Śląsk: Górnik z przymusu, artysta z wyboru tworzył w cieniu lip

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Gawlikówkę przejął Miejski Dom Kultury i go wyremontował

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

+24 Zobacz galerię

Galeria
(27 zdjęć)

Była połowa lat 80. XX wieku kiedy Piotr Matusik z klubu emerytów KWK Staszic poskarżył się dyrektorowi kopalni, że nie mają się gdzie z kolegami, byłymi górnikami spotkać, napić piwa, pograć w skata i… od czasu do czasu schować się przed żonami. Dostali do dyspozycji budynek przy ul. Pod lipami w katowickim Nikiszowcu, dziś nazywany Gawlikówką.

Dom był w nie najlepszym stanie. Wyremontowali go sami. W 1987 roku przyszedł do nich malarz Ewald Gawlik. Szukał miejsca na pracownię i galerię. Dostał trzy pomieszczenia na piętrze, do których wstawił tapczan, akwarium, klatkę z kanarkami, własnoręcznie malowaną komodę i czarną szafę. Bywało, że przez kilka dni nie wychodził. Tylko żona z jedzeniem do niego wpadała. Obrazy Gawlika przechodziły na własność klubu i kopalni. Teraz można je obejrzeć w Gawlikówce, która pełni rolę muzeum.

Wcześniej jednak w budynku emerytowani górnicy ze Staszica urządzili izbę śląską. Przyjmowali tam szkolne wycieczki. Opowiadali o przeszłości, zwyczajach. Urządzali lekcje śląskiego gotowania według przepisów pozyskanych od śląskich gospodyń.

W 1999 roku kopalnia przekazała budynek miastu. Najpierw trafił do Muzeum Historii Katowic. Potem Gawlikówkę przejął Miejski Dom Kultury i go wyremontował. Obiekt jest dziełem znanych architektów Jerzego i Emila Zillmannów. To wybudowane na początku XX w. dwa połączone ze sobą budynki, zaprojektowane jako stajnia, pomieszczenia dla woźniców i wozownia.

W budynku mieści się unikalne muzeum, na wzór dawnej izby śląskiej, którą urządzono sprzętami - darami od byłych pracowników kopalni i mieszkańców Katowic. Można tam też obejrzeć dzieła Gawlika i pamiątki po nim, w tym jego pamiętnik. W budynku organizowane są wykłady, lekcje muzealne, warsztaty poświęcone zwyczajom i obrzędom na Górnym Śląsku. To również miejsce spotkań klubu seniora.

Ewald Gawlik (1919-1993) zwany był Van Goghiem z Nikisza. To jeden z najbardziej utalentowanych śląskich malarzy. Był członkiem tzw. grupy janowskiej, skupionej wokół Teofila Ociepki. Uczył się w szkole malarskiej w Katowicach i w Akademii Sztuk Pięknych w Dreźnie. W czasie wojny zafascynowało go malarstwo Vincenta van Gogha wystawiane w galerii drezdeńskiej. Jego wpływy widać w dziełach Gawlika. Na płótnie utrwalał Ślązaków, ich życie, zwyczaje, obrzędy. Malował też obrazy religijne.

Ale po kolei, bo to życiorys wart przypomnienia i na wskroś śląski. Ewald urodził się w Nikiszowcu. Edukację plastyczną rozpoczął w gimnazjum męskim w Królewskiej Hucie. Jego nauczycielem był Józef Bimler, absolwent Akademii w Monachium. Miał 15 lat, kiedy rzucił gimnazjum i zaczął pracować w warsztacie ślusarskim. Jednocześnie zapisał się na prywatne lekcje rysunku i malarstwa u Pawła Stellera. Następnie od 1937 roku kształcił się w prywatnej szkole malarskiej im. Gierymskiego w Katowicach pod okiem Czesława Rzepińskiego. Miał tam opinię jednego z najzdolniejszych uczniów. Marzył by studiować w ASP w Krakowie.

Kiedy wybuchła wojna Gawlik trafił na przymusowe roboty w okolice Drezna. Wolny czas spędzał w Galerii Drezdeńskiej, studiując dzieła wielkich mistrzów. Tam zafascynowało go malarstwo Vincenta van Gogha. W 1940 roku, dzięki interwencji ojca, zwolniony został z przymusowej pracy u bauera i po pomyślnie zdanych egzaminach przyjęto go do Drezdeńskiej Akademii Sztuk Pięknych. Po zaledwie kilku miesiącach nauki, powołany został z kolegami i kadrą pedagogiczną do Wermachtu. Trafił na służbę do Laponii.

W roku 1943 walczył na froncie wschodnim, gdzie został ciężko ranny. Leczono go w Czechosłowacji. Potem trafił na front do jednostek gospodarczych w Lotaryngii, a po wyzwoleniu Francji przez aliantów dostał się do niewoli. Wrócił do kraju w 1947 roku.

Marzył o studiach w Krakowie. Władze komunistyczne uznały go jednak za element niepewny politycznie i narodowo. Był torturowany i szykanowany przez UB. Musiał podpisać oświadczenie, że wyrzeka się studiów i do końca życia będzie pracował fizycznie.

Podjął więc pracę w kopalni Wieczorek i wstąpił do zespołu plastycznego zwanego Grupą Janowską. Twórczość malarza przez wiele lat była niedoceniana. Dopiero w 1974 roku miał pierwszą wystawę w Katowicach. Następne trzy wystawy odbyły się z inicjatywy Seweryna Aleksandra Wisłockiego – antropologa kultury i krytyka sztuki. W latach 80. XX wieku dyrektor kopalni Staszic Zdzisław Sender oddał do dyspozycji malarza w Klubie Seniora pracownię. Dziś jego obrazy są wyceniane na tysiące euro i cieszą się sporym powodzeniem.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Domański: Polska będzie beneficjentem netto najbliższego budżetu UE

Polska pozostanie beneficjentem netto najbliższego budżetu UE. - Musimy po pierwsze przygotować Polskę, polski system finansowy do nowych zasad budżetu europejskiego. Po drugie musimy rozwijać inne narzędzia finansowania naszej gospodarki - powiedział w poniedziałek w Polskim Instytucie Ekonomicznym minister finansów i gospodarki Andrzej Domański.

Lotnisko Muchowiec z nową płytą postojową i drogami kołowania. Inwestycja za 9,5 mln zł

Na lotnisku Muchowiec w Katowicach trwa kolejny etap modernizacji. Powstają nowa płyta postojowa dla samolotów, dwie drogi kołowania oraz drogi serwisowe. Wartość inwestycji wynosi 9,5 mln zł, a zakończenie prac zaplanowano na pierwszy kwartał 2027 roku.

Kolejne zmiany dla podróżnych na stacji kolejowej Katowice

Pasażerowie, którzy korzystają ze stacji kolejowej Katowice mają do dyspozycji sześć nowych wind. Zyskali dzięki nim łatwiejszy dostęp do kolei.

Ponad 100 mln zł na onkologię w częstochowskiej Parkitce

Wojewódzki Szpital Specjalistyczny im. Najświętszej Maryi Panny w Częstochowie otrzyma blisko 100 mln zł z Narodowej Strategii Onkologicznej. Rozwój onkologii w placówce wesprze również województwo śląskie, które przeznaczy na ten cel 10 mln zł z własnego budżetu - informują w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Śląskiego.