Węgiel i golf? Tylko na górniczym Giszowcu

Wiedzieliście, że na górniczym Giszowcu był plac do golfa? Historia tego miejsca nierozerwalnie wiąże się z przyłączeniem Górnego Śląska do Polski. Po ustaleniu granicy polsko-niemieckiej w 1922 roku zarząd nad terenem osiedla Giszowiec przejęła spółka Giesche. Należały do niej zarówno zabudowania osiedla-ogrodu, jak i rozległe grunty leśne wokół odsiedla. W kolejnych latach spółka zaczęła borykać się z trudnościami , które – jak wówczas twierdzono – miały być skutkiem zmian politycznych i gospodarczych. W rezultacie w 1926 roku podjęto decyzję o sprzedaży większościowego pakietu akcji. Kupili je Amerykanie, a jak USA to musiał być golf. Przypomina o tym katowicki magistrat w mediach społecznościowych.

Akcje warte 4 mln złotych kupiła amerykańska spółka z Delaware – Silesian-American Corporation (SACO). Nowi dyrektorzy nie tylko przejęli kontrolę nad przemysłem, ale przenieśli się tu z rodzinami, zajmując specjalnie wybudowane anglosaskie wille. To właśnie na życzenie amerykańskich dyrektorów wybudowano w Giszowcu – pole golfowe. Ten elitarny sport miał stać się namiastką życia zza oceanu.

1 kwietnia 1931 roku powołano do życia Golf-Klub im. Kazimierza Pułaskiego. W protokole założycielskim znalazło się trzynaście nazwisk, głównie anglosaskich, ale również jedno polskie – Wacława Pogorzelskiego.

Katowicki magistrat przypomina, że pole rozciągało się od południowo-zachodniego krańca osiedla, w rejonie wieży ciśnień, aż po okolice Murcek. Dziewięć dołków rozmieszczono na dziewięciu łagodnych pagórkach, a na północnym skraju stanął domek klubowy – parterowy budynek z salą kominkową, garderobami, kuchnią i zapleczem sanitarnym. Nie był to obiekt stricte sportowy, lecz przede wszystkim przestrzeń spotkań. Szybko stał się drugim – obok gospody – centrum życia towarzyskiego Giszowca. Miejscem elitarnym, zamkniętym, starannie selekcjonowanym.

Elitarność miała swoją cenę. Jak donosiła ówczesna prasa śląska, budowa pola golfowego kosztowała spółkę około miliona złotych. Sama składka założycielska wynosiła 1000 złotych – niemal równowartość miesięcznej pensji inżyniera kopalni Giesche. Początkowo do klubu mogli należeć jedynie mężczyźni, a jego gośćmi byli zagraniczni kontrahenci, sportowcy i dyplomaci. Było to jedyne przedwojenne pole golfowe na Górnym Śląsku i jedno z nielicznych w Europie, z ambicjami sięgającymi daleko poza region – jeden z członków starał się nawet o afiliację w szkockim stowarzyszeniu golfowym. Dla mieszkańców Giszowca teren pozostawał niedostępny: mogli tu pracować, lecz wejście na pole wymagało specjalnego zezwolenia.

Po wojnie golf uznano za zbyt imperialistyczny, a teren obsadzono lasem. Dziś po polu golfowym w Giszowcu nie pozostało niemal nic. Tylko najbardziej dociekliwi odnajdą betonową ławkę ukrytą kilkadziesiąt metrów za wieżą ciśnień, przy leśnym rozlewisku. 

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

1758694244 wielki piec

Spektakl "Wielki Piec... Ginter Łostoń" bezpłatnie już w niedzielę, 11 października. Nie przegap

Już w niedzielę, 11 października 2026 r. o godz. 16.00, Śląski Teatr Impresaryjny im. Henryka Bisty w Rudzie Śląskiej zaprasza na wyjątkowe - bezpłatne wydarzenie kulturalne. Na deskach teatru zadebiutuje najnowszy spektakl w reżyserii Zbigniewa Stryja pt. „WIELKI PIEC... GINTER ŁOSTOŃ”.

Pozwał Netflix za serial Ołowiane dzieci. Broni pamięci babci

Prof. Stanisław Torbus, wnuk prof. Bożeny Hager-Małeckiej, znanej śląskiej lekarki, pozwał platformę Netflix. Zarzuca twórcom serialu „Ołowiane dzieci”, że zniekształcili historię jego babci, która zmarła w 2016 roku.

Z notatnika sztygara Onderki: Feralny piątek

Nasze kopalnie pustoszeją. Tajemnicą poliszynela jest, że nie ma ludzi do pracy. W ostatnich miesiącach odeszli na świadczenia górnicy z wydobycia i przygotówek, kombajniści z doświadczeniem, elektrycy, strzelniczy, ludzie z dozoru, kierownicy i dyrektorzy. Tymczasem słyszę i czytam ostatnio w mediach, że wracamy do węgla, bo stanowi on nasze zabezpieczenie energetyczne, zwłaszcza teraz, gdy okazuje się, że gazu brak, a jego ceny jeszcze wystrzelą w górę. Ja Wam powiem, że jest to sytuacja wypisz, wymaluj z moich czasów. 

Jak Rambo wyjeżdżał z szychty i pędził prosto na próbę zespołu Myslovitz

Rozmowa z WOJCIECHEM „LALĄ” KUDERSKIM, perkusistą Myslovitz, który w 1998 roku odszedł z branży górniczej