Z przykopalnianego podobozu koncentracyjnego KL Auschwitz w Jaworznie do Hollywood

1555242030 11 haft arc czb2 m

fot: ARC

Harry Haft z żydowskiej rodziny pod Bełchatowem w wieku 16 lat trafił do Auschwitz i podobozu Neu-Dachs w Jaworznie przy kopalni węgla

fot: ARC

Harry Haft, bokser, który przeżył uwięzienie w przykopalnianym podobozie KL Auschwitz Neu-Dachs nr 147 w Jaworznie, trafi na ekrany. Film o nim kręci laureat Oscarów - Barry Levinson, twórca słynnego "Rain Mana", "Good morning, Vietnam", "Bugsy". Hafta zagra Ben Foster.

Obóz w Jaworznie był jednym z największych podobozów KL Auschwitz. Zlokalizowano go przy kopalni Dachsgrube. „Utworzony został w połowie czerwca 1943 r. na prośbę kierownictwa spółki Energieversorgung Oberschlesien A.G., poszukującego siły roboczej dla rozbudowywanych intensywnie elektrowni i kopalń węgla kamiennego: Dachs, Rudolf, Friedrich-August, Richard i Leopold” - czytamy na portalu auschwitz.org.

Praca w kopalniach i elektrowniach
Obóz po rozbudowie zajmował obszar 6 ha. Wewnątrz ogrodzenia z drutu kolczastego pod napięciem znajdowało się 14 baraków mieszkalnych. Stan obozu systematycznie wzrastał i w połowie października wynosił 2,8 tys. więźniów, a w styczniu 1945 r. sięgnął 3664 uwięzionych.

Co jeden, dwa tygodnie przeprowadzano tam selekcje. Niezdolnych do pracy więźniów odsyłano do Auschwitz. Największa selekcja – jej ofiarami padło 250 więźniów – miała miejsce w końcu stycznia 1944 r.

„Katastrofalne warunki bytowe i nadzwyczaj ciężka praca w kopalniach skłaniały wielu więźniów do prób ucieczek. Kończyły się one zazwyczaj tragicznie: od początku lipca do połowy października 1943 r. esesmani zastrzelili 11 więźniów usiłujących zbiec z obozu. W październiku 1944 r. aresztowano kilkudziesięciu więźniów oskarżonych o próbę ucieczki podkopem wydrążonym spod podłogi jednego z baraków i osadzono w bloku 11 w Auschwitz I celem przeprowadzenia śledztwa. Po jego zakończeniu 19 więźniów skazano na śmierć, przewieziono z powrotem do podobozu i 6 grudnia powieszono na placu apelowym” - czytamy na auschwitz.org.

Komendantem obozu był SS Obersturmführer Bruno Pfütze, załogę stanowiło od 200-300 esesmanów. Rządził tam m.in. osławiony kapo Bruno Brodniewicz. Niemcy zlikwidowali obóz w styczniu 1945 r. Więźniowie ruszyli w marszu śmierci do obozu Gross-Rosen. Po wojnie te same baraki wypełniły się po brzegi Polakami, Niemcami, Ukraińcami, volksdeutschami i reichsdeutschami. Zmienili się tylko oprawcy.

Narodziny "Żydowskiej Bestii"
To właśnie tam trafił Harry Haft (Hercka lub Hertzko Haft) urodzony w lipcu 1925 r. w Bełchatowie, jako ósme dziecko w biednej żydowskiej rodzinie. W 1941 r. deportowano go do Auschwitz, skąd po 2 latach trafił do podobozu w Jaworznie.

Alan Scott Haft, syn Harryego, prawdę o mrocznej przeszłości ojca poznał dopiero w 2003 r. Opisał jego losy w książce "Harry Haft: Survivor of Auschwitz, Challenger of Rocky Marciano" ( 2006 r.). Pisał w niej, że walki w obozie (nie jest sprecyzowane, czy w głównym obozie, czy w Jaworznie) odbywały się w każdą niedzielę.

"Walczono najczęściej bez rękawic, ale w pewnym sensie w zgodzie z oficjalnym regulaminem walki bokserskiej (m.in. zakazane były ciosy poniżej pasa). W całym tym makabrycznym przedstawieniu pełną władzę nad wydarzeniami ringowymi miał sędzia, który pozwalał lub nie na faule. Nie było przy tym limitu rund. Pojedynek kończył się wówczas, kiedy jeden z walczących upadał nieprzytomny na deski lub z powodu obrażeń nie był zdolny do dalszej walki" - czytamy na portalu legendyboksu.pl.

