Ucieczka dwóch pracowników Kopalni Węgla Kamiennego Pokój w Rudzie Śląskiej

fot: Tomasz Rzeczycki

Rudzcy górnicy, udając turystów, przekroczyli nielegalnie granicę w rejonie Szklarskiej Poręby

fot: Tomasz Rzeczycki

Pół wieku temu doszło do udanej ucieczki z kraju dwóch pracowników Kopalni Węgla Kamiennego Pokój w Rudzie Śląskiej. Choć mieli różne rodowody, bez trudu znaleźli wspólny język i obmyślili plan przedostania się na zachód. Udał się on tylko połowicznie...

Pomysł był prosty: pojechać w góry i tam, udając zwykłych turystów, zbliżyć się do granicy, a następnie przejść na stronę czechosłowacką. W Czechosłowacji natomiast, zachowując najwyższą ostrożność, dojechać do granicy austriackiej i spróbować potajemnie przedostać się poza żelazną kurtynę.

Śmiałkowie nie byli już młodzieńcami, skłonnymi do wyskoków pod wpływem impulsu. Józef S. miał 40 lat. Był z zawodu cieślą, wywodził się ze środowiska robotniczego i mieszkał w Rudzie Śląskiej przy ul. Pokoju 32. Przy tej samej ulicy, ale pod innym adresem zamieszkiwał Wacław L., pięć i pół roku młodszy od swego kompana. Był on przyjezdnym, na Górny Śląsk sprowadził się z okolicy Włoszczowy, a jego rodzice byli rolnikami. Nie zdobył żadnego wykształcenia, co wszak na owe czasy nie było żadną przeszkodą, aby podjąć pracę w KWK Pokój.

Obaj znajomi z pracy i z tej samej ulicy doszli najwidoczniej do wniosku, że PRL nie stanowił szczytu ich marzeń i postanowili poprawić swój los. Pod koniec wiosny udali się w Karkonosze, do Szklarskiej Poręby. Kurort pod Szrenicą tętnił w tym okresie gwarem turystów polskich i czechosłowackich, wędrujących legalnie granicznym szlakiem czerwonym. Ta okolica była dosyć chętnie wybierana jako miejsce ucieczek za granicę.

Dwaj górnicy z rudzkiej kopalni 18 czerwca 1967 r. niepostrzeżenie przekroczyli granicę, przechodząc w rejonie Szklarskiej Poręby na teren Czechosłowacji. Trochę czasu zajęło im przedostanie się na drugi koniec tego kraju, pod granicę czechosłowacko-austriacką. Nie zdawali sobie zapewne sprawy z tego, że o ile granica Polski z Czechosłowacją była silnie strzeżona, to ta druga, jako zewnętrzna granica bloku państw socjalistycznych, posiadała nieporównywalnie większe zabezpieczenia.

Nic więc dziwnego, że 22 czerwca 1967 r. obydwaj panowie zostali około godz. 16.45 zatrzymani przez Czechów. Nastąpiły przesłuchania i areszt, po czym czekało ich wydalenie z Czechosłowacji. Formalności te trwały całymi tygodniami. Do Polski zostali zwróceni w samo południe 21 lipca 1967 r. na przejściu granicznym w Kudowie Słonem. Czekały ich teraz o wiele mniej przyjemne konsekwencje prawne, niż tylko potrącenie wynagrodzenia za ponadmiesięczną absencję w kopalni.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Zmarli powracają w snach. Oni wciąż żyją w naszych sercach

Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny sprzyjają refleksji nad przemijaniem ludzkiego życia. Wspominamy tych, których nie ma już wśród nas, ale też zastanawiamy się nad własnym istnieniem. mamy świadomość tego, że nas kiedyś również zabraknie na tym świecie. O sprawach ostatecznych rozmawiamy z ks. Piotrem Brząkalikiem, emerytowanym proboszczem, publicystą i rekolekcjonistą.

Zaduszki na Śląsku w cieniu górniczych tragedii. Te wspomnienia zostają w nas na zawsze

W Zaduszki wspominamy tragicznie zmarłych w kopalnianych katastrofach. Ale na Śląsku echa tych przykrych wydarzeń wybrzmiewają tak naprawdę na każdym kroku, przez cały rok, przez całe nasze życie.

Marian Zmarzły: Pamiętamy o tych, którzy nie wrócili do domu

W listopadowych dniach pamięci o zmarłych górnicza wspólnota wraca myślami do tych, których zabrakło przy rodzinnym stole. Marian Zmarzły, podsekretarz stanu w Ministerstwie Energii, kieruje do górników, ratowników, emerytów i ich rodzin osobiste przesłanie. Wspomina poległych, zwraca się do ich bliskich i przypomina: pamięć zobowiązuje także do troski o bezpieczeństwo tych, którzy dziś zjeżdżają pod ziemię.

Krzyże poza cmentarzami i świeże kwiaty po latach. Jerzy Markowski o górniczej pamięci na Śląsku

– Mamy rok 2026, a na zbiorowej mogile z 1951 roku wciąż leżą świeże kwiaty. Pamięć o tych ludziach po prostu nie umiera – mówi były wiceminister gospodarki Jerzy Markowski