Scenariusz czekających nas zmian w energetyce opisano w PEP2040

fot: Krystian Krawczyk

– Będziemy płacić więcej za energię – przewidują eksperci

fot: Krystian Krawczyk

Jeśli nie odejdziemy od węgla w energetyce, poniesiemy bardzo wysokie koszty alternatywne – to zdanie eksperci powtarzają jak mantrę. O co dokładnie im chodzi? Dlaczego musimy je ponieść i jak wysokie mogą być?

Polska energetyka, budowana głównie w latach 70., dogorywa. Jeśli nie pójdziemy w kierunku unijnego Zielonego Ładu, to i tak będziemy musieli poczynić ogromne inwestycje. Jak podaje Polski Instytut Ekonomiczny, dekarbonizacja to koszt 890 mld zł, a utrzymanie obecnego, opartego na węglu kamiennym i brunatnym, sektora paliwowo-energetycznego – to inwestycje konieczne do zrealizowania do 2040 r., warte 1 bln 64 mld zł, czyli o niemal 20 proc. więcej.

Dodatkowo zapłacimy krocie za uprawnienia do emisji CO2, co każdy z nas odczuje w rachunkach za prąd, które i tak są już jednymi z najwyższych w Europie. Piotr Arak, dyrektor PIE, nie ma wątpliwości, że polskie stare elektrownie węglowe, przestarzałe ciepłownie i nieocieplone budynki to powód wyższych rachunków Polaków za energię. 

Duże inwestycje
– Będziemy płacić więcej za energię. Konieczne są duże inwestycje: atom, OZE, energetyka wiatrowa. Polityka, którą dzisiaj mamy, prowadzi nas w tym kierunku. Jedyne, czego możemy oczekiwać, to by transformacja odbyła się bez terapii szokowej, by ludzie bezpośrednio związani z węglem nie stracili pracy, mieli szansę na przekwalifikowanie – mówił dyrektor PIE podczas Togetair 2021.

Jego zdaniem szanse na to są duże.

– Mamy niedobory np. monterów ładowarek elektrycznych. Tych miejsc pracy związanych z OZE, elektromobilnością będzie coraz więcej. Alternatywa to energia droższa o 20 proc. i nadal ryzyko ogromnych pieniędzy inwestowanych w energetykę węglową. Do tego rosnące koszty zdrowotne – wylicza Arak.

Kolejny minus według PIE, to fakt, że gdyby Polska nie zdecydowała się na dekarbonizację, mogłaby się spodziewać zatrzymania środków z mechanizmów unijnych wynoszących 260 mld zł do 2030 r. To pieniądze z Funduszu na rzecz Sprawiedliwej Transformacji, Funduszu Transformacji Energetyki czy Polityki Spójności, na których pozyskaniu bardzo nam zależy.

– Dekarbonizacja gospodarki w Polsce powinna poprawić bilans handlowy kraju ze względu na spadek znaczenia importu paliw kopalnych – podkreślał podczas Togetair 2021 Michał Kurtyka, minister klimatu i środowiska.

O jakie kwoty chodzi? W modelu gospodarki bezemisyjnej, jak wynika z raportu firmy McKinsey, deficyt handlowy w kategorii nośników energetycznych może spaść z 15 mld euro do 3 mld euro rocznie. Słowem: ta gra jest warta świeczki.

W tym samym raporcie McKinseya czytamy, że do 2030 r. możliwe jest zwiększenie naszego PKB o 10-12 mld euro rocznie, czyli 1-2 proc., ze względu na rozwój energetyki wiatrowej, produkcję elektrycznych pomp ciepła i komponentów do pojazdów elektrycznych.

Scenariusz zmian znamy już od pewnego czasu. Zapisano go w Polityce Energetycznej Polski 2040. Elementem miksu energetycznego ma być elektrownia atomowa.

– Średni czas realizacji takiej inwestycji to 8 lat. My założyliśmy nawet 12 lat, bo będziemy to robić po raz pierwszy. W długiej perspektywie na tym będzie można zarabiać. Gaz jako paliwo okresu przejściowego jest akceptowany. I on zostanie w jakiejś perspektywie, ale trzeba o niego walczyć. Rezerwa oparta na węglu – to też naturalne. Ten zasób nie będzie opłacalny ekonomicznie, ale opłacalny w kategorii bezpieczeństwa i suwerenności – wylicza dyrektor PIE. 

Trudny do zrealizowania
Uważa, że cel osiągnięcia neutralności klimatycznej w 2050 r. w Polsce będzie bardzo trudny do zrealizowania.

– Nie da się powiedzieć, że to się na pewno nam uda. Musimy dążyć do tego kierunku, pytanie, kiedy do niego dojdziemy. Inne kraje UE na pewno zrobią to szybciej. To, co się dzieje w Polsce, jest obserwowane w Wietnamie i wielu krajach Ameryki Południowej, gdzie energetyka jest podobna do naszej. Oni też szukają drogi przejścia – podsumowuje Piotr Arak.

Także Jadwiga Emilewicz, posłanka, przewodnicząca parlamentarnego zespołu ds. gospodarki zeroemisyjnej i europejskiego Zielonego Ładu, uważa, że trzeba pamiętać o kosztach alternatywnych i o tym, co się stanie, jeśli nie podążymy w kierunku transformacji energetycznej.

– Koszt pozostania w miejscu to 2 mld zł, które i tak trzeba zainwestować w system energetyczny, który budowano w l. 60 i 70. Jest on niestety mocno przestarzały, jego czas dobiega końca. Te koszty i tak trzeba ponieść, a koszty wydobycia węgla w Polsce nie są bynajmniej najniższe na świecie. Czasami nawet import z Australii jest tańszy. Nasze pokłady są bardzo głębokie, a co za tym idzie, kosztowne – mówi Emilewicz.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Zajmie się surowcami krytycznymi. Nowa instytucja jeszcze w tym roku

Zakończyły się konsultacje w sprawie utworzenia Europejskiego Centrum Surowców Krytycznych.

Przyszłość energetyczna regionu oparta na zaufaniu społecznym

- Naszym celem jest, aby w dniu podjęcia decyzji o lokalizacji drugiej w Polsce elektrowni jądrowej, rząd miał przed sobą region gotowy do rozpoczęcia inwestycji - mówi Wiktor Płóciennik, wiceprezes zarządu ds. rozwoju w PGE GiEK S.A. 

Polska idzie po suwerenność amunicyjną. PGZ podsumowuje pierwszy rok budowy trzech fabryk 155 mm

Polska Grupa Zbrojeniowa (PGZ) zamknęła pierwszy rok realizacji strategicznego programu budowy trzech fabryk amunicji artyleryjskiej 155 mm. Przedstawiono postępy inwestycji w czterech spółkach domeny amunicyjnej oraz harmonogram osiągnięcia pełnej suwerenności produkcyjnej do końca 2028 roku.

To koniec problemów z nazwą i znakiem energetycznego giganta. Nie on jeden z tym się borykał

PGF Polska Grupa Fotowoltaiczna przegrała sądową apelację. Sąd w Warszawie przyznał PGE Polskiej Grupie Energetycznej rację w sporze o ochronę znaków towarowych PGE.