„Górnicy rzewnie płakali na kolędzie”. Poruszające słowa proboszcza z Bielszowic przed zamknięciem kopalni

Już 30 czerwca ruch Bielszowice KWK Ruda w Rudzie Śląskiej oficjalnie zakończy wydobycie, co dla lokalnej społeczności oznacza niewątpliwie koniec pewnej epoki. O łzach górników podczas kolędy, strachu małych przedsiębiorców o przetrwanie oraz pożegnalnej mszy świętej rozmawiamy z ks. Mariuszem Obałką, proboszczem bielszowickiej parafii.

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Ksiądz Mariusz Obałka, proboszcz parafii pw. św. Marii Magdaleny w Rudzie Śląskiej-Bielszowicach

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Już 30 czerwca ruch Bielszowice KWK Ruda w Rudzie Śląskiej oficjalnie zakończy wydobycie, co dla lokalnej społeczności oznacza niewątpliwie koniec pewnej epoki. O łzach górników podczas kolędy, strachu małych przedsiębiorców o przetrwanie oraz pożegnalnej mszy świętej rozmawiamy z ks. Mariuszem Obałką, proboszczem bielszowickiej parafii.

Z parafią pw. św. Marii Magdaleny w Bielszowicach jest ksiądz proboszcz związany od niemal trzech lat. Jak szybko spostrzegł ksiądz, że dzielnica jest bardzo mocno zżyta z tutejszą kopalnią?

Nie chcę mówić, że to był przypadek, ponieważ jako ksiądz myślę, że wszystko jest w bożych planach, ale już na początku mojej posługi dostałem jasny sygnał, jak bardzo losy tej parafii są splecione z życiem kopalni, górników i ich rodzin.

W pierwszym tygodniu mojego administrowania w ruchu Bielszowice doszło do śmiertelnego wypadku. Dla mnie, księdza dopiero poznającego swoją nową parafię, było to mocne przeżycie. 

Wtedy po raz pierwszy miałem okazję porozmawiać z pracownikami kopalni i dzięki temu się poznaliśmy. To oni odpowiadali za poinformowanie rodziny górnika o tragedii, to oni organizowali pogrzeb. To było bez wątpienia jedno z tych wydarzeń, których nigdy się nie zapomina.

Miejsc poświęconych pamięci górników na pobliskim cmentarzu, sąsiadującym zresztą z kopalnią, jest sporo. Nagrano tu nawet ostatnią scenę "Paciorków jednego różańca" Kazimierza Kutza, czyli pogrzeb emerytowanego górnika Habryki.

Oczywiście, samo sąsiedztwo cmentarza i kopalni jest rzeczą niezwykłą, i już samo w sobie wiele mówi o charakterze tego miejsca. Pochodzący z Bielszowic były metropolita katowicki abp Wiktor Skworc mówił kiedyś na jednym z barbórkowych kazań, że jest to dzielnica dwóch wież – kopalnianej i kościelnej. One ze sobą sąsiadują, patrzą na siebie i w sensie symbolicznym mają na siebie wpływ. Oczywiście nie same wieże jako budowle, ale to, co za nimi stoi i co każda z nich uosabia.

Tutaj praktycznie każda rodzina jest związana z górnictwem. Jeśli nie bezpośrednio, to poprzez emerytów górniczych albo krewnych pracujących w kopalni. Niemal wszyscy zaangażowani w wolontaryjną pomoc przy kościele czy probostwie, jak chociażby kościelni, to byli górnicy.

Kiedy przychodziłem do parafii, jednym z moich pytań do ustępującego proboszcza było: „Gdzie się udać, żeby nawiązać relacje i kontakty?”. Odpowiedział mi, że dobrze byłoby pójść na kopalnię. I tak zrobiłem. Jedna z moich pierwszych oficjalnych, umówionych wizyt to było spotkanie z dyrektorem ruchu Bielszowice, które zresztą bardzo dobrze wspominam. Relacje zarządu kopalni z parafią są bardzo dobre, co wynika z wzajemnego zrozumienia. Tworzymy tutaj jedną wspólnotę. 

Już 30 czerwca ruch Bielszowice zakończy działalność. Co to będzie oznaczało dla tej dzielnicy? 

Warto zacząć od tego, że wiadomości o likwidacji kopalni pojawiały się od samego początku mojej pracy tutaj. Ten termin był przesuwany o rok, potem znowu. Żyliśmy w przekonaniu, a przynajmniej mieliśmy taką nadzieję i o to się modliliśmy, że będzie to odwlekane w nieskończoność. Staraliśmy się jakoś nie dopuszczać do świadomości myśli o ostatecznym zamknięciu.

