Przez wojnę tempo odchodzenia od węgla może spowolnić

fot: Jarosław Galusek/ARC

Jeśli nie przemodelujemy technologii produkcji energetyki z paliw stałych, to praca elektrowni na węgiel kamienny będzie w 2030 r. znikoma - podkreśla wiceprezes Stanisław Tokarski

fot: Jarosław Galusek/ARC

W czwartek Rosja zaatakowała Ukrainę. - Biorąc pod uwagę, to co się dzieje, może się zdarzyć, że nastąpi pewna rewizja w polityce europejskiej, jeśli chodzi o tempo dekarbonizacji czyli odchodzenia od węgla - ocenia w rozmowie z portalem netTG.pl dr inż. Stanisław Tokarski z Centrum Energetyki Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.

Wojna za naszą wschodnią granicą już wkrótce może się odbić na dostawach gazu i węgla z Rosji. O to, jak konflikt może wpłynąć na sytuację energetyczną w Polsce i Europie zapytaliśmy dr. Stanisława Tokarskiego z Centrum Energetyki Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.

- Patrząc na zdolności generacji energii elektrycznej w Polsce, to nie jesteśmy w żaden sposób zależni od dostaw energii ze strony wschodniej. Trochę energii kupujemy z Ukrainy, ale są to ilość bez znaczenia dla zapewnienia bezpieczeństwa pracy systemu. To import, który wynika z relacji cenowych energii elektrycznej, dlatego z punktu widzenia wytwarzania energii to konflikt na wschodzie nie powoduje bezpośrednio jakiś zagrożeń. Patrząc długofalowo również zdolności zaopatrzenia w węgiel nie powinny być wyzwaniem. Nie chcę natomiast, wypowiadaćsię na temat gazu, bo nie wiem jaka jest w tej chwili jego dostępność. Natomiast trzeba pamiętać, że generacja energii w Polsce jest głównie oparta na węglu, a na gazie jedynie w niewielkim stopniu – wskazuje dr inż. Stanisław Tokarski z Centrum Energetyki Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie.

Tokarski zwraca uwagę, że import rosyjskiego węgla miał do tej pory charakter ekonomiczny, a jego ewentualne wyeliminowanie nie powinno w bardzo istotny sposób wpłynąć na polską energetykę.

- Sprowadzaliśmy do tej pory węgiel z Rosji, bo jego niższe koszty produkcji powodowały, że ta oferta cenowa była lepsza. Nie jesteśmy uzależnieni od węgla rosyjskiego – w taki sensie, że jest to surowiec, do którego są dostosowane kotły energetyczne w polskich elektrowniach. Wręcz przeciwnie elektrownie są w Polsce, w zasadzie zbudowane tak, żeby były dostosowane do polskiego węgla. Natomiast zawsze te wysokokaloryczne węgle z rynków wschodnich – rosyjskich czy ukraińskich – były pewnym wyzwaniem, jeśli chodzi o spalanie w energetyce i zazwyczaj były dokładane jedynie jako część mieszanki paliwowej. Częściej spala się je w elektrociepłowniach, które potrzebują lepszych parametrów jeśli chodzi niską zawartość siarki– argumentuje naukowiec.

- Zakładam że, jeśli zabraknie rosyjskiego węgla, to wyższe zdolność produkcji węgla w Polsce można przywrócić w miarę szybko, jest to kwestia inwestycji i cen, będących konsekwencją kosztów produkcji. Zresztą jeśli chodzi o „przewagę” cenową rosyjskiego węgla, to w ostatnim czasie, ona w istotny sposób się zmniejszyła. Z bieżących informacji i kontraktów długoterminowych dla polskich elektrowni, wynika, że cena węgla krajowego jest na dobrym poziomie dla energetyki wynoszącym ok. kilkunastu złotych za GJ. To ceny, które były niższe niż te chwilowe duże zwyżki cen węgla, z którymi mieliśmy do czynienia na rynkach światowych w ostatnich miesiącach. Jeśli chodzi o prognozy, to z analiz opublikowanych przez Międzynarodową Agencję Energetyczną (IEA) pod koniec minionego roku wynikało, że ceny węgla będą się kształtowały na niskich poziomach. To jak wiadomo nie jest dobra prognoza dla polskiego górnictwa, mam tu na myśli górnośląskie kopalnie, które przez to, że muszą sięgać po węgiel głębiej i dalej od szybów, są mniej konkurencyjne niż górnictwo światowe. Jednak zakładam, że sytuacja kryzysowa wywołana tym, co dzieje za naszą wschodnią granicą, spowoduje trochę wyższy poziom cen – ocenia Tokarski.

