Życie oddało 30 górników. Powód? Pożar i ludzkie zaniedbania

Życie straciło 30 górników kopalni Chorzów. Do tej tragedii doszło dokładnie 70 lat temu - 25 sierpnia 1956 roku. 

fot: Paweł from Poland - RuinsUploaded by Yarl, CC BY-SA 2.0, wikimedia.org

Kopalnia Chorzów

fot: Paweł from Poland - RuinsUploaded by Yarl, CC BY-SA 2.0, wikimedia.org

Życie straciło 30 górników kopalni Chorzów. Do tej tragedii doszło dokładnie 70 lat temu - 25 sierpnia 1956 roku. 

Jak przypomina dr Bogdan Ćwięk w książce "Sukcesy i klęski w działaniach ratownictwa górniczego" - pożar powstał w upadowej taśmowej, łączącej przekop na poziomie 321 m z przekopem na poziomie 450 m. Cytujemy fragmenty opisy wypadku z książki eksperta.

Wiele wskazywało na celowe podpalenie

Jego przyczyn nie ustalono jednoznacznie, uznając za mało prawdopodobne samozapalenie węgla. Wiele wskazywało na celowe podpalenie. Skutkami zagrożonych zostało 260 ludzi zatrudnionych na dole, z których 30 doznało śmiertelnego zatrucia tlenkiem węgla, 8 uległo wypadkom lżejszym.

Objawy pożaru w postaci dymów o silnym zapachu palącej się gumy stwierdzili dwaj pracownicy oddziału III około godziny 2.00. Przekazali informację dyspozytorowi kopalni, który uruchomił akcję ratowniczą. Próbował też telefonicznie powiadomić o pożarze załogi w oddziałach zagrożonych, co było utrudnione, ponieważ były w nich zainstalowane 1–2 aparaty telefoniczne. Do godziny 4.30 wycofano 222 pracowników, w tym: z oddziału II – 41, po powiadomieniu telefonicznym, z III – 11 wycofał sztygar, kiedy dowiedział się o pożarze, z VI – 39 wycofało się, kiedy w rejonie pokazały się dymy pożarowe, z VII – 13 po przejęciu meldunku od ludzi wycofujących się z oddziału I. Z tego oddziału ewakuowano tylko 39 osób zatrudnionych w rejonie robót prowadzonych w pokładach 414 i 412, kiedy przejęto informację telefoniczną od dyspozytora. Grupa 38 ludzi zatrudniona w pokładzie 410 nie została powiadomiona o zagrożeniu, ponieważ nikt nie odbierał telefonu. Z innych zagrożonych wyrobisk wycofano 79 ludzi. Sztygar z oddziału I z rejonu pokładu 410 około godziny 5.00 przechodził wraz z pracownikami przekopem na poziomie 321 m, w kierunku szybika ślepego po lokomotywie dla odstawienia węgla z oddziału. Wtedy dowiedział się o pożarze (około 3 godziny od jego zaistnienia). Polecił pracownikowi porozumieć się telefonicznie z kierownictwem.

Sytuacja pożarowa skomplikowała się

Dr Ćwięk pisze, że sytuacja pożarowa skomplikowała się, ponieważ pod wpływem depresji cieplnej, jaką wywołał ogień w upadowej taśmowej, nastąpiło w niej odwrócenie kierunku przepływu powietrza i dymy pożarowe wypłynęły na przekop przewozowy na poziomie 321 m. Skażeniu uległy czyste prądy powietrza płynące do oddziałów III, VII i I w pokładzie 410. Z rejonów oddziałów III i VII załoga była już wycofana, ale w I ciągle pracowała na swoich stanowiskach.

Kierownik akcji przekazał pracownikowi z oddziału I/410 polecenie, aby wycofał się do szybu wlotowego Zygmunt August I chodnikiem wentylacyjnym na poziomie 213 m, który był już zadymiony, ale drogi czystej nie było. Oświadczył też, że od tego szybu skierowane zastępy ratowników w celu udzielenia pomocy ludziom osłabionym w czasie ewakuacji, bowiem mieli oni do pokonania około 1500 m wyrobisk, w tym 315 pochylni po wzniosie z nachyleniem około 20°. Załoga miała do dyspozycji pochłaniacze ochronne przeciw tlenkowi węgla.