Jednak kiedy rozmawiałem z dyrekcją kopalni, oni stanowczo mówili, że wszystko zmierza do likwidacji Bielszowic. Wtedy zaczęły rodzić się pytania: jaka będzie przyszłość dzielnicy, naszej parafii i wspólnoty? Jak ludzie to przyjmą? Najlepszą okazją do takich rozmów były odwiedziny duszpasterskie, czyli kolęda. Ten temat przewijał się w wielu domach. Większość ludzi wyrażała po prostu wielki żal. Mówili, że to kopalnia, która ma perspektywy, dobry węgiel i ogromne, wciąż nieodkryte pokłady, które można by jeszcze wydobyć.

Pojawiały się bardzo poruszające wypowiedzi i wspomnienia. Dorośli mężczyźni, najczęściej byli górnicy, ze łzami w oczach lub wręcz rzewnie płacząc, mówili, że kopalnia to ogromne dziedzictwo Bielszowic. Wspominali dziadków, którzy byli mocno zaangażowani w jej rozwój. Przeżywali to ogromnie, czując, że coś wielkiego się kończy. A my nie lubimy, gdy coś się kończy, zwłaszcza gdy jesteśmy z tym silnie związani. 

Słyszałem też głosy ludzi zmartwionych o własną przyszłość. Wszystko wydawało się niepewne, a oni musieli mierzyć się z ciężarem podjęcia mądrej życiowej decyzji, w którą stronę pójść i czy zaryzykować odejście z branży i skorzystać z odpraw pieniężnych czy urlopów górniczych. Z moich obserwacji wynika, że większość parafian aktywnych zawodowo w górnictwie woli pozostać w branży i zgodzić się na alokację, chociażby na pobliską kopalnię w Halembie. Choć trzeba przyznać, że wielu mieszkańców, zwłaszcza tych z nowo wybudowanych domów, to osoby przyjezdne z miejscowości ościennych - Gliwic, Katowic czy Zabrza, które pracują w zupełnie innych branżach.

Nie brakuje opinii, że górnicy, także ci z Bielszowic, za sprawą wspomnianych już wcześniej osłon socjalnych, poradzą sobie z przebranżowieniem. Czy większym problemem nie będą mniejsi przedsiębiorcy, których biznesy zależą od funkcjonowania kopalni? 

Dokładnie tak. To bardzo leży mi na sercu. Nasze najbliższe otoczenie wokół przystanku autobusowego „Bielszowice Kopalnia” to małe przedsiębiorstwa, biznesy, piekarnie, a niedawno otwarto nawet nowy kebab. Te osoby nie dostaną żadnych odpraw, a ich „być albo nie być”, tak jak pan wspomniał, zależy wyłącznie od kopalni.

To jest poważne zmartwienie: jak te małe sklepiki i piekarenki mają utrzymać swoje obroty, kiedy zabraknie górników zmierzających na kolejne zmiany? Przecież niemal tradycją było to, że po szychcie szło się do sklepu czy piekarni. Taka myśl ciągle krąży mi po głowie. Kiedy rozmawiam o tym z ludźmi, zazwyczaj mówią: „Oj, będzie bardzo źle”. Te małe biznesy będą miały ogromny problem, by przetrwać, a z drugiej strony pojawia się bezradność, bo trudno znaleźć pomysł, jak im realnie pomóc. W obecnym kształcie to się raczej nie utrzyma.

Szansą dla tych mieszkańców i przedsiębiorców byłoby utworzenie w miejscu kopalni nowych miejsc pracy?

Byłoby wspaniale, gdyby cała infrastruktura dookoła kopalni została atrakcyjnie zagospodarowana. Słyszałem różne domysły o tym, co powstanie w tym miejscu, dlatego nie chcę spekulować. Jednak z punktu widzenia społeczności nowe miejsca pracy są tutaj niezwykle pożądane. Bielszowice są bardzo cenione jako miejsce świetnie skomunikowane – mamy blisko autostradę A4, trasę N-S i DTŚ. To sprzyja inwestycjom. Oby ten teren zagospodarowano z korzyścią zarówno społeczną, jak i ekonomiczną.

W wielu miastach, które odwiedzaliśmy na przykład podczas pielgrzymek, powstają strefy ekonomiczne w pięknie wyremontowanych obiektach. To świetne połączenie historii i teraźniejszości – stare huty czy kopalnie przerabia się na obiekty użyteczności publicznej.

