Gra na instrumentach to niekończąca się przygoda, nieustanne odkrywanie czegoś nowego

fot: ARC

Marcin i Łukasz Danielczykowie gotowi do wspólnego koncertu. Może wreszcie zagrają razem

fot: ARC

Marcin Danielczyk z ruchu Piast kopalni Piast-Ziemowit zwykł mawiać, że dzień bez muzyki to dzień stracony. Nie ma się zresztą czemu dziwić. Nadsztygar z Działu Elektrycznego to prawdziwy „człowiek orkiestra”. Gra na fortepianie, klarnecie i akordeonie. Ten ostatni instrument szczególnie sobie upodobał.

Przedwojenna „osiemdziesiątka”, wyprodukowana około 1930 r., wydaje wspaniałe dźwięki. To najstarszy akordeon w kolekcji Marcina Danielczyka. Został wyprodukowany przez nieistniejącą już dziś firmę Hess w starym stroju 435 Hz.

– Słychać to wyraźnie, brzmienie jest ciekawe, z tamtej epoki. Takich instrumentów dziś się już nie produkuje – tłumaczy, poruszając sporych rozmiarów miechem. 

Zaczęło się od fortepianu
Honery z lat 40. i Weltmeistry wyprodukowane w latach 50. i 60. w byłej NRD również zaskakują niesamowitym dźwiękiem. Instrumenty są po generalnych remontach.

– Jak tylko uda mi się kupić jakiś stary instrument, z miejsca go czyszczę, w miarę możliwości naprawiam i oddaję w ręce stroiciela. W ten sposób zostają ponownie wskrzeszone do życia, na powrót urzekają barwą dźwięku i co najważniejsze, wraca do nich dusza – wyznaje Danielczyk.

Jego przygoda z muzyką rozpoczęła się jeszcze w szkole podstawowej. Wraz z kilkoma kolegami podjął wówczas naukę w szkole muzycznej I stopnia w Oświęcimiu. Na początku był fortepian.

– Mieliśmy w domu pianino marki „Otto Hoppe Pianos”, jeszcze z końca XIX w., z taką westernową barwą dźwięku. Istne cudo. Mój ojciec grał na nim melodie zasłyszane w dzieciństwie, głównie żołnierskie i patriotyczne, a na Boże Narodzenie kolędy. Rodzice też mieli żyłkę do muzyki. Uczyli się grać na mandolinie, instrumencie bardzo popularnym u nas w kraju jeszcze w latach 60. Od muzyki nie stronił dziadek. Pięknie grał na pile i grzebieniu – wspomina górnik artysta.

Fortepian jednak z czasem zamienił na klarnet i będąc w szkole średniej dołączył do strażackiej orkiestry w Jawiszowicach, a następnie do górniczej orkiestry dętej przy kopalni Brzeszcze. A że muzyki wciąż mu było mało, wraz z kolegami założył muzyczną grupę weselną, w której grał na klawiszach. Podjęcie pracy w kopalni zbiegło się w czasie z rozpoczęciem studiów zaocznych i założeniem rodziny. Czasu na czynne uprawianie muzyki było coraz mniej. Życie jednak potrafi zaskoczyć. Szkopuł w tym, żeby zaskakiwało pozytywnie. I takie szczęście miał „nadsztygar orkiestra” z Piasta. Otóż pewnego dnia jego ośmioletni syn Łukasz oświadczył, że ma zamiar grać na gitarze. 

Odkrywanie talentów
– No i w taki sposób zaczęła się druga odsłona mojej przygody z muzyką. Syn został zapisany do ogniska przy domu kultury w Brzeszczach i dzięki temu muzyka wróciła do naszego domu. Jakby tego było mało, jakiś czas później mój drugi syn Piotrek również odkrył w sobie muzyczny talent. Zamarzyło mu się, żeby zostać perkusistą. Na nic zdały się przekonywania, że akordeon i pianino będą lepsze. Nawet dostał w prezencie akordeon. On zaś sprawę postawił jasno, nic tylko perkusja. Dostał ją, a ja wówczas pomyślałem, że przecież skoro tak, sam wrócę do muzyki. Z czterdziechą na karku zapisałem się na prywatne lekcje fortepianu, a w końcu postanowiłem chwycić za klarnet. Tu poszło już gorzej. Spodziewałem się tego. Żaden instrument dęty nie wybaczy muzykowi dwudziestoletniej przerwy. Nie byłem w stanie wydobyć z mojego starego klarnetu żadnego dźwięku. To kwestia prawidłowego zadęcia. Musiałem się tej sztuki uczyć niemalże od nowa. Jakoś poszło – zwierza się muzyk. 