Pierwsza grupa 17 pracowników, po dotarciu chodnikiem wentylacyjnym na poziomie 213 m w rejon szybika zsypnego z oddziału III, natrafiła na dodatkowe dymy płynące tym szybikiem z przekopu 321 m. Zdecydowano się czekać na sztygara i pozostałych ludzi z oddziału I/410, bojąc się wchodzić w zintensyfikowane zadymienie z lampami karbidowymi. Kiedy po około 30 minutach nie doczekali się kolegów, postanowili iść w kierunku szybu wlotowego. Strata tego cennego czasu dla wielu zagrożonych okazała się zabójcza. Tylko 3 ludzi z tej grupy doszło do szybu o własnych siłach, pozostałych wynieśli ratownicy, ale tylko 3 udało się doprowadzić do przytomności.

Sztygar wychodząc ostatni z oddziału wraz z dwoma pracownikami nie dotarł do chodnika wentylacyjnego. Jeden z pracowników zgłosił złe samopoczucie, zdecydowano więc odkręcić zawór sprężonego powietrza w rurociągu i czekać na pomoc ratowników. Sztygar w aparacie ucieczkowym poszedł do telefonu, aby powiadomić kierownictwo akcji o ich położeniu. 

Około godziny 7.00  wypływ powietrza z rur zaczął zanikać

Sztygar chcąc rozmawiać przez telefon musiał wyjąć z ust ustnik aparatu, przez który oddychał czystym powietrzem. Przekazał meldunek kierownikowi akcji, ale wkrótce stracił przytomność. Ratownicy byli jednak w niewielkiej od niego odległości i zdążyli udzielić mu pomocy zanim stracił życie. Niestety, dwóch ludzi przy rurociągu nie zdołano już uratować. Zginęli, ponieważ w kierownictwie akcji zdecydowano o zamknięciu wlotu sprężonego powietrza do rurociągu, kiedy otrzymano meldunek o jego uszkodzeniu w rejonie ogniska pożaru. Wypływ powietrza w miejscu uszkodzenia podsycał ogień. Nie zwrócono uwagi, że można było tylko zamknąć zawór na odgałęzieniu rurociągu do pochylni taśmowej, pozostawiając przepływ w kierunku oddziału I/410. 

Zapomniano o wnioskach z kopalni SOŚNICA.Z 38-osobowej grupy pracowników wycofywanych z oddziału I/410 oprócz sztygara i 6 ludzi uratowanych w chodniku wentylacyjnym na odcinku między szybikiem ślepym a szybem wlotowym, ratownicy około godziny 11.00 uratowali jeszcze jednego pracownika. Siedział przy tym szybiku oczekując pomocy i oddychając spokojnie w ciągu kilku godzin przez pochłaniacz ucieczkowy, którego czas ochronnego działania wynosi 60 minut. Był przykładem nieprzewidywalnych sytuacji, jakich pełno w górniczym zawodzie, szczęśliwie tym razem, także dla niego korzystnych.

Zwłoki ofiar wydobywano 27 sierpnia. Ich śmierć to wina ludzkich zaniechań, złego systemu łączności. Ludzie nie wiedzieli o pożarze 3 godziny od jego powstania.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Ministerstwo Energii o transformacji górnictwa: „Z poszanowaniem pracowników i regionów”

Transformacja górnictwa musi być prowadzona odpowiedzialnie - z poszanowaniem pracowników, mieszkańców i regionów, które przez dziesięciolecia rozwijały się wokół sektora wydobywczego – podkreślają w Ministerstwie Energii podsumowując pierwszy rok działalności resortu.

Związkowcy chcą wiedzieć, jak będzie wyglądała praca w sylwestra

Związkowcy z Solidarności z ZG Polkowice-Sieroszowice zwrócili się z pismem do dyrektora kopalni o wyznaczenie terminu spotkania. Temat? Organizacja pracy 31 grudnia 2026 r.

Był górnikiem, został mechanikiem. To efekt porozumienia PGG i Kolei Śląskich

Polska Grupa Górnicza informuje, że pierwszy z górników kilka tygodni temu podjął pracę w Kolejach Śląskich.

Ceny węgla powoli w górę? Sprawdziliśmy, ile kosztuje w sierpniu

Im bliżej sezonu grzewczego, tym większe zainteresowanie zakupem opału. Z jakim wydatkiem właściciele domów muszą liczyć się pod koniec sierpnia?