System ETS zostaje, ale w lżejszej formie

Polska jest w grupie tych krajów, które zostaną objęte pomocą. Będzie to możliwe dzięki wykorzystaniu mechanizmu związanego z uprawnieniami do emisji CO2. – Pieniądze, które będzie można uzyskać z uwolnienia niektórych uprawnień emisji, będą przekształcone w pomoc finansową dla państw, dla których ETS (Emissions Trading System – od red.) jest istotnym obciążeniem, jeśli chodzi o ceny energii – poinformował pod koniec ubiegłego tygodnia premier Donald Tusk. 

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Jednym z postulatów Polski jest zawieszenie ETS2 do 2030 roku lub uczynienie go mechanizmem dobrowolnym

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Polska jest w grupie tych krajów, które zostaną objęte pomocą. Będzie to możliwe dzięki wykorzystaniu mechanizmu związanego z uprawnieniami do emisji CO2. – Pieniądze, które będzie można uzyskać z uwolnienia niektórych uprawnień emisji, będą przekształcone w pomoc finansową dla państw, dla których ETS (Emissions Trading System – od red.) jest istotnym obciążeniem, jeśli chodzi o ceny energii – poinformował pod koniec ubiegłego tygodnia premier Donald Tusk. 

Podkreślił, że powstała bardzo silna grupa państw i udało się skłonić także tych najbardziej proklimatycznych – na przykład niektóre państwa skandynawskie czy Niemcy – żeby nie kwestionowały potrzeby specyficznego podejścia do niektórych państw, w tym Polski.

– Udało się dokonać politycznej rewolucji w Unii. Instytucje i wszystkie państwa zaczęły mówić naszym językiem, że potrzebne jest podejście do każdego państwa z osobna – podsumował premier.

Przypomnijmy, ETS to uruchomiony w 2005 r. unijny system, w którym duże firmy przemysłowe, energetyczne, ale również linie lotnicze, logistyczne i morskie są zobowiązane do kupowania uprawnień do emitowania gazów cieplarnianych – głównie chodzi o dwutlenek węgla. W 2024 r. zakup certyfikatów kosztował polskie firmy 38,7 mld zł. W tym czasie resort finansów sprzedał uprawnienia za 16,6 mld zł. To oznacza, że wypłynęło z Polski o 22,1 mld zł więcej niż wpłynęło. Ta różnica trafiła na konta różnych unijnych funduszy.

Rada Europejska w ubiegłym tygodniu wezwała Komisję Europejską do przedstawienia przeglądu systemu handlu emisjami w terminie do lipca 2026 r. w celu ograniczenia zmienności cen emisji CO2 i złagodzenia ich wpływu na ceny prądu, w tym koszty łańcucha dostaw. Bez tego unijny przemysł utraci konkurencyjność.

Pozwolenia tylko dla emitentów, nie dla spekulantów

Szefowa KE Ursula von der Leyen zaproponowała zmiany w systemie ETS. Ma zostać zaktualizowany poziom odniesienia, który służy przydzielaniu bezpłatnych uprawnień przemysłowi. Ma wzrosnąć także rola mechanizmu Rezerwy Stabilności Rynkowej. Odpowiada on za zwiększanie podaży uprawnień w celu ograniczenia ich cen. Trzeci punkt to przegląd dyrektywy ETS, obejmujący m.in. bardziej realistyczną ścieżkę ograniczania bezpłatnych uprawnień po 2035 r. oraz równe warunki działania dla sektora morskiego. Ostatnia propozycja to wzmocnienie inwestycji w czyste technologie i dekarbonizację.

