Nie policzyliśmy jeszcze dokładnie, ale na pierwszy rzut oka widać, że zgazowanie nie wymaga wysokonakładowej infrastruktury. W porównaniu z klasyczną kopalnią, którą trzeba najpierw zbudować, a potem posłać w głąb tysiące ludzi, zgazowanie wypadnie zdecydowanie taniej - stwierdza w rozmowie z Trybuną Górniczą Krzysztof Stańczyk, koordynator projektu podziemnego zgazowania węgla w Głównym Instytucie Górnictwa.
Czy kopalnia węgla za kilkadziesiąt lat będzie wyglądać jak instalacja do podziemnego zgazowania w Wieczorku?
Być może tak właśnie będzie wyglądało górnictwo przyszłości na Śląsku. Dlaczego? Mamy tu dużo węgla w tzw. resztkach, które nigdy nie będą wybierane tradycyjnie. Przy naszej technologii jesteśmy w stanie dostać się do tych resztek, zamienić w gaz, który wypływa na powierzchnię, i wykorzystać go przemysłowo. Po drugie duże głębokości, poniżej 1,2 tys. m, są trudne, również ekonomicznie. A widzimy przecież, że nawet płytsze wydobycie węgla nie pozwala nam dziś konkurować ze światowymi cenami węgla. Natomiast wydobywanie go metodą przeprowadzenia w gaz wydaje się zdecydowanie tańsze.
Czy opłacalność PZW jest już pewna?
Nie policzyliśmy jeszcze dokładnie, ale na pierwszy rzut oka widać, że zgazowanie nie wymaga wysokonakładowej infrastruktury. W porównaniu z klasyczną kopalnią, którą trzeba najpierw zbudować, a potem posłać w głąb tysiące ludzi, zgazowanie wypadnie zdecydowanie taniej. Podziemne jest przy tym dużo mniej kosztowne od powierzchniowego, bo nie budujemy reaktorów i nie musimy wyciągać węgla na powierzchnię. Upraszczamy proces. Reaktor sam tworzy się pod ziemią, w złożu. Zamiast infrastruktury kopalnianej drążymy dwa otwory w dziewiczym terenie. Jeśli stara kopalnia już istnieje, można wykorzystać szyby i chodniki, by w tani sposób doprowadzić do wydobycia gazu z węgla.
Jednak produkt zgazowania nie imponuje wartością opałową...
Z tony węgla uzyskujemy w PZW dokładnie tyle samo energii, ile przy tradycyjnym fedrunku. Gaz jest niskokaloryczny (4 MJ/m sześc., metan ma 35-36 MJ/m sześc.), ale to wcale nie znaczy gorszy, bo za to jest go dużo więcej. Najważniejsze, że potrafimy go spalić z większą nawet sprawnością niż węgiel z kopalni, dlatego cały proces jest równie wydajny, co tradycyjne spalanie węgla. Nie tylko nic nie tracimy, ale wręcz zyskujemy, bo spalaniu poddajemy gaz, a nie ciało stałe. Jest to łatwiejsze i czystsze. Zaprojektowaliśmy już odpowiednie palniki, które zastosujemy w kolejnej instalacji demonstracyjnej.
Co ma pokazać następny etap prac nad PZW?
Instalacja PZW wyprodukuje energię dla konkretnego odbiorcy. Teraz gazów procesowych nie wykorzystujemy, bo układ byłby dość drogi i przekraczałby koszty tego projektu. W ciągu 2-3 lat, jeśli znajdzie się chętny do budowy instalacji, wytworzymy w niej ciepło i energię elektryczną. Planowana moc będzie dziesięciokrotnie większa od obecnej, czyli ok. 20-30 MW. Powstanie prawdopodobnie na terenie którejś z kopalń, bo tyle wynosi ich przeciętne zapotrzebowanie na prąd. Myślimy o instalacji hybrydowej, która spalałaby węgiel i nowe paliwo gazowe. W przyszłości będzie można na tym zarabiać.
Kiedy projekt zacznie się zwracać?
Opłacalna będzie już instalacja demonstracyjna, przyniesie więcej niż w nią włożymy. Obecna instalacja w Wieczorku kosztowała ok. 10 mln zł, a na cały projekt Narodowe Centrum Badań i Rozwoju przeznacza ok. 80 mln zł. Przedsięwzięcia na skalę przemysłową nie się przeprowadzić bez wcześniejszych doświadczeń. Zaczynaliśmy 8 lat temu od prac w laboratorium i zgazowania węgla w Kopalni Doświadczalnej Barbara. Uczyliśmy się na błędach, a teraz umiemy już kontrolować georeaktor. Proces przebiega precyzyjnie, chyba nawet bardziej niż się spodziewaliśmy. Technologie mają to do siebie, że początkowe egzemplarze są droższe niż kolejne. Jeśli sprawdzi się skala 30 MW, to zbudujemy więcej takich instalacji albo przejdziemy do jeszcze większych. Rozwiązania będą już wypracowane, a urządzenia produkowane nie w jednym, ale wielu egzemplarzach, a zatem tańsze.
Czy kopalnia Wieczorek naprawdę wyjątkowo zapisze się w historii górnictwa dzięki PZW?
W Europie w latach 90. była tylko jedna podobna próba, w Hiszpanii. Po 4-5 dniach nastąpił wybuch wodoru. Fundusz Badawczy Węgla i Stali zapłacił za próby rumuńskie i słoweńskie, ale w takiej skali, jak nasze minione w KD Barbara. Z całą pewnością Wieczorek jest pierwszą w Europie kopalnią, która zdobyła się na odwagę i wyobraźnię, żeby w trakcie pracy we fragmencie kopalni zrealizować próbę zgazowania podziemnego, które okazało się całkowicie bezpieczne. Zagrożenie dla środowiska jest na pewno mniejsze niż w przypadku klasycznego wydobycia węgla. Nurtuje nas jeszcze problem zanieczyszczenia wód po procesie zgazowania. W kawernie pozostaną odpady i gdyby napłynęły tam wody, mogłyby wymywać zanieczyszczenia. Ten aspekt jest przez nas teraz skrupulatnie badany.
Jeśli chcesz mieć dostęp do artykułów z Trybuny Górniczej, w dniu ukazania się tygodnika, zamów elektroniczną prenumeratę PREMIUM. Szczegóły: nettg.pl/premium. Jeżeli chcesz codziennie otrzymywać informacje o aktualnych publikacjach ukazujących się na portalu netTG.pl Gospodarka i Ludzie, zapisz się do newslettera.