Grzegorz Wolnik: JSW musi być do uratowania. Taka firma nie może upaść
Przyszłość Jastrzębskiej Spółki Węglowej, wydłużenie pracy bloków Elektrowni Rybnik i powstanie drugiej metropolii na Śląsku. O tym rozmawialiśmy z Grzegorzem Wolnikiem, radnym Sejmiku Województwa Śląskiego (KO).
fot: Katarzyna Zaremba-Majcher
Grzegorz Wolnik, radny Sejmiku Woj. Śląskiego
fot: Katarzyna Zaremba-Majcher
Przyszłość Jastrzębskiej Spółki Węglowej, wydłużenie pracy bloków Elektrowni Rybnik i powstanie drugiej metropolii na Śląsku. O tym rozmawialiśmy z Grzegorzem Wolnikiem, radnym Sejmiku Województwa Śląskiego (KO).
Wydłużenie pracy bloków węglowych elektrowni Rybnik to dobra informacja?
Znakomita informacja. Myślę, że w takiej niestabilnej sytuacji międzynarodowej musimy mieć swoje własne źródła energii. W związku z tym praca elektrowni węglowej w tym momencie zabezpiecza nas na wypadek jakichś kryzysów.
Mówi pan jak związkowcy, bo oni też mówią, że bezpieczeństwo powinno być w oparciu o nasze surowce, czyli o węgiel, a nie sprowadzany gaz.
Tutaj nie do końca mamy ten sam sposób myślenia, ale ja jednak widzę sytuację przede wszystkim międzynarodową. Natomiast ten węgiel będzie nas coraz więcej kosztował i taka jest brutalna prawda. Schodzimy coraz niżej z pokładami, koszty są coraz wyższe, rosną temperatury, są coraz trudniejsze warunki geologiczne. Już nie mówiąc o wszystkich kwestiach emisji. Węgiel kiedyś musi się skończyć, ale wtedy, kiedy będziemy mieli na przykład elektrownie jądrowe.
Tylko, że teraz rzeczywiście stawiamy na gaz, czyli też paliwo kopalne, podobnie jak węgiel. Biorąc pod uwagę sytuację na świecie to jeszcze do tego paliwo niepewne.
No i właśnie dlatego przedłużenie do 2028. Zobaczymy, jak to wyjdzie w rzeczywistości.
A do 2030 powinno być przedłużenie? To było zdaje się zapisane w umowie społecznej dla górnictwa.
Myślę, że umowa społeczna jest na pewno ważna, natomiast z drugiej strony musimy po prostu patrzeć na całe światowe otoczenie. Pamiętam budowę elektrowni w Rybniku. Mam już swoje lata i w związku z tym ten fakt pamiętam. Te urządzenia, mimo że są świetnie konserwowane na bieżąco, to już zaczynają dożywać swojej sprawności technicznej. Gdzieś jest ten kres, ta granica, gdzie opłaca się je utrzymywać. Chyba, że dojdzie do jakichś sytuacji bardzo kryzysowych, to myślę, że wtedy w sytuacji awaryjnej trzeba będzie te bloki reanimować.
Na razie to się robi tak naprawdę z roku na rok, bo to kolejne przedłużenie.
Ale gdzieś jest granica. Opłacalności również.
A Jastrzębska Spółka Węglowa jest do uratowania?
JSW musi być do uratowania. Co do tego nie mam wątpliwości. Taka firma nie może upaść z dnia na dzień, ani też z tygodnia na tydzień. Poza tym liczę na to, że koniunktura na stal wróci i że ten krytyczny surowiec, jakim jest węgiel koksujący, będzie znowu nabierał znaczenia. Cieszę się bardzo, że JSW wystąpiło o koncesję poszukiwawczą na złoża Dębieńsko. Później będzie kwestia organizacyjna. Pracuję w Czerwionce-Leszczynach, gdzie ten temat jest kontrowersyjny, bo gdyby Jastrzębska miała ten węgiel wybierać od strony Szczygłowic, to wtedy gmina będzie miała tylko problemy, mówiąc delikatnie, bo nie będzie w tym momencie opłat eksploatacyjnych i tak dalej. Natomiast cieszę się, że Jastrzębska Spółka Węglowa ma pewną wizję długoterminową i niedawno widziałem podpisaną przez ministra koncesję poszukiwawczą.
A propos ministra Wojciecha Balczuna, to on mówi, że tej spółce potrzebna jest restrukturyzacja i to poważna. Zgadza się Pan?
Niewątpliwie.