Prof. Władysław Mielczarski z Politechniki Łódzkiej przypomina, że ETS istnieje ponad 20 lat: – Jest głęboko zakorzeniony, wszystkie kraje się na to zgodziły, bo to dodatkowy podatek, z którego budżety krajowe mają spore wpływy. Sam w sobie ETS nie jest zły. Problem zaczął się w 2017 r., kiedy Komisja Europejska wprowadziła dyrektywę FID II, która weszła w życie w styczniu 2018 r. i zmieniła pozwolenia na emisję w pełnoprawne aktywa majątkowe. Wcześniej mogły je kupować tylko podmioty, które naprawdę emitują – elektrownie, ciepłownie. Nie mogły ich kupować banki i inne instytucje finansowe. Od 2018 r. weszły wielkie banki – głównie niemieckie i francuskie – i zaczęły spekulować.

Ekspert wylicza, że od tego momentu cena uprawnień, która wcześniej oscylowała wokół 7–8 euro za tonę, skoczyła w ciągu dwóch miesięcy powyżej 30 euro. Potem przez jakiś czas trzymała się w okolicach 30 euro. Później, jeszcze przed wybuchem wojny na Ukrainie, zaczęła gwałtownie rosnąć – w szczycie dochodziła prawie do 90 euro, a teraz waha się w granicach 80 euro. 

– Jedyna rzecz, która realnie zadziała, to wyjęcie uprawnień z rynku spekulacyjnego – czyli powrót do zasad sprzed wspomnianego rozporządzenia: pozwolenia kupują tylko ci, którzy naprawdę emitują CO2, a nie banki i fundusze. Wtedy rynek staje się czysto regulacyjny, a nie finansowy – podkreśla profesor.

Zdaniem prof. Mielczarskiego najskuteczniejsze byłoby wycofanie tej jednej zmiany – czyli odebranie statusu prawa majątkowego. 

– Pozwolenia znowu byłyby tylko dla emitentów, nie dla spekulantów. Cena spadłaby w ciągu roku prawdopodobnie dziesięciokrotnie. Tyle, że wtedy gigantyczne straty poniosłyby właśnie te banki i fundusze, które siedzą na ogromnych pakietach uprawnień. Wszystkie inne pomysły – dodatkowe rezerwy, ograniczenia cenowe francuskiego prezydenta Macrona – to są tylko okłady na ciężko chorego pacjenta. One nie leczą przyczyny. Przyczyna to spekulacja. Dopóki ona będzie, dopóty cena emisji będzie wysoka – podsumowuje ekspert.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

1541878885 solitaire rury zat finska nord stream 2

Podejrzany o wysadzenie Nord Streamu zatrzymany w Chorwacji. Wcześniej polski sąd odmówił wydania go Niemcom

Jak informują niemieckie media Wołodymyra Żurawlowa, obywatela Ukrainy podejrzanego przez prokuraturę Niemiec o udział w wysadzeniu gazociągów Nord Stream, zatrzymano w Chorwacji podczas zdjęć do thrillera "Snake Island" inspirowanego tym zdarzeniem.

Budżet Obywatelski Katowic 2026. Mieszkańcy wybiorą spośród 214 projektów

Zakończyła się merytoryczna ocena projektów zgłoszonych do XIII edycji Budżetu Obywatelskiego w Katowicach. Pozytywnie zweryfikowano 214 z 268 propozycji, czyli blisko 80 proc. zgłoszonych zadań. Głosowanie mieszkańców odbędzie się od 10 do 23 września 2026 roku.

Węgiel wraca do łask. Polacy chcą się nim ogrzewać

Sprzedaż kotłów na węgiel wzrosła w drugim kwartale 2026 r. o 15-20 proc. – szacuje Stowarzyszenie Producentów i Importerów Urządzeń Grzewczych (SPIUG). Branża wskazuje, że wpływ miały na to m.in. ceny pelletu, a węgiel jest obecnie łatwiej dostępny i tańszy.

Na zmianach podatkowych zyskają pracujący na etacie z pensją co najmniej 12 tys. zł brutto

Na proponowanych zmianach podatków zyskają osoby pracujące na etacie i zarabiające brutto 12 tys. zł i więcej, a najwięcej mogą stracić płacący podatek ryczałtowy z przychodami przekraczającymi w przeliczeniu 250 tys. euro rocznie - wskazał partner w kancelarii MDDP Rafał Sidorowicz.