Szybowanie sztygara szybowego

fot: Kajetan Berezowski

W biznesie czas to pieniądz, więc latanie staje się w Polsce coraz popularniejsze - podkreśla Adam Labus

fot: Kajetan Berezowski

Można by o nim powiedzieć, że przesiadł się z szoli na samolot. Brzmi jak żart, ale Adam Labus to rzeczywiście znakomity lotnik. Po przejściu na górniczą emeryturę znalazł sobie nową pracę w jednej ze śląskich firm, tym razem w charakterze pilota.

- Jestem na każde wezwanie. Gdzie zjem obiad jutro? Może w Gdańsku albo Zakopanem? Tego jeszcze nie wiem. Niewykluczone, że rano zatelefonuje do mnie szef i rzuci hasło: "Panie Adamie, lecimy do Gdańska". A ja na to: "Proszę uprzejmie" i siadam za stery samolotu. Taka podróż trwa niewiele ponad dwie godziny. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby tego samego dnia zaliczyć jeszcze inne lotniska w kraju. Samolotem po prostu jest wszędzie szybciej - śmieje się Adam Labus.

Wspólnie próbujemy skalkulować lot z katowickiego Muchowca na Wybrzeże samolotem typu Cessna 206. 150 l paliwa lotniczego po 7,20 zł za litr plus obowiązkowe opłaty serwisowe na miejscu. W sumie może to wynieść nawet ponad 1300 zł. Ale gdy lecą cztery osoby, wyprawa drogą powietrzną wyraźnie się kalkuluje.

- W biznesie czas to pieniądz, więc latanie staje się w Polsce coraz popularniejsze. Firmy kupują samoloty i poszukują wykwalifikowanych pilotów. Warto zatem postarać się o licencję. Ludzie pchają się na kursy drzwiami i oknami, są wśród nich zarówno nastolatkowie, jak i osoby pod sześćdziesiątkę - wyjaśnia dalej Labus, który jest również instruktorem lotniczym. Ba, wychował już trzech mistrzów Polski!

Często wraca pamięcią do czasów, gdy sam uczył się skomplikowanej sztuki latania. Działo się to w latach 70. ubiegłego stulecia. Wówczas - jak powiada - było trochę trudniej niż obecnie, ponieważ nie korzystano z komunikacji radiowej.

Miałem już dość klejenia szybowców i puszczania ich z wiatrem. Pomyślałem, że trzeba zabrać się za latanie prawdziwą maszyną. Wstąpiłem do Aeroklubu Śląskiego i zapisałem się na kurs. Po zaliczeniu teorii rozpocząłem loty, pierwsze z instruktorem, w końcu samodzielne. Przed startem musiałem pilnie wysłuchać wszelkich uwag mojego nauczyciela, który tłukł mi do głowy wiedzę niezbędną do tego, bym szczęśliwie wrócił na ziemię. Teraz w trudnej sytuacji zawsze można pilotowi pomóc drogą radiową. Zawsze bawią mnie sytuacje, gdy widzę, jak niektórzy z uczestników kursu panikują, słysząc podejrzane trzaski w słuchawkach - opowiada.

Dzięki układowi z Schengen katowicki Muchowiec stał się oknem na świat w centrum wielkiego miasta. Można stąd wylecieć do każdego kraju objętego układem, pod warunkiem że zgłosiło się plan lotu i sprawdziło pogodę. Przestworza stoją otworem, byle aura dopisywała. Zdarza się jednak, że leje i wieje, a lecieć trzeba. Pewnego dnia Adam Labus wystartował z Muchowca do niemieckiego Friedrichshafen. Niebo nad Śląskiem było czyste, ale w trakcie lotu przybywało coraz więcej czarnych chmur.

- Lotnisko, na którym mieliśmy wylądować, czynne jest tylko do godz. 22. Trochę się przeraziłem, bo opóźnienie rosło. Zapytałem przez radio, czy poczekają jakieś 20 minut. Zgodzili się, choć wcale nie musieli - wspomina Adam Labus.

Ale to jeszcze nic w porównaniu z przygodami, które przeżywał w charakterze instruktora lotniczej akrobatyki.

- Lecę sobie z uczniem, który miał za zadanie wykonanie korkociągu dynamicznego. Wszystko dobrze mu szło do momentu, gdy stracił panowanie nad samolotem. Runęliśmy maszyną w dół. Cóż, musiałem szybko zareagować. Na szczęście instruktor w samolocie ma przed sobą ten sam zestaw sterów co uczeń. W przeciwnym wypadku byłoby z nami krucho - przyznaje.

Podniebne akrobacje bywają niebezpieczne, zwła-szcza gdy wychodzi się z głębokiego "nurkowania". Odpłynięcie krwi z głowy w dół ciała powoduje często zawężenie pola widzenia, a potem ciemność w oczach. Ale do wszystkiego można się przyzwyczaić, bo trening czyni mistrza. Adam Labus też łatwo nie miał. W młodości doskwierała mu choroba lokomocyjna, a dziś korkociągi w chmurach to jego specjalność.

Ktoś marzy o tym, żeby polatać sobie głową w dół? Wystarczy trochę odwagi i wytrwałości. Na początek wypada zdobyć licencję pilota. Kurs latania to wydatek rzędu przynajmniej 20 tys. zł, a co do korkociągów, to zawsze można się ich nauczyć w ramach godzin dodatkowych - zachęca były górnik, a dziś wzięty lotnik.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Małysz i historia skoków pod jednym dachem. Nowa atrakcja turystyczna Wisły

Historia skoków narciarskich, trofea Adama Małysza i jego rajdowy samochód, życiorysy innych znanych narciarzy z Beskidów, sprzęt sportowy oraz interaktywne i multimedialne wystawy pod jednym dachem – we wtorek, 14 lipca 2026 r., w Wiśle otwarte zostanie Beskidzkie Centrum Narciarstwa im. Adama Małysza.

Od kopalni Max do Parku Tradycji

Historia kopalni Michał w Michałkowicach, dziś dzielnicy Siemianowic Śląskich, to opowieść o narodzinach przemysłowego miasta, dramatycznych wojennych losach i powojennej transformacji przestrzeni poprzemysłowej w miejsce pamięci i kultury.

Górnicy jeździli tam elektryczną kolejką już ponad 50 lat temu. Niezwykła historia kopalni Jan

Już dwukrotnie wspominałem o doświadczalnej, zautomatyzowanej kopalni Jan, która powstała w 1968 r. na części kopalni Wieczorek. W odróżnieniu od otwieranej dekadę temu kopalni Bzie-Dębina miała ona dwa szyby i wypełniała definicję kopalni. Stanowiła w istocie koncentrację osiągnięć naukowo-technicznych polskiego górnictwa węgla kamiennego z całym intensywnie rozwijanym zapleczem. 

Piknik na Szkale z historią w tle

Radzionków nie zapomina o swej przeszłości, o znanych ludziach i górnictwie, które przyczyniło się do jego rozwoju.