Prof. Malecha: Pekin, Delhi budują potęgę na węglu, sprzedając nam panele i wiatraki
- Nowoczesne elektrownie węglowe to szczyt najnowszych osiągnięć technologicznych, a nie skansen jak chcieliby promotorzy i aktywiści OZE. Chiny, będące gospodarką bezwzględnie stawiającą na nowoczesność, każdego roku oddają do użytku dziesiątki gigawatów nowych mocy węglowych – w samym 2025 roku aż 75 GW. Trudno w tym kontekście mówić o schyłku węgla; dane globalne wskazują raczej na jego systematyczny rozkwit, podyktowany potrzebą taniej energii oraz stabilności systemowej. Pekin, Delhi i inne stolice Azji budują potęgę na węglu, sprzedając nam jednocześnie panele i wiatraki - podkreśla prof. dr hab. inż. Ziemowit Miłosz Malecha z Wydziału Mechaniczno-Energetyczny Politechniki Wrocławskiej, we wstępie do raportu Polskiego Towarzystwa Gospodarczego pt. „Konkurencyjność czy transformacja? Nowa mapa energetyczna Polski”, który publikujemy w obszernych fragmentach.
fot: pixabay.com
Czy świat wróci do węgla?
fot: pixabay.com
- Nowoczesne elektrownie węglowe to szczyt najnowszych osiągnięć technologicznych, a nie skansen jak chcieliby promotorzy i aktywiści OZE. Chiny, będące gospodarką bezwzględnie stawiającą na nowoczesność, każdego roku oddają do użytku dziesiątki gigawatów nowych mocy węglowych – w samym 2025 roku aż 75 GW. Trudno w tym kontekście mówić o schyłku węgla; dane globalne wskazują raczej na jego systematyczny rozkwit, podyktowany potrzebą taniej energii oraz stabilności systemowej. Pekin, Delhi i inne stolice Azji budują potęgę na węglu, sprzedając nam jednocześnie panele i wiatraki - podkreśla prof. dr hab. inż. Ziemowit Miłosz Malecha z Wydziału Mechaniczno-Energetyczny Politechniki Wrocławskiej, we wstępie do raportu Polskiego Towarzystwa Gospodarczego pt. „Konkurencyjność czy transformacja? Nowa mapa energetyczna Polski”, który publikujemy w obszernych fragmentach.
Oto obszene fragmenty wstępu do raportu Polskiego Towarzystwa Gospodarczego pt. „Konkurencyjność czy transformacja? Nowa mapa energetyczna Polski” autorstwa prof. dr hab. inż. Ziemowita Miłosza Malechy, Wydział Mechaniczno-Energetyczny Politechniki Wrocławskiej:
Raport „Konkurencyjność czy transformacja? Nowa mapa energetyczna Polski” nie jest jedynie kolejną próbą analizy sektora; to manifest merytorycznego pragmatyzmu i suwerennościowej logiki, oparty na twardych prawach fizyki, termodynamiki oraz ekonomii. Jako naukowiec i praktyk od lat zajmujący się inżynierią i energetyką, z pełnym przekonaniem podpisuję się pod zawartymi tu tezami. Jesteśmy świadkami momentu, w którym ideologiczne mity zderzają się z brutalną ścianą rzeczywistości, a Polska musi zdecydować: czy chce pozostać nowoczesnym państwem przemysłowym, czy skansenem energetycznym Europy.
Od dekad opinia publiczna jest bombardowana apokaliptycznymi wizjami, w których każda zmiana pogody urasta do rangi egzystencjalnej katastrofy. Jednak nauka propagująca tego typu tezy przechodzi obecnie głęboki kryzys wiarygodności. Metaanaliza opublikowana w prestiżowym czasopiśmie PNAS przez zespół Adama B. Pollacka ujawniła kompromitującą prawdę: aż 96% najbardziej wpływowych badań dotyczących zagrożeń klimatycznych to „czarne skrzynki” – modele nieweryfikowalne, których kody źródłowe i dane są ukrywane przed zewnętrzną walidacją. Budowanie strategii wartych biliony złotych na fundamencie, którego tylko 4% spełnia standardy przejrzystości, graniczy z szarlataństwem.
Musimy otwarcie powiedzieć: narracja o antropogenicznym CO2 jako jedynym i kluczowym czynniku ocieplenia nie jest niezaprzeczalnym faktem. Ziemia zaczęła wychodzić z Małej Epoki Lodowcowej około 1850 roku, gdy emisje przemysłowe były znikome. Co więcej, raporty amerykańskiego Departamentu Energii (DoE) wskazują, że dwutlenek węgla nie jest zagrożeniem, lecz gazem sprzyjającym „zielenieniu planety”. Globalny odwrót od tej narracji w USA, przy jednoczesnym powrocie do pragmatyzmu opartego na najtańszych źródłach, jest jasnym sygnałem: Europa brnie w ślepą uliczkę, z której reszta świata już zawraca.
