Z prof. Władysławem Mielczarskim z Instytutu Elektroenergetyki Politechniki Łódzkiej rozmawia Aldona Minorczyk-Cichy

fot: Maciej Dorosiński

Dzięki programowi „Czyste powietrze” zapotrzebowanie na importowany węgiel zacznie się zmniejszać

fot: Maciej Dorosiński

- Niestety z całej gamy elementów, które wpływają na środowisko, został wybrany węgiel. Wskazano go jako najistotniejszy czynnik, a wcale tak nie jest - mówi prof. Władysław Mielczarski z Instytutu Elektroenergetyki Politechniki Łódzkiej w rozmowie z Aldoną Minorczyk na łamach "Górniczej".

Po polskim wecie w Brukseli sprawa szybkiego wprowadzenia w Unii neutralności klimatycznej nieco przycichła.
Sam pomysł neutralności klimatycznej jest dobry, bo przecież wszyscy zdajemy sobie sprawę z tego, że ludzie nie powinni wpływać negatywnie na miejsce, w którym żyją. Niestety z całej gamy elementów, które wpływają na środowisko, został wybrany węgiel. Wskazano go jako najistotniejszy czynnik, a wcale tak nie jest. Jego wpływ na środowisko jest szacowany zaledwie na 4 proc. Tymczasem jest wiele innych negatywnych czynników. To m.in. hodowla zwierząt, która wydziela metan, czyli gaz cieplarniany.

Temat neutralności szybko powróci?
Widzę tutaj pozytywny zwrot, bo po raz pierwszy organizacje zrzeszone przy ONZ zauważyły, że to nie tylko kwestia spalania węgla, ale wręcz przeciwnie – to przede wszystkim sam sposób życia człowieka, olbrzymiej ilości mięsa, które konsumuje, masowe hodowle zwierząt. Świat w końcu zauważył, że to wszystko ma również wpływ na środowisko. To jest pierwszy krok, abyśmy usiedli, zrobili listę czynników, które w różnym stopniu niszczą nasze otoczenie i zaczęli skupiać się na tych, w przypadku redukcji których możemy osiągnąć największy sukces, np. na czynnikach 30-40 proc., a nie na 4-procentowych.

To może być polski pomysł na ochronę środowiska?
Byłoby dobrze, gdyby polska delegacja na następnym szczycie klimatycznym w Santiago de Chile mówiła o neutralności klimatycznej jako o pakiecie działań we wszystkich sektorach gospodarki: przemyśle, rolnictwie, ale też sposobie życia, zużyciu wody itd. To pierwszy krok do przodu.

Jaki wpływ na losy polityki dekarbonizacyjnej Unii może mieć osoba nowej szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen?
Myślę, że jest kilka rzeczy, które wpływają na postrzeganie węgla i rolę tego surowca w Europie. Po pierwsze to, że przewodniczącą KE po raz pierwszy od wielu lat jest osoba z Niemiec, czyli kraju, który jest w podobnej sytuacji do Polski pod względem struktury przemysłu. Niemcy zużywają przecież trzy razy tyle węgla brunatnego i tyle samo kamiennego co Polska. Pod nowym kierownictwem ta polityka w stosunku do węgla powinna być bardziej realna. Mam taką nadzieję. Nagle dysydenci KE staną się bardziej świadomi problemu, jaki ma Polska. Być może przestaną nas postrzegać jako tych konserwatywnych i opornych, a dostrzegą naszą strukturę gospodarczą. Drugi element to przerwy w zasilaniu.

Dlaczego akurat to?
Niedawno w Wielkiej Brytanii mieliśmy poważną przerwę w zasilaniu. W Polsce stosunkowo niewiele o tym mówiono, a przecież pociągi na Wyspach stanęły na 24 godziny! Ludzie pod Londynem z pracy wracali do domów po torach, przez tunele. Nawet kiedy zasilanie przywrócono, to pociągi nadal nie kursowały. To pokazuje, jak bardzo istotne dla naszego życia jest utrzymanie dyspozycyjności energetyki, zróżnicowanie jej źródeł. W czerwcu w Niemczech system aż czterokrotnie był bardzo bliski awarii. Udało się jej uniknąć dzięki pomocy Polski, Francji i innych krajów unijnych. Obawiam się, że to może się powtarzać, co jest rzeczą bardzo złą, ale też pozytywnym efektem takich sytuacji może być dotarcie do świadomości ludzi faktu niezbędności węgla.

Kobiety maszerujące w szpilkach po torowiskach przemówiły do wyobraźni?
Zdecydowanie tak. Traktujemy elektryczność trochę jak powietrze, ona po prostu jest. A tu nagle jej zabrakło i proszę zobaczyć, co się stało. Zaczyna być zimno, nie płynie woda, zatrzymują się pociągi, gasną światła na skrzyżowaniach. Istny armagedon, koniec świata. Niedawno w jednej ze stacji telewizyjnych oglądałem serial o awarii w Czarnobylu. Polecili mi go znajomi, bardzo nim przejęci dwaj doktorzy ze Stanów Zjednoczonych. Usłyszałem od nich: „Po tym filmie nie ma już atomu, społeczeństwo nie zgodzi się na budowę elektrowni jądrowej”. Te egzekucje zwierząt, zalewanie trumien betonem – to zrobiło ogromne wrażenie na widzach na całym świecie. Tak mi się teraz marzy, aby jakaś wytwórnia zrobiła film o blackoucie w Niemczech. Żeby z hollywoodzkim rozmachem pokazała historię, w której nie ma prądu i to, co wtedy się dzieje.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Wiemy, ile w weekend zapłacisz za benzynę

Od soboty do poniedziałku włącznie litr benzyny 95 kosztuje nie więcej niż 5,94 zł, benzyny 98 - 6,61 zł, a oleju napędowego - 6,12 zł. Oznacza to spadek ceny maksymalnej wszystkich rodzajów paliw w porównaniu z piątkiem.

Kolejny krok na drodze do atomu

Orlen Synthos Green Energy złożył do Państwowej Agencji Atomistyki wnioski o opinie ogólne w dwóch sprawach dotyczących technologii reaktora BWRX-300 - o ocenę paliwa jądrowego oraz kodów związanych z systemem bezpieczeństwa - poinformowała w piątek spółka.

Koniec „zaklinania rzeczywistości” w górnictwie. Śląsk musi znaleźć nowy impuls, by nie więdnąć

Podczas konferencji „Trójkąt Transformacji” eksperci, samorządowcy i przedstawiciele biznesu debatowali o tym, jak przekształcić tradycyjny region przemysłowy w globalnego lidera innowacji i nowych technologii

Polska gospodarka rośnie, mimo pogorszenia sytuacji zewnętrznej

Piątkowe dane o produkcji przemysłowej wpisują się w obraz "kuloodpornej gospodarki", która rośnie, mimo pogorszenia sytuacji zewnętrznej - uważają analitycy PKO Banku Polskiego. Ich zdaniem dane sugerują, że konflikt na Bliskim Wschodzie nie wywołał istotnego spadku aktywności w sektorze.