A co to tak naprawdę znaczy "poważna" i kogo ona powinna dotyczyć?
Myślę, że ona przede wszystkim powinna dotyczyć obniżenia kosztów i zwiększenia konkurencyjności na rynku. To nie będzie proste.
No właśnie, jak to osiągnąć?
Myślę, że tutaj jedyną metodą jest po prostu poszukiwanie konsensusu ze stroną społeczną. Ten konsensus pewnie będzie się na tym opierał, że obie strony wyjdą z tego niezadowolone. Na tym polega zgniły kompromis, że obie strony robią krok, półtora do tyłu. Dzisiaj związki zawodowe są niezmiernie silne w w JSW. Rzekłbym nawet, że jest pewna nadreprezentacja związków, bo gdzieś wyczytałem, że stopień uzwiązkowienia w JSW to jest ponad 100 procent.
Ale jeszcze jedna rzecz, bo mówi się rzeczywiście o związkach zawodowych, które tam są bardzo silne. Uzwiązkowienie ogromne, ale też mówi się tak o administracji. Ta restrukturyzacja też powinna jej dotyczyć?
To musi oczywiście w równym stopniu dotyczyć wszystkich. Ja nie mówię tu o żadnych gwałtownych ruchach, aczkolwiek być może pewne ruchy, jakie się na przykład w tej chwili dzieją z dobrowolnymi odejściami, to jest jakaś droga. Z drugiej strony to mnie niepokoi, bo płacimy ludziom za niepracowanie.
To, że ludzie biorą odprawy, odchodzą z górnictwa, to jaka to będzie informacja dla rynku pracy?
Zależy, jakie mają plany ci odchodzący. Myślę, że ci, którzy złożyli dość szybko wnioski, to widzą dla siebie jeszcze jakiś rozwój zawodowy. No chyba, że faktycznie mają chwilę do emerytury i na jakichś pomostowych świadczeniach przeczekają, ale często są to ludzie młodzi. Zachęcałbym tutaj do głębokiej analizy tego, co chcą z tymi pieniędzmi zrobić, bo wydawałoby się, że 170 tysięcy to jest i dużo, i mało. Pamiętam na przykład takie bardzo preferencyjne pożyczki górnicze, kiedy jeszcze pracowałem w Górnośląskiej Agencji Rozwoju Regionalnego. Ci ludzie, o ile dobrze pamiętam, dostawali wtedy, mniej więcej 65 tysięcy i niektórzy pomnożyli to dobro, a niektórych musieliśmy niestety brutalnie windykować, co było wyjątkowo no dla nas niekomfortową sytuacją.
A rynek pracy w okręgu rybnickim jest w tym momencie na tyle silny i ma takie możliwości, żeby ludzi z górnictwa przyjąć?
Myślę, że musimy tutaj mówić nie tylko o samym rybnickim rynku pracy, aczkolwiek mamy specjalne strefy ekonomiczne, jesteśmy również dobrze położeni komunikacyjnie, więc nie jest problemem dojechanie nawet do Katowic czy Gliwic. Mamy firmy rozwijające się w okolicy Rybnika czy Jastrzębia, mamy Żory i świetnie rozwijającą się strefę. Myślę, że rynek jest w stanie wchłonąć tych tych pracowników. Tym bardziej, że oni mają wpojony etos pracy. To jest jednak niezmiernie istotne. Przyzwyczajeni są do trudnych warunków, ale również do niezłych zarobków.
No i to jest pytanie, czy oni są w stanie je znaleźć?
Powiem to brutalnie. Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma. 170 tysięcy złotych kiedyś się skończy, nawet podejrzewam, że dość szybko. Więc wziąć tego typu odprawę i liczyć na cud, to raczej nie jest szczególnie roztropne. Apeluję jeszcze raz, żeby nie dochodziło do takich sytuacji, że ktoś zakłada firmę hurra optymistycznie, a potem tylko część nowotworzonych firm na rynku przetrwa. Także nie ma tutaj panaceum, ale generalnie rzecz biorąc jest to jakieś rozwiązanie, oczywiście cząstkowe. Natomiast nie sprzyja spółce kwestia chociażby wysokich cen energii, bo to jest jeden z elementów. Nie sprzyjają również warunki geologiczne. Trzeba schodzić coraz niżej. Poza tym jest pewna niestabilność związana z tym, że JSW to jest jednak firma z udziałem skarbu państwa. Przypomnę Panu otwarcie kopalni Bzie. Nie ma takiej kopalni. Przyjechał premier Morawiecki i otworzył. Potem się okazało, że jest problem geologiczny i tam węgla jest tyle, co kot napłakał. Wpakowano miliardy pewnie bardziej z przyczyn politycznych niż ekonomicznych. Więc myślę sobie, że ręce polityków precz od firm. To co prawda nie jest wprost spółka skarbu państwa, ale jednak udział jest istotny. Natomiast na pewno musi przetrwać. Co do tego nie ma dyskusji. Chyba, że znajdzie się kiedyś jakaś nowa technologia, chociażby wytopu stali. Na razie na to nie wygląda. Poza tym znakomitą część pieniędzy, które były w JSW po dobrej koniunkturze, po prostu przejedzono.
