Pożar zdecydował, że rezygnują z ogromnej inwestycji w węgiel

fot: ARC

Jedno ze zdjęć z wizji lokalnej po wypadku w kopalni Myuna

fot: ARC

Spółka Peabody wycofuje się z wartej 3,8 mld dolarów umowy na wydobycie węgla w Australii i przejęcie aktywów Anglo American Plc. Powód? Pożar w kopalni Moranbah North w stanie Queensland

Jak donosi portal mining.com, zdaniem Peabody stanowiło „istotną niekorzystną zmianę” (MAC), czyli klauzulę umowną pozwalającą jej odstąpić od umowy. Anglo nie zgadza się z tą interpretacją i chce ratować umowę.

Pożar w kwietniu wstrzymał działalność kopalni Moranbah North, jednej z najcenniejszych kopalni objętych pakietem. Peabody utrzymuje, że incydent miał długofalowe konsekwencje i próbował renegocjować warunki. Po niepowodzeniu rozmów firma wycofała się, rezygnując również z planów odsprzedaży jednej z kopalni Anglo indonezyjskiemu nabywcy.

Anglo odpowiedział, że nie doszło do trwałych uszkodzeń sprzętu ani infrastruktury i że poczyniono postępy w ponownym uruchomieniu kopalni. 

- Dla Peabody z St. Louis przejęcie miało na celu zwiększenie ekspozycji na węgiel metalurgiczny, który jest niezbędny do produkcji stali. Mimo to analitycy określili wycenę jako agresywną, a cena 3,8 miliarda dolarów była prawie dwukrotnie wyższa niż kapitalizacja rynkowa Peabody w momencie podpisania umowy - informuje portal.

Anglo jest przekonane, że uda się znaleźć nowego inwestora.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Masz pamiątki związane z Hutą Pokój? Mogą trafić na wystawę w Wielkim Piecu

W sobotę, 14 listopada, odbędzie się zbiórka pamiątek związanych z Hutą Pokój w Rudzie Śląskiej.

Kopalnia Paryż to historia zagłębiowskiego górnictwa. Od Ksawerego do likwidacji

Kopalnia Paryż należała do grona największych i najstarszych kopalń węgla kamiennego w Zagłębiu Dąbrowskim, choć jej metryka do dziś budzi spory.

Niemcy wracają do węgla, a Polska? Szybki koniec kopalń może okazać się błędem

Dominik Kolorz, Jerzy Markowski i Patryk Białas starli się w debacie netTG.pl i Radia Katowice o przyszłości górnictwa

Mobbing w górnictwie. Dziś uwagi w stylu „bo jak ci przypier…” na dole nie przejdą

Różne miałem zdarzenia w ciągu mojej prawie trzydziestoletniej pracy w charakterze sztygara. Ale to jedno szczególnie zapadło mi w pamięć. Otóż kiedyś miałem w oddziale górnika imieniem Jacek. Niedoszły inżynier. Za co się zabrał, wszystko, mówiąc delikatnie, spartolił. Wiedzieliśmy dobrze o tym, żeby nie dawać mu jakiegoś odpowiedzialnego zadania, bo coś poważnego mógłby nawywijać.