Władysław Mielczarski: W przyszłym roku węgla też będzie brakować, a jego ceny utrzymają się na wysokim poziomie

fot: Maciej Dorosiński

- Duża energetyka jest czysta i nie może zrezygnować z węgla, bo nie mamy alternatywnych źródeł - mówi prof. Włądysław Mielczarski

fot: Maciej Dorosiński

- Węgiel nie stanieje. Problem polega na tym, że ta antywęglowa propaganda zrobiła swoje. Firmy wydobywcze w Australii, Ameryce Południowej nie inwestowały w nowe złoża. To, co nam teraz sprzedają, jest surowcem wcześniej wydobytym, który zalegał na zwałach. Tam proces inwestycyjny też trwa około 2 lat. W przyszłym roku węgla też będzie brakować, a jego ceny utrzymają się na wysokim poziomie - powiedział w rozmowie z portalem netTG.pl prof. WŁADYSŁAW MIELCZARSKI, ekspert do spraw energetyki z Politechniki Łódzkiej. 

- W jednym ze swoich felietonów dowodzi pan pewnych podobieństw pomiędzy obecnymi czasami a filmem pt. „Raport mniejszości”, twierdząc, że światem rządzą analitycy. Kim oni konkretnie są?
- Tak naprawdę to nawet nie analitycy, tylko osoby rządzące tym światem, na których zlecenie działają. Jeśli analityk otrzymuje polecenie przygotowania prognozy, że za 100 lat temperatura na Ziemi podniesie się o pół stopnia C, to on taką analizę wykona. Żyjemy w świecie, w którym tak jak w tym wspomnianym filmie Stevena Spielbierga z 2002 r., karze się ludzi za przestępstwa, których nie dokonali. W obrazie trzy ludzkie media prognozowały możliwość popełniania przestępstw. Wizje były rozmyte, ale na ich podstawie aresztowano domniemanych przestępców, skazując ich na dożywotni pobyt w odosobnieniu. Dziś wystarczy podejrzenie, że obecne działanie może być szkodliwe dla bliżej nieokreślonego środowiska za 100 lat. 

- Kto konkretnie padł ofiarą analiz?
- Karze się górników, zamykając kopalnie, pozbawiając ich pracy, za to, że ewentualnie w przyszłości efektem ich pracy mogłoby być zwiększenie temperatury. Nie ma na to dowodu, jedynie model przewidujący pewne dalekosiężne skutki. Kara jest wykonywana profilaktycznie. Podobnie jest w przypadku holenderskich rolników, którzy muszą likwidować swoje gospodarstwa. Karze się ludzi za to, co być może wyrządzą w przyszłości. Na głowie staje cały demokratyczny porządek, w którym zanim się kogoś skaże, to popełnione przestępstwo trzeba mu udowodnić. Dzisiaj to się dzieje na podstawie prognoz, którymi można manipulować. To co prawda nie jest kara więzienia, ale bezrobocie, czyli też rodzaj pewnego odosobnienia. Przypomnijmy czasy premier Margaret Thatcher w Wielkiej Brytanii. Kiedy zamknęła kopalnie, górnicze regiony w Anglii popadły w trwałą stagnację, z wegetującą populacją i dziedziczonym bezrobociem. 

- Wojna w Ukrainie, kryzys energetyczny, strach przed brakiem ogrzewania zimą – czy to w jakiś sposób zmieniło postawę rządzących Unią Europejską wobec węgla i górnictwa?
- Nasz rząd zakazując już w kwietniu przywozu węgla z Rosji, niepotrzebnie wyszedł przed szereg. Mogliśmy kupować surowiec aż do 1 sierpnia, kiedy embargo weszło w życie w całej Unii. Analizując takie sytuacje, zawsze zadaję sobie pytanie: komu to się opłaciło? W tym przypadku przemysłowi OZE, zwłaszcza energetyce wiatrowej. Budujemy energetykę tak na morzu, jak i inwestujemy w wiatraki na lądzie. Kupujemy też panele fotowoltaiczne. One co prawda są produkowane w Azji, ale na licencjach firm europejskich. To ogromny przemysł europejski, rządy tych krajów dążą do tego, by te technologie sprzedać i czerpać z nich ogromne zyski. Także szczyty klimatyczne zaczęto robić po to, by propagować zieloną ideologię i nakręcać sprzedaż wiatraków i paneli. Świat powiedział jednak: nie. Sprzeciwiła się Rosja, Chiny, Indie, Brazylia. Podobnie, choć bardziej dyplomatycznie – Afryka.

