O swojej twórczości opowiada Sabina Pasoń, śląska malarka legendarnej Grupy Janowskiej

fot: Maciej Dorosiński

Prace autorstwa Sabiny Pasoń pojawią się na kartach kalendarza na 2020 r., stworzonego przez Wydawnictwo Górnicze.

fot: Maciej Dorosiński

Urodziłam się w 1958 r. w Nikiszowcu. Pochodzę z wielopokoleniowej rodziny górniczej. Od kiedy pamiętam, zawsze lubiłam rysować, malować. Jako dziecko w domu, w szkole i na zajęciach plastycznych dla dzieci, w naszym Domu Kultury w Nikiszowcu, gdzie mieściła się także pracownia malarzy Grupy Janowskiej, a na korytarzach często wystawiane były obrazy ówczesnych malarzy grupy – wspomina w rozmowie z Trybuną Górniczą Sabina Pasoń, malarka, której prace znajdą się w kalendarzu na 2020 r., przygotowywanym przez Wydawnictwo Górnicze.

Działalność Grupy Janowskiej okazała się mieć ogromne znaczenie dla artystki, która w dorosłym życiu stała się jej członkiem, a w 2011 r. szefową.

- Grupa Janowska to taka nasza śląska, kolorowa historia namalowana obrazami. Bycie szefową jest zaszczytem, ale wiązało się to z mnóstwem obowiązków organizacyjnych, reprezentacyjnych itp. Często cierpiało na tym malowanie, a to ono jest moją pasją. W 2019 r. po ośmiu latach szefowania podjęłam decyzję, że teraz chcę się skupić tylko na malarstwie – opowiada.

Kiedy malarstwo zagościło w życiu Sabiny Pasoń na poważnie?

- Marzyłam o tym, by w swoim życiu namalować mój obraz widziany oczyma wyobraźni. Miał być na płótnie, namalowany farbami olejnymi, taki prawdziwy, trwały, lecz nie znałam tajników malarstwa. Gdy w 2000 r. urodziła się moja pierwsza wnusia i zostałam babcią, poczułam się szczęśliwa i w jakiś sposób spełniona. Popytałam znajomych o malowanie techniką olejną, kupiłam podobrazie, jakieś farby, terpentynę i zaczęłam przelewać na płótno swoje wyobrażenie, choć obrazu nie podpisałam ani nie zatytułowałam, żeby nie zapeszyć. Potem namalowałam dwa obrazy, trwało to długo… bo aż trzy lata, a ja miałam wiele pomysłów. Chciałam się nauczyć warsztatu, by szybciej móc realizować swoje pomysły. W końcu odważyłam się i zapukałam do pracowni Grupy Janowskiej. Tam ówczesny szef Helmut Matura obejrzał moje obrazy i ustawił mi tzw. martwą naturę. Tak namalowałam obraz, mój czwarty, nie z wyobraźni, ale z realnego świata i zostałam przyjęta do Grupy Janowskiej - opowiada.

Sabina Pasoń tłumaczy, że najbardziej lubi malować z wyobraźni.

- Kiedy coś usłyszę, zobaczę i to poczuję, wówczas wpada do głowy pomysł i nieprzeparta chęć przelania tych myśli, wizji obrazu na płótno. Wyrazić siebie, emocje, odczucia, uczucia, przy tym chcieć coś przekazać, pokazując… a zarazem coś ukrywając. Dam przykład. Będąc w McDonaldzie i przyglądając się ludziom tam siedzącym, pomyślałam, że teraz mamy takie właśnie czasy - jemy frytki, a kiedyś dawno temu - jedzono kartofle z jednej misy, czemu wyraz dał nawet Vincent van Gogh w swoim obrazie „Jedzący kartofle”. Dziś jemy frytki, fast foody, wszystko to przygotowane dla nas, takie gotowce. Jest nam w dzisiejszych czasach inaczej, aniżeli dawniej spracowanym ziemią chłopom. Plony swej pracy zbieramy dziś inaczej… w zamian otrzymując frytki. I tak powstał pomysł na obraz „Wielkie Żarcie”. Obraz obecnie znajduje się w kolekcji Muzeum Śląskiego w Katowicach – wyjaśnia artystka, której prace ozdobią strony naszego kalendarza na przyszły rok.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

W Tatrach wyraźne ożywienie ruchu turystycznego

Obłożenie obiektów noclegowych pod Tatrami na koniec lipca wynosiło średnio ok. 75 proc., a w części hoteli sięgało 100 proc. - powiedział PAP Karol Wagner z Tatrzańskiej Izby Gospodarczej (TIG). Jak ocenił, po spokojnym początku wakacji wyraźne ożywienie nastąpiło od połowy lipca.

Posłuchać muzyki 320 metrów pod ziemią? Będzie można już jesienią

Kolejna edycja koncertu „Muzyka na Poziomie” odbędzie się jesienią w kopalni Guido w Zabrzu.

Książka na weekend: „Czterech zuchwałych”. O amerykańskich żołnierzach walczących w Europie

Brytyjski pisarz Alex Kershaw specjalizuje się w pisaniu, opartych na faktach, książek historycznych dotyczących drugiej wojny światowej. Na księgarskim rynku jest już jego najnowsza pozycja „Czterech zuchwałych”. To świetna opowieść o losach amerykańskich żołnierzy, którzy w czasie drugiej wojny światowej walczyli w północnej Afryce, Włoszech, Francji i w Niemczech.

Propozycja na piątek? Nocna szychta

W ostatnią lipcową noc będzie można się przekonać, jak wygląda Górny Śląsk po zmroku z okien kolei wąskotorowej.