Czy pana okręg, czyli rybnicki, to powinien być ten, gdzie powstanie druga metropolia w województwie śląskim?
Może nie metropolia, bo to nie ta skala, ale aglomeracja rybnicka jest faktem. Jednak wokół Rybnika skupionych jest ileś gmin.
Ale gdyby się chciało czegoś więcej, to chyba nie o aglomerację chodzi.
Ja myślę, że to będzie długotrwały proces, ale konieczny. Integracja między sobą działań gmin, miast w sytuacji, kiedy duży może więcej jest konieczna, ale to nie będzie prosty proces, bo istnieją po prostu takie normalne ludzkie partykularyzmy. Każdy chce mieć tą swoją małą ojczyznę i nie chce się wtopić.
Stąd też moje pytanie, czy pan zna jakichś włodarzy w okręgu rybnickim, którzy chętnie by oddali jakieś swoje kompetencje, żeby było z tego coś większego typu metropolia?
Myślę, że chęci szczególnych nie będzie, ale może przyjść taka po prostu potrzeba chwili. To się nie stanie pewnie ani dziś, ani jutro. Ale jeżeli chcemy być konkurencyjni na rynku gospodarczym, na rynku pracy, jeżeli chcemy mieć lepszy transport, lepszą gospodarkę odpadami, to w tym momencie trzeba będzie z części tych swoich kompetencji zrezygnować. Nie mówię, że mają się wszyscy nazywać Rybnik, bo pewnie nikt się na to nie zgodzi. Pamiętam jak organizowaliśmy jeszcze za czasów prezydenta Fudalego wyjazd na targi gospodarcze do Poznania. Niby nic nadzwyczajnego, ale zaczęło się od problemu, jak się to nasze stoisko ma nazywać. O mało nie rozbiło się to przedsięwzięcie o nazwę. Ale pojechaliśmy, udało się i i tutaj trzeba postępować bardzo ostrożnie, bardzo delikatnie, bez jakiejś ekspansji tych większych miast. Natomiast jestem przekonany, że dobrym krokiem jest powstanie subregionu. On próbuje koordynować pewne tematy. Nie wszystko wychodzi, ale na przykład Rybnik w tej chwili, mimo dużych oporów społecznych, będzie budował kompostownię i biogazownię.
Czy ten temat w najbliższych latach się ruszy i będzie Pan próbował działać wokół niego?
Przede wszystkim muszę się spotkać z włodarzami tych gmin i miast, które należą do związku subregionu. Dostałem trochę burę od niektórych, kiedy powiedziałem o tym w Radiu 90, ale nie boję się, bo uważam, że to jest racjonalne. Być może powiedziałem to trochę zbyt brutalnie. Trzeba może trochę więcej dyplomacji, bo jednak faktycznie każda pliszka swój ogonek chwali. Każde miasto ma swoją specyfikę. Ale trzeba znaleźć modus operandi. Będziemy mieli lepszy transport, będziemy mieli pewnie lepszą promocję gospodarczą, a to jest niezbędne. Może przestaną rosnąć też opłaty za wywóz odpadów. Żadna gmina nie jest w stanie tego zrobić sama, bo po prostu ma zbyt mały strumień tych odpadów, żeby to się opłacało przerabiać na gaz. Mamy już w kwestii rybnickiej biogazowni podpisane listy intencyjne. Będziemy z nią współpracować, bo Rybnik tutaj bardzo sensownie wyszedł do nas wszystkich, zdając sobie sprawę, że sam tego tematu nie uciągnie. I tak pewnie się pojawią kolejne sprawy. Myślę, że za chwilę gdzieś nam się pojawi również kwestia ochrony zdrowia. Też dobrze by było pewne kwestie koordynować, bo to wcale nie jest tak, że w każdym szpitalu muszą być wszystkie specjalności. Należy próbować. Zawsze są ci, którzy próbują wychodzić przed orkiestrę, ale tym nie należy się przejmować.