Naukowiec z AGH odniósł się również, do kwestii niskosiarkowego węgla – pojawiły się głosy, że trudno będzie nam zrezygnować z węgla z Rosji, który ma mniejszą zawartość siarki, bo sami nie posiadamy wystarczających zasobów takiego surowca, którego potrzebują zwłaszcza mniejsze elektrociepłownie.

- To jest kwestia regulacji, co w sytuacjach nadzwyczajnych, nie powinno być przeszkodą. Regulacje polegają na tym, że mamy jakieś dozwolone limity emisji tlenków siarki czy azotu. Nie twierdzę, że mamy je od razu zwiększać. Natomiast nie chodzi o to, że nie można spalić innego, bardziej zasiarczonego węgla, tylko o to, ile w związku z tym będzie wynosiła emisja. Obecnie emisje tlenków siarki i azotu są tak kontrolowane i tak regulowane, że nawet gdyby w mniejszych obiektach te emisje były wyższe, to nie będzie to miało żadnego wpływu nam środowisko – mówi naukowiec z AGH.
Jak zauważa dr Tokarski konflikt za naszą wschodnią granicą może też mieć wpływ na tempo transformacji energetycznej.

- Jesteśmy obecnie w procesie transformacji energetycznej i odejścia od tradycyjnych sposobów wytwarzania energii. Jednak biorąc pod uwagę, to co się dzieje, może się zdarzyć, że nastąpi pewna rewizja w polityce europejskiej, jeśli chodzi o tempo dekarbonizacji czyli odchodzenia od węgla. Tego typu skutki mogą się pojawić. Nie osądzam czy one są dobre czy złe dla transformacji, ale spodziewam się pewnych zmian w podejściu do tej problematyki. Raczej nie ma co mówić o renesansie węgla, ale na pewno musimy bardziej ostrożnie decydować się na wycofywanie z korzystania z zasobów węglowych na cele energetyczne. Nie jest mądre przechodzenie w kierunku energetyki odnawialnej nie dysponując rezerwą mocową opartą o własne zasoby paliwowe, które zabezpieczą krajowy system na wypadek braku generacji OZE lub brakiem zdolności zasilenia z systemu europejskiego. Zakładam, że tempo inwestycji w kierunku OZE się nie zmniejszy, natomiast zwiększone ryzyko dostępności paliwa gazowego nakazuje popatrzyć na krajowe zasoby węgla jako gwaranta bezpieczeństwa energetycznego – zaznacza dr Tokarski.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

PKP Cargo w pierwszym kwartale zmniejszyło stratę netto do 45,8 mln zł

Grupa Kapitałowa PKP Cargo zakończyła pierwszy kwartał 2026 roku ze stratą netto na poziomie 45,8 mln zł, wobec 48,6 mln zł straty rok wcześniej - poinformowała spółka w piątkowym raporcie giełdowym.

Książka na weekend: „Odległe życie”. Australijska saga rodzinna – od hodowli owiec po roboty górnicze

Lata 50. i 60. ubiegłego wieku w Australii to czas poszukiwań pod ziemią surowców, dzięki którym mógł wzbogacić się kraj. Ale to jednocześnie konflikt z farmerami, hodowcami bydła i owiec, brutalne wejście w ich świat ukształtowany od pokoleń. Książka „Odległe życie” to świetna saga rodzinna pokazująca, jak walczyć o przetrwanie i podnieść się po tragicznych doświadczeniach.

Korski: Historia gumowego buta i sen o polskim węglu

Ponad pół wieku temu, u progu mojej zawodowej kariery zdarzył mi się mały dramat – pękła podeszwa mojego gumowego buta. Czytelnik roześmieje się, ale wtedy pobranie nowych butów było poważnym problemem.

Zaleze

Spacer po dzielnicy Załęże. Działała tu kopalnia Kleofas i huta Baildon

Gdyby nie huta Baildon i kopalnia Kleofas, katowickie Załęże w żaden sposób nie mogłoby się pochwalić przemysłowym charakterem. Polecamy spacer po tej dzielnicy. Tutaj naprawdę jest co zobaczyć.