W tym miejscu muszę podnieść kwestię, która najlepiej obrazuje hipokryzję unijnych elit i ideologiczne zaślepienie naszych sąsiadów. Unia Europejska, a w szczególności Niemcy, pod hasłami walki o klimat bezmyślnie zamyka w pełni sprawne, bezpieczne i bezemisyjne elektrownie atomowe. To nie jest błąd – to zbrodnia gospodarcza i ekologiczna. Jeżeli przyjmiemy narrację Brukseli, że zeroemisyjność jest jedyną słuszną drogą, to energetyka jądrowa powinna być jej fundamentem. Podkreśla to sam James Hansen, profesor, który jako pierwszy zwrócił uwagę świata na problem globalnego ocieplenia.
Hansen wielokrotnie publicznie piętnował odchodzenie od atomu, co miałem okazję zaakcentować również jako współtwórca filmu „Odnawialne źródła pieniędzy”. Postawa Niemiec, które zastępują atom pogodozależnymi technologiami OZE, gazem i węglem brunatnym, jednocześnie zmuszając Polskę do likwidacji jej suwerenności energetycznej, dowodzi, że w tej grze nie chodzi o planetę, lecz o pieniądze i rynki zbytu dla własnych technologii. To szczyt cynizmu, przed którym raport PTG słusznie nas ostrzega.
Przez lata żyliśmy w cieniu statystycznej iluzji. Metoda substytucji pozwalała sztucznie powiększać udział OZE, chwaląc się ilością „zaoszczędzonego” węgla. Jednak nowa metoda raportowania – metoda bezpośrednia (direct method) – to zimny prysznic. Okazuje się, że po dekadach dotacji, słońce i wiatr stanowią zaledwie 3–5% światowego zużycia energii pierwotnej, podczas gdy fundamentem cywilizacji w 87% pozostają węglowodory. Fizyka jest nieubłagana: energia pierwotna OZE jest marnowana w 50–80% ze względu na niską sprawność konwersji, co statystycy celowo pomijali.
Kolejnym filarem dezinformacji ekonomicznej jest bezkrytyczne stosowanie wskaźnika LCOE (Levelized Cost of Energy) jako jedynej miary opłacalności źródeł wytwórczych. LCOE, choć użyteczny dla stabilnych elektrowni sterowalnych, w przypadku pogodozależnych OZE staje się narzędziem głęboko zafałszowanym. Ignoruje on bowiem potężne koszty systemowe – koszty bilansowania, rezerwowania mocy oraz rozbudowy sieci, które w tradycyjnym ujęciu są przerzucane na odbiorców końcowych. Prawdziwy obraz kosztów ukazuje dopiero wskaźnik LCOE systemowego (System LCOE), który uwzględnia pełną osłonę bilansową.
Dopiero takie ujęcie pozwala zrozumieć, że oszczędności z tytułu wprowadzenia pogodozależnych OZE są jedynie względne, a ich budowa ponad realne zapotrzebowanie systemu jest klasycznym przeinwestowaniem, które zamiast obniżać, trwale podnosi bezwzględną cenę energii dla przemysłu i obywateli. W Polsce proponuje się nam KPEiK – dokument życzeniowy i fizycznie niewykonalny. W którym rekomenduje się między innymi budowę setek magazynów energii.
Realizacja tego wymagałaby ok. 10% światowego wydobycia litu. To absurd. Bez stabilnych źródeł dyspozycyjnych, w 2040 roku grozi nam strukturalny deficyt mocy rzędu 14–19 GW, co oznacza nieuniknione blackouty w okresach zimowych.
Polska posiada unikalne „energetyczne DNA” – ogromne zasoby węgla oraz kompetencje, które mogą zapewnić nam niezależność na kolejne stulecia. Nowoczesne elektrownie węglowe to szczyt najnowszych osiągnięć technologicznych, a nie skansen jak chcieliby promotorzy i aktywiści OZE. Chiny, będące gospodarką bezwzględnie stawiającą na nowoczesność, każdego roku oddają do użytku dziesiątki gigawatów nowych mocy węglowych – w samym 2025 roku aż 75 GW. Trudno w tym kontekście mówić o schyłku węgla; dane globalne wskazują raczej na jego systematyczny rozkwit, podyktowany potrzebą taniej energii oraz stabilności systemowej. Pekin, Delhi i inne stolice Azji budują potęgę na węglu, sprzedając nam jednocześnie panele i wiatraki. Musimy zrozumieć, że nawet nowoczesna technologia AI „żywi się węglem”, wymagając energii stabilnej i taniej.