Przegrany zazwyczaj był dobijany przez wartowników strzałem w głowę. Zwycięzca dostawał specjalną rację żywnościową i kolejny tydzień życia. Haft, który znokautował 75 rywali, miał przydomek "The Jewish Beast", czyli "Żydowska Bestia”.

Pojedynek z Rockym Marciano
Harry Haft przeżył obóz i marsz śmierci. Już na terytorium Niemiec udało mu się oddalić od kolumny. Zdobył mundur żołnierza Wehrmachtu. Kiedy został zdemaskowany przez małżeństwo Niemców, zabił ich. W 1948 r. dzięki pomocy rodziny wyemigrował do USA. Nie miał wykształcenia, słabo mówił po angielsku. Jedyne, co potrafił robić dobrze, to boksować. W ten sposób też zarabiał na życie.

"Okazało się, że obozowe pojedynki nauczyły go po prostu walki. Nie miał żadnego stylu, poprawnej techniki uderzeń i te szkoleniowe zaległości nigdy nie zostały przez niego poprawione. Gdy rozbrzmiewał ringowy gong, Haft rzucał się wściekle na przeciwnika, żeby go jak najszybciej przewrócić" - pisze portal legendyboksu.pl.

6 sierpnia 1948 r. rozpoczął zawodową karierę bokserską, która trwała do 18 lipca 1949 r. Walczył m.in. z Patem O'Connorem oraz Rockym Marciano (przegrał obie walki). W sumie rozegrał 21 walk, w tym 13 razy wygrał (przez nokaut). W 1949 r. ożenił się z Miriam Wofsoniker, z którą miał dwóch synów i córkę. Prowadził sklep warzywny na Brooklynie. Nawiedzały go wspomnienia z okresu wojny, co skutkowało wybuchami agresji. Zmarł w 2007 r. w wieku 82 lat. Na kanwie jego życiorysu polski raper Clint stworzył utwór pod tytułem: "Harry Haft".

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

W Politechnice Śląskiej zabrzmiało Gaudeamus

Prof. dr hab. inż. Marek Pawełczyk, rektor Politechniki Śląskiej: - Przyszłość nie jest miejscem, do którego kiedyś dotrzemy. Przyszłość jest czymś, co wspólnie tworzymy. Dla uniwersytetu technicznego to stwierdzenie ma znaczenie szczególne. 

1758694244 wielki piec

Spektakl "Wielki Piec... Ginter Łostoń" bezpłatnie już w niedzielę, 11 października. Nie przegap

Już w niedzielę, 11 października 2026 r. o godz. 16.00, Śląski Teatr Impresaryjny im. Henryka Bisty w Rudzie Śląskiej zaprasza na wyjątkowe - bezpłatne wydarzenie kulturalne. Na deskach teatru zadebiutuje najnowszy spektakl w reżyserii Zbigniewa Stryja pt. „WIELKI PIEC... GINTER ŁOSTOŃ”.

Pozwał Netflix za serial Ołowiane dzieci. Broni pamięci babci

Prof. Stanisław Torbus, wnuk prof. Bożeny Hager-Małeckiej, znanej śląskiej lekarki, pozwał platformę Netflix. Zarzuca twórcom serialu „Ołowiane dzieci”, że zniekształcili historię jego babci, która zmarła w 2016 roku.

Z notatnika sztygara Onderki: Feralny piątek

Nasze kopalnie pustoszeją. Tajemnicą poliszynela jest, że nie ma ludzi do pracy. W ostatnich miesiącach odeszli na świadczenia górnicy z wydobycia i przygotówek, kombajniści z doświadczeniem, elektrycy, strzelniczy, ludzie z dozoru, kierownicy i dyrektorzy. Tymczasem słyszę i czytam ostatnio w mediach, że wracamy do węgla, bo stanowi on nasze zabezpieczenie energetyczne, zwłaszcza teraz, gdy okazuje się, że gazu brak, a jego ceny jeszcze wystrzelą w górę. Ja Wam powiem, że jest to sytuacja wypisz, wymaluj z moich czasów.