropnic lub przesunięciem obudowy zmechanizowanej trzeba było te okapy, potocznie zwane gardinami, zrzucić lub zestrzelić. Praca była trudna, a dodatkowo górnicy musieli uważać na łańcuch kombajnowy, który był cięgnem dla kombajnu, coraz większe siły pociągowe kombajnów sprawiały, że łańcuch mógł wpadać w drgania, czyli biczować. Niejeden górnik stracił życie lub został zraniony takim łańcuchem. Takie kombajny zwiększały produktywność ścian, ale w ścianie pozostawało jeszcze wiele ciężkiej górniczej pracy.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Węgiel znów w grze. Dowodem wyniki Polskiej Grupy Górniczej

Już w październiku sprzedaż węgla opałowego z kopalń Polskiej Grupy Górniczej przekroczyła o 29 proc. wynik osiągnięty w całym 2025 roku. Oznacza to wzrost na poziomie prawie 350 tysięcy ton sprzedanego surowca. Zakładając, że zużycie wynosi średnio 5 ton w sezonie grzewczym, to tylko ta dodatkowa ilość odpowiada zapotrzebowaniu niemal 70 tysięcy domów jednorodzinnych. Z dużą pewnością można powiedzieć, że do końca roku ten wynik ulegnie jeszcze poprawie, ponieważ do sprzedaży regularnie trafiają kolejne partie węgla.

Jakie wyciągnięto wnioski po tragedii w KWK Nowy Wirek?

Górnictwo węgla kamiennego notuje mniejsze straty. Co odpowiedział Markowski Kempskiemu? Jak przebiega likwidacja ruchu Poręba? I jakie wyciągnięto wnioski po tragedii w KWK Nowy Wirek? O tym pisaliśmy dokładnie 30 lat temu w „Trybunie Górniczej” z 24 października 1996 roku.

MAP: W tym roku Kopalnia Soli Kłodawa ma wrócić do zysku

Kopalnia Soli Kłodawa, która w zeszłym roku odnotowała stratę netto, rok 2026 r. ma zakończyć zyskiem przekraczającym 19 mln zł - wynika z odpowiedzi Ministerstwa Aktywów Państwowych na interpelację poselską. Resort wskazał m.in. na poprawę wyników sprzedaży i działania naprawcze.

Nadzór górniczy o fedrowaniu pod terenami Mikołowa. Było spotkanie

22 października w Urzędzie Miasta Mikołów odbyło się posiedzenie zespołu porozumiewawczego ds. oceny eksploatacji górniczej pod terenami gminy Mikołów.