Kilka dni temu rozmawiałem z górnikiem, który wspomniał, że na kopalni przechowywanych jest mnóstwo pamiątek i eksponatów. Były już nawet plany w przeszłości, aby w końcu pokazać je ludziom. Jeżeli kopalnia przestanie istnieć jako zakład pracy, to mogłaby stać się choć częściowo muzeum – miejscem, do którego będziemy wracać we wspomnieniach i które będzie można odwiedzić. W ten sposób zachowalibyśmy to, za czym uronili łzy starsi górnicy, wspominający wkład swoich dziadków w budowę tego miejsca. Warto to ocalić na zdjęciach, obrazach i pamiątkach.

Likwidacja kopalni nie oznacza, że z Bielszowic znikną tradycyjne msze barbórkowe i nabożeństwa z muzyką orkiestry górniczej?

Mam ogromną nadzieję i wręcz pewność, że msze barbórkowe będziemy odprawiać zawsze. Ta parafia pozostanie związana z kopalnią. Historia obecnego kościoła, który ma 143 lata i 122-letniej kopalni biegnie niemal równolegle. To kawał czasu spędzonego razem.

Niewątpliwie zmieni się jednak charakter mszy barbórkowych. Dotychczas były one organizowane z inicjatywy kopalni. Dyrekcja zawsze formalnie prosiła o odprawienie mszy w intencji górników, całej braci górniczej, emerytów, rencistów oraz zmarłych pracowników. Odprawialibyśmy je nawet bez tej prośby, ale taki był piękny zwyczaj. W przyszłości te msze będą celebrowane zapewne w zupełnie innym, bardziej nostalgicznym nastroju.

Chcę też dodać, że zaplanowaliśmy mszę świętą na zakończenie działalności kopalni – odbędzie się ona 25 czerwca. Mamy silne poczucie, że trzeba Panu Bogu podziękować za te wszystkie dekady. Nie będzie to radosna uroczystość, jesteśmy jednak winni Bogu wdzięczność za to, co dzięki obecności kopalni powstało i wydarzyło się tutaj na przestrzeni lat.

Jako proboszcz żywię też wielką nadzieję na dalszą współpracę z orkiestrą górniczą KWK Bielszowice przy organizacji uroczystości parafialnych. Losy orkiestry nie są mi jeszcze znane – nie wiem, co się z nią stanie, w jakim składzie i pod jaką nazwą będzie funkcjonować. To jedna z najlepszych orkiestr górniczych w Polsce, a przy tym ogromne dziedzictwo i kawał historii. Bardzo chcę, aby nasze relacje przetrwały. W najbliższym czasie będziemy mieli okazję współpracować podczas Bożego Ciała oraz odpustu parafialnego, a co będzie potem – zobaczymy.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Błoto, pot i adrenalina, czyli biegiem po hałdzie - SRK & RUNMAGEDDON

84 lata - tyle wyniosła różnica wieku między najmłodszym i najstarszym uczestnikiem tegorocznej edycji SRK & RUNMAGEDDON Katowice Hałda Kostuchna. Na trasie błoto, pot i adrenalina. Na mecie - triumf z wytrwałości i radość z pokonania własnych słabości. Z wyjątkowym pogórniczym terenem zmierzyło się blisko cztery tysiące osób.

Moda zeszła w podziemia kopalni. Zobacz wyjątkową sesję

Od lat Kopalnia Soli „Wieliczka" pozostaje miejscem wyjątkowych wydarzeń artystycznych, kulturalnych i prestiżowych przedsięwzięć, które zachwycają rozmachem oraz niepowtarzalną atmosferą solnych podziemi. Monumentalne komory podziemne kaplice i surowe piękno od lat inspiruje twórców z całego świata, stając się przestrzenią dla projektów łączących sztukę, historię i nowoczesność.

Książka na weekend: „Odległe życie”. Australijska saga rodzinna – od hodowli owiec po roboty górnicze

Lata 50. i 60. ubiegłego wieku w Australii to czas poszukiwań pod ziemią surowców, dzięki którym mógł wzbogacić się kraj. Ale to jednocześnie konflikt z farmerami, hodowcami bydła i owiec, brutalne wejście w ich świat ukształtowany od pokoleń. Książka „Odległe życie” to świetna saga rodzinna pokazująca, jak walczyć o przetrwanie i podnieść się po tragicznych doświadczeniach.

Zaleze

Spacer po dzielnicy Załęże. Działała tu kopalnia Kleofas i huta Baildon

Gdyby nie huta Baildon i kopalnia Kleofas, katowickie Załęże w żaden sposób nie mogłoby się pochwalić przemysłowym charakterem. Polecamy spacer po tej dzielnicy. Tutaj naprawdę jest co zobaczyć.