Europie nie udało się narzucić swoich pomysłów reszcie świata. Na naszym kontynencie żyje zaledwie 8 proc. ludności świata. I teraz mamy obniżać temperaturę w naszych mieszkaniach, oszczędzać prąd i nie wiadomo jeszcze co robić, by zmienić świat? My przecież generujemy tylko 10 proc. dwutlenku węgla. Jak mamy zmienić całą resztę, która tych zmian nie chce i ich nie akceptuje? Działamy przeciwko sobie. Choćby obniżeniem temperatury w mieszkaniach. Osoby starsze są na to bardzo wrażliwe, zaczną się problemy zdrowotne. To rodzaj masochizmu energetycznego. I to zupełnie niemającego sensu, bo jesteśmy tylko niewielką cząstką tego świata. 

- Teraz temperaturę w mieszkaniach będziemy dodatkowo zmuszeni obniżyć z zupełnie innych powodów: braku surowców energetycznych i ich ogromnych cen. Nie będzie nas stać na ogrzewanie mieszkań, regulowanie rachunków.
- To kwestia bezpieczeństwa energetycznego, życiowego. Każdy człowiek mieszkający w demokratycznym kraju ma do tego prawo. To bezpieczeństwo składa się z dwóch części. Pierwsza to ciągłość dostaw, co już zostało naruszone. Surowca nie będą mieli ludzie ogrzewający indywidualnie mieszkania i domy oraz małe ciepłownie. To będzie się pogłębiać.

Druga część to bezpieczeństwo ekonomiczne, w myśl którego energia powinna kosztować tyle, by bez problemów mógł funkcjonować przemysł, a ludzie nie musieli ograniczać swoich innych potrzeb. Niestety, jeśli ktoś musi kupić na zimę 4 tony węgla po ponad 3 tys. zł za tonę, to nie ma innej możliwości niż ograniczanie innych potrzeb. Moja sąsiadka ma 1500 zł renty. Opłaty za energię wzrosły jej dwukrotnie. Żali się, że musi zrezygnować z leków i części jedzenia. To pokazuje, że nasze bezpieczeństwo życiowe już zostało naruszone. 

- Rząd mówi, by nie spieszyć się z zakupem węgla na zimę. PGE zapewnia, że do Polski płynie w tej chwili 11 statków z surowcem. Pan wierzy tym zapewnieniom czy doradza kupno węgla nawet po 3-3,5 tys. zł za tonę?

- Węgiel nie stanieje. Problem polega na tym, że ta antywęglowa propaganda zrobiła swoje. Firmy wydobywcze w Australii, Ameryce Południowej nie inwestowały w nowe złoża. To, co nam teraz sprzedają, jest surowcem wcześniej wydobytym, który zalegał na zwałach. Tam proces inwestycyjny też trwa około 2 lat. W przyszłym roku węgla też będzie brakować, a jego ceny utrzymają się na wysokim poziomie. Nie widzę sensu w proponowanych dopłatach do węgla, które wspomagają także osoby zamożne, zamiast skupić się na biednych, za to korzystających także z innych surowców niż węgiel.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Orlen zabezpiecza nawet jedną czwartą zapotrzebowania na ropę

Orlen zawarł z Equinorem trzyletnią umowę na dostawy ropy ze złoża Johan Sverdrup na Norweskim Szelfie Kontynentalnym. Dostawy rozpoczną się we wrześniu, a zakontraktowany wolumen może sięgnąć ponad 9 mln ton rocznie, co odpowiada nawet jednej czwartej rocznego zapotrzebowania Grupy Orlen na ropę. Surowiec będzie trafiał do rafinerii w Polsce, Czechach i na Litwie, wzmacniając bezpieczeństwo dostaw w regionie.

Węgiel wraca do łask. Polacy chcą się nim ogrzewać

Sprzedaż kotłów na węgiel wzrosła w drugim kwartale 2026 r. o 15-20 proc. – szacuje Stowarzyszenie Producentów i Importerów Urządzeń Grzewczych (SPIUG). Branża wskazuje, że wpływ miały na to m.in. ceny pelletu, a węgiel jest obecnie łatwiej dostępny i tańszy.

W Górniczej o JSW, wynikach kopalń i sporach o tym, kto likwidował górnictwo

Czy JSW musi naprawdę pożegnać się z tematem zwrotu składki solidarnościowej? Które kopalnie fedrują najwięcej? I dlaczego górnicy z Bogdanki są rozczarowani? O tym m.in. przeczytają Państwo w najnowszym wydaniu Trybuny Górniczej, która ukaże się już w najbliższy piątek 21 sierpnia. 

Zapasy gazu w magazynach UE przekroczyły 61 proc., w Polsce prawie 90 proc.

Zapasy gazu ziemnego w magazynach UE wynoszą 61,6 proc. wobec średniej 5-letniej na tę porę wynoszącej 78,8 proc. W magazynach jest 696,27 TWh gazu - wynika z wyliczeń firmy Gas Infrastructure Europe. W Polsce w magazynach mamy 32,95 TWh tego paliwa, a ich zapełnienie sięga 89,4 proc.