Sebastian Pypłacz: Referendum daje tylko „tak" albo „nie" na pytanie sformułowane z konkretnym interesem politycznym
- Właśnie tak działa populistyczne referendum. Bierzesz temat, który budzi emocje. Formułujesz pytanie tak, żeby odpowiedź była z góry wiadoma. Zbierasz wynik. I używasz go jako mandatu — do czegokolwiek, co akurat potrzebujesz uzasadnić - Sebastian Pypłacz, wiceprezes Stowarzyszenia BoMiasto komentuje zabiegi prezydenta Karola Nawrockiego o przeprowadzenie referendum na temat Zielonego Ładu.
fot: BoMiasto
Sebastian Pypłacz, Stowarzyszenie BoMiasto
fot: BoMiasto
- Właśnie tak działa populistyczne referendum. Bierzesz temat, który budzi emocje. Formułujesz pytanie tak, żeby odpowiedź była z góry wiadoma. Zbierasz wynik. I używasz go jako mandatu — do czegokolwiek, co akurat potrzebujesz uzasadnić - Sebastian Pypłacz, wiceprezes Stowarzyszenia BoMiasto komentuje zabiegi prezydenta Karola Nawrockiego o przeprowadzenie referendum na temat Zielonego Ładu.
Prezydent Karol Nawrocki domaga się przeprowadzenia referendum w sprawie Zielonego Ładu i jego niekorzystnych dla obywateli zapisów. W swoim obszernym wystąpieniu nie wspomina jednak ani razu, że Zielony Ład i jego cele zapadały za zgodą Mateusza Morawieckiego z PiS, ówczesnego premiera rządu Zjednoczonej Prawicy. 20 maja w Warszawie odbędzie się związkowy protest w sprawie Zielonego Ładu, który ma niekorzystny wpływ na polską gospodarkę i życie obywateli.
Komentarz Sebastiana Pypłacza ze Stowarzyszenia BoMiasto
„Jeżeli mamy zapytać Polaków o polityki klimatyczne, zapytajmy też o zarobki prezydenta Prezydent Karol Nawrocki chce referendum w sprawie polityk klimatycznych. Brzmi poważnie — aż do momentu, gdy przyjrzy się temu bliżej. Nawrocki był kandydatem PiS na prezydenta. PiS przez osiem lat rządził Polską. W tym czasie podpisywał kolejne rozporządzenia unijne, uczestniczył w negocjacjach Zielonego Ładu, akceptował krajowe plany energetyczno-klimatyczne. Teraz ten sam obóz polityczny proponuje zapytać Polaków, czy chcą polityk, które ich własny rząd współtworzył i wdrażał.
To nie jest sprzeczność wynikająca z ewolucji poglądów. To jest świadoma operacja. Zróbmy małe ćwiczenie myślowe. Wyobraź sobie referendum z pytaniem: „Czy prezydent powinien pracować za darmo?". Jak zagłosujesz? Pewnie „tak". Większość zagłosuje „tak". Wynik będzie miażdżący. A teraz zastanów się: co ten wynik znaczy? Że prezydent faktycznie nie powinien dostawać pensji? Że urząd głowy państwa powinien być dostępny tylko dla osób z własnym majątkiem? Że chodzi o konkretną kwotę, konkretną reformę, konkretny model?
Nie. Ten wynik znaczy tylko tyle, że ludzie są źli na polityków. To wiedzieliśmy przed referendum. To wiemy zawsze.
Właśnie tak działa populistyczne referendum. Bierzesz temat, który budzi emocje. Formułujesz pytanie tak, żeby odpowiedź była z góry wiadoma. Zbierasz wynik. I używasz go jako mandatu — do czegokolwiek, co akurat potrzebujesz uzasadnić.
Mechanizm klimatyczny jest identyczny. Weź temat budzący lęk — podwyżki cen energii, zakaz pieców, drożejące samochody. Oderwij od kontekstu, w którym powstawał. Przedstaw jako coś narzuconego z zewnątrz przez brukselskich biurokratów. Zaproponuj referendum.
Nikt nie pyta o szczegóły. Jakie polityki? W jakim zakresie? Z jakimi alternatywami? Z jakim wpływem na rachunki, miejsca pracy, jakość powietrza?
Referendum jako narzędzie nie znosi niuansów. Daje tylko „tak" albo „nie" na pytanie sformułowane przez kogoś z konkretnym interesem politycznym."