Bez rozstrzygnięć zakończyły się sobotnie rozmowy związkowców z zabrzańskiej kopalni Makoszowy z wiceministrem energii Grzegorzem Tobiszowskim. Związki chcą rozwiązań gwarantujących stabilną przyszłość kopalni i przekonują, że zakład może być rentowny.
Obecnie do każdej tony wydobytego tu węgla budżet dopłaca ok. 300 zł. Po sobotnim spotkaniu związkowcy podtrzymali zapowiedź protestów w obronie zakładu - w poniedziałek po południu zamierzają pikietować biuro poselskie premier Beaty Szydło w Brzeszczach w Małopolsce.
- Pozytywne jest to, że w ogóle wreszcie doszło do rozmów, natomiast smuci nas, że nie były to merytoryczne rozmowy o rozwiązaniach dla naszej kopalni. Po raz kolejny usłyszeliśmy o trudnej sytuacji w górnictwie, a to za mało - powiedział po spotkaniu szef komisji zakładowej Związku Zawodowego Górników w Polsce Andrzej Chwiluk.
Podobnego zdania był przewodniczący Solidarności w zabrzańskim zakładzie Artur Banisz.
- Nie usłyszeliśmy żadnych konkretów, nie padły żadne deklaracje ani zapewnienia; po rozmowach jesteśmy w tym samym punkcie co przedtem. Jesteśmy gotowi do dalszych, merytorycznych rozmów - powiedział związkowiec z "S".
Chwiluk poinformował, że strona społeczna gotowa jest do rozmów także w niedzielę i w kolejnych dniach.
- Załoga jest zdeterminowana. Chcemy rozmawiać nawet o najtrudniejszych problemach, ale zależy nam na merytorycznej rozmowie - podkreślił przewodniczący kopalnianej komisji ZZG, przyznając, że sobotnie spotkanie zakończyło się - jak powiedział - "w bardzo emocjonalnych warunkach".
Wiceminister Tobiszowski nie skomentował przebiegu spotkania.
Makoszowy to jedyna kopalnia, która nadal wydobywa węgiel po przekazaniu w ub.r. do Spółki Restrukturyzacji Kopalń - wcześniej trafiały tam jedynie kopalnie przeznaczone do likwidacji, gdzie zaprzestano wydobycia węgla. W SRK kopalnia może korzystać z budżetowych dopłat do strat produkcyjnych. Załodze nie grożą też zwolnienia.
Przedstawiciele załogi liczą, że znajdzie się inwestor, który chciałby kupić zakład; upatrują go np. w Polskiej Grupie Energetycznej, która wcześniej kupowała węgiel z tej kopalni; deklarują też rozmowy o przejęciu zakładu przez spółkę pracowniczą. Obecnie jednak nie ma inwestora zainteresowanego Makoszowami, a do SRK nie wpłynęła żadna oferta w tej sprawie. Potencjalny inwestor musiałby zwrócić udzieloną kopalni pomoc publiczną.
Z danych katowickiego oddziału Agencji Rozwoju Przemysłu oraz Ministerstwa Energii, do których dotarła PAP, wynika, że kopalnia Makoszowy dopłaca obecnie do każdej wydobytej tony węgla średnio ponad 300 zł. Koszt wydobycia jednej tony wyniósł w tym roku w tej kopalni 507 zł, a średnia cena sprzedaży węgla 204 zł za tonę. Dlatego zakład korzysta z budżetowych dopłat do strat produkcyjnych, które są możliwe jedynie w kopalniach przekazanych do SRK.
W ub.r. kopalnia wykorzystała 61 mln zł takiej dotacji, a od początku tego roku już 101 mln zł z zaplanowanej na cały 2016 r. subwencji w wysokości 157 mln zł. Oznacza to, że gdyby potencjalny inwestor teraz przejął kopalnię, musiałby zwrócić co najmniej 162 mln zł, do końca roku kwota ta wzrośnie do ponad 200 mln zł.
Jeżeli chcesz codziennie otrzymywać informacje o aktualnych publikacjach ukazujących się na portalu netTG.pl Gospodarka i Ludzie, zapisz się do newslettera.