Na zdj. Marcin Danielczyk w duecie z synem Piotrem, który doskonali się w grze na perkusji/ARC

Tajemnice akordeonu
Pozostała sprawa zakupionego dla syna akordeonu. Nie wypadało go przecież wyrzucać, tym bardziej, że z dnia na dzień wzbudzał coraz większe zainteresowanie głowy muzykującej rodziny. Dziś jego dźwięki wypełniają Marcinowi Danielczykowi każdą wolną chwilę. W dni powszednie grywa na nim wieczorem. W weekendy muzykuje od rana.

– Staram się zgłębiać tajemnice akordeonu, wciąż doskonalę style gry, zaliczyłem kilka lekcji u profesjonalnego artysty, no i wyremontowałem kilka starych instrumentów – wyjaśnia.

Synowie Łukasz i Piotr także poświęcają się muzyce. Pierwszy konsekwentnie studiuje gitarę w cieszyńskiej filii Uniwersytetu Śląskiego, a Piotr kontynuuje naukę gry na perkusji. Co ciekawe, nawet w dobie koronawirusa, gdy cała rodzina mieszka pod jednym dachem, Danielczykom nie udało się stworzyć rodzinnej orkiestry. Każdy muzykuje zamknięty w swoim pokoju. Nauki jest mnóstwo, nie ma czasu na wspólne granie.

– Ja też ćwiczę etiudy na klarnecie. Muszę, ponieważ zamierzam wrócić do górniczej orkiestry. W końcu raz się żyje. Gra na instrumentach to niekończąca się przygoda, nieustanne odkrywanie czegoś nowego. Niech ta przygoda z muzyką trwa jak najdłużej – podsumowuje Marcin Danielczyk.

 

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Milionowy turysta w kopalni. Zobacz skąd przyjechał

21 lipca o godz. 11.10 licznik w Kopalni Soli Wieliczka wybił magiczny bilet z numerem milion! Trafił w ręce rodziny Adriany i Krzysztofa wraz z dziećmi: Kasią i Adamem, którzy przyjechali do Małopolski z Poznania 

Cieńków – magiczne miejsce w Wiśle

Cieńków w Wiśle to jedno z tych miejsc w Beskidzie Śląskim, które łączą łatwą dostępność z prawdziwie górskim klimatem. Rozciągnięty na kilka kilometrów malowniczy grzbiet przyciąga zarówno rodziny szukające spokojnych spacerów, jak i turystów planujących ambitniejsze wędrówki. Dzięki kolejce linowej, widokowym trasom i bliskości skoczni im. Adama Małysza, Cieńków jest atrakcyjnym miejscem przez cały rok.

Początki przemysłu w Chorzowie. Zdjęcia z albumu hrabiego Donnersmarcka

Nie byłoby dzisiejszego Chorzowa gdyby nie Königshütte, czyli Królewska Huta. Uruchomiono ją ponad dwa wieki temu, a po kilkudziesięciu latach wykupił ją hrabia Hugo Henckel von Donnersmarck i najprawdopodobniej z tej okazji powstał album ze zdjęciami zakładu, dokumentujący rodzący się przemysł. Zdjęcia można zobaczyć w naszej galerii.

Mistrz sztuk walk z ruchu Chwałowice zadebiutuje w nowej dyscyplinie

- Trzeba być wytrzymałym na ból, zacisnąć zęby i przeć do przodu za wszelką cenę – podkreśla Marcin Maleszewski, górnik w ruchu Chwałowice.