Biznes w dzielnicy, gdzie właśnie zamknięto kopalnię? W Bielszowicach przekonują, że to ma sens
Likwidacja kopalni wywołała u wielu mieszkańców Bielszowic lęk przed stagnacją i zamieraniem dawnego życia dzielnicy. Szansę w nowej rzeczywistości dostrzegli jednak twórcy kawiarni „U Sąsiadów”.
fot: Katarzyna Zaremba-Majcher
Marta Legut-Piechocińska, założycielka kawiarni "U Sąsiadów"
fot: Katarzyna Zaremba-Majcher
Likwidacja kopalni wywołała u wielu mieszkańców Bielszowic lęk przed stagnacją i zamieraniem dawnego życia dzielnicy. Szansę w nowej rzeczywistości dostrzegli jednak twórcy kawiarni „U Sąsiadów”.
Przypomnijmy, 30 czerwca br., po 122 latach, działalności zakończono wydobycie węgla w kopalni Bielszowice.
- Przez te wszystkie dekady Bielszowice były naszym wspólnym domem i miejscem ciężkiej pracy. Złoża, które pozostawili nam nasi przodkowie, pozwoliły zbudować pomyślność wielu pokoleń - podkreślano podczas uroczystości pożegnania zakładu.
Mieszkańcy, ale także lokalni przedsiębiorcy – właściciele piekarni czy cukierni – nie kryli obaw, że zamknięcie zakładu negatywnie wpłynie na życie dzielnicy, zmniejszy ruch i uderzy w ulokowane tu biznesy.
CZYTAJ TAKŻE: Poruszające słowa proboszcza z Bielszowic przed zamknięciem kopalni
Zupełnie inaczej widziała to Marta Legut-Piechocińska, która wraz z mężem postanowiła otworzyć w Bielszowicach kawiarnię „U Sąsiadów”. Lokal został otwarty dwa tygodnie temu, dokładnie kilka dni po tym, jak kopalnia zakończyła działalność.
- Przez lata KWK Bielszowic była dla tutejszych mieszkańców żywicielką, wiele sprawa kręciło się wokół niej. Szanuję jej historię, sama mam w rodzinie osoby związane z górnictwem. Ale w Bielszowicach mieszka też wiele ludzi, którzy swoją karierę zawodową związali z zupełnie innymi branżami i miejscami: Katowicami, Gliwicami czy Zabrzem. Oni widzą, jak wygląda życie towarzyskie i restauracyjne w sąsiednich miastach, i chcieli doświadczyć tego samego u siebie - podkreśla Marta Legut-Piechocińska.
Nie tylko kawa i lody. Będą szkolenia dla byłych górników
Jak wyjaśnia, oferta gastronomiczna dzielnicy opierała się wcześniej głównie na tradycyjnych piwiarniach.
- Sama jestem mamą i wiem, jak bardzo brakowało w Bielszowicach miejsca, gdzie można po prostu wyjść z dzieckiem i w przyjemnych okolicznościach napić się kawy w spokoju. Chcieliśmy stworzyć zupełnie nową przestrzeń - przyznaje właścicielka kawiarni.

I dodaje:
Skalę oczekiwań mieszkańców chyba dobrze oddaje to, co działo się w mediach społecznościowych po tym jak wiosną, tuż po podpisaniu umowy najmu lokalu, ogłosiliśmy, że wystartujemy z kawiarnią. Liczba życzliwych wiadomości i komentarzy była czymś nieprawdopodobnie miłym. Przez prawie 15 lat pracy w komunikacji i marketingu czegoś takiego jeszcze nie widziałam. Pierwsze dwa tygodnie działalności "U Sąsiadów" liczba osób, które nas odwiedziły również utwierdza w przekonaniu, że warto było stworzyć takie miejsce.
W planach właścicielki kawiarnia „U Sąsiadów” ma być czymś więcej niż tylko miejscem spotkań przy kawie, lodach i innych słodkościach.
- Planujemy organizację wydarzeń kulturalnych, ale także warsztatów pomagającym ludziom wrócić na rynek pracy albo przebranżowić się. To miałaby być propozycja skierowana także do byłych górników - zapowiada Marta Legut-Piechocińska.