Narcyz Dudek: ostra sprzeczka z aniołem stróżem

Dudek narcyz gorolaz arc

fot: ARC

Wiatr w drodze na Grossglockner zdawał się bronić najwyższego szczytu Austrii przed atakiem śmiałka z Polski

fot: ARC

Wreszcie jest. Wierzchołek. Zapominam o wietrze, zimnie, zmęczeniu. Wzruszenie. Radość niemal ciśnie łzy do oczu. Anioł stróż, z którym przekomarzałem się w drodze, znów obok mnie. Pieszczotliwie głaszczę skałę wierzchołka, opatuloną we flagi i szarfy zdobywców. I... spieprzam. Tak wejście na najwyższy szczyt Kaukazu wspomina Narcyz Dudek.

 

Górołazem - jak określa swoją pasję - został przed prawie 40 laty, jeszcze w szkole podstawowej.

- Górami zaraził mnie kolega. Jak na swój wiek był już wytrawnym, a przy tym wymagającym wędrowcem: natychmiast odrzucał niemrawych. Ja uprawiałem sport, więc sprostałem jego wymaganiom. Pierwszym moim szlakiem było przejście z Węgierskiej Górki przez Rysiankę i Krawców do Ujsoł. Spodobało mi się. Przez kilka lat chodziliśmy razem. Beskidy nie mają dla mnie tajemnic - z rozrzewnieniem wspomina tę górską inicjację ze szkolnych czasów.
A później były już Tatry, czyli jakby średnia szkoła górołaza. Narcyz Dudek z uśmiechem opowiada, że omal nie oblał promocyjnego egzaminu do wyższej.

- Wybraliśmy się na Kozi Wierch. Jak na moje przygotowanie okazał się nazbyt wymagający. Dopadła mnie jakaś emocjonalna blokada. Kilka lat nie zaglądałem w Tatry. Przełamałem się. Wróciłem. Pozbyłem się paraliżującego stresu, który niosła wysokość i duża ilość powietrza pod nogami - mówi o tym zwycięstwie nad własną słabością.

Ryzyko i pokora

Kto wie, czy na to zmężnienie nie wpłynęła też praca w górnictwie. Po uzyskaniu dwóch inżynierskich specjalności w Akademii Górniczo-Hutniczej zawodową biografię Narcyz Dudek zaczął pisać w libiąskiej kopalni Janina od sztygara oddziałowego. Później zajmował się jej restrukturyzacją. Kolejny angaż wypadł już w centrali Kompanii Węglowej, gdzie dyrektoruje Biuru Polityki Płacowej. Razem zleciało 20 lat.

- Zdumiewające, jak wielu ludzi górniczych profesji - myślę zarówno o moich podwładnych, jak i kolegach z dozoru z czasów sztygarowania, a później urzędniczych już zajęć - kocha góry. Być może dlatego, że my, górnicy, z jednej strony lubimy troszeczkę ryzyka, ale jednocześnie mamy w sobie tę szczyptę pokory, koniecznej i pod ziemią, i w górach. I tu, i tam w głowie tkwi jakaś siła sprawcza - jedni myślą o Bogu, inni o potędze natury - przypominająca jacy jesteśmy mali i nikczemni wobec niej - próbuje znaleźć wytłumaczenie tej rozpowszechnionej w górniczym środowisku fascynacji górami.

A że blisko domu w Brzezince gór wyższych niż Tatry próżno już było szukać, więc postanowił posmakować Korony Świata. Kilimandżaro łączyło wyzwanie wspinaczki na 5895 m n.p.m. z egzotyką Afryki z pogranicza Tanzanii i Kenii.

- To miała być wyprawa życia, która bez reszty nasyci mój głód przygody i będzie skarbnicą opowieści dla wnuków. Wróciłem i głód dalej trzymał - śmieje się górołaz.

Wiśnia na torcie

Co tkwi w górach, na czym polega ich magia?

- Nieraz sam się nad tym zastanawiam. Ale i dla mnie odpowiedź nadal kryje się za jakąś woalką tajemnicy. W czasie wypraw, kiedy budzę się w środku nocy, w namiocie minus 20 stopni, trzeba wyjść ze śpiwora i włożyć stopy w lodowate buty, a potem ruszyć na katorgę, to momentami przychodzi mi do głowy pytanie: "Co ja tutaj robię?". Ale jest też wielomiesięczne przygotowanie, jest adrenalina, jest wspólne zmęczenie z przyjaciółmi przed i za mną, łapczywe łapanie powietrza w płuca, wzajemne wspieranie się na duchu. Wreszcie szczyt - swoista wisieńka osadzona na całym torcie wyprawy, moment, kiedy trudno wydobyć z siebie proste słowo - próbuje przybliżyć ten trudny do opisania urok gór.

Są też ludzie spotykani w drodze ku szczytom. Narcyz Dudek przemierzył już prawie 50 krajów, więc spotkał ich sporo.

- Te spotkania z ludźmi różnych barw skóry, języków, obyczajów, temperamentów to również wielka, niepoślednia przygoda. Nigdzie nie spotkałem się z przejawami niechęci, a tym bardziej agresji. Oczywiście, te przyjazne relacje muszą być obustronne. To gest, uśmiech, nieudolna nawet próba pozdrowienia w tubylczym języku, obdarowanie drobnym upominkiem... - zdradza sposoby zjednywania sobie życzliwości i względów.

Elbrus wymusza szacunek

Po Kilimandżaro i Mount Blanc pora wybrać się na Elbrus - ta myśl Dudkowi i przyjaciołom wpadła do głów podczas nocnej biesiady w Bukowinie Tatrzańskiej.

- Ta góra pochłonęła więcej ofiar niż Everest, miejcie dla niej szacunek - stopował ich zapał Aleksiej Bołotow.

Z 13 zapaleńców - po przygotowaniach i treningach - zostało siedmiu.

Jest koniec sierpnia. Oto garść wspomnień z zapisków Narcyza Dudka.

I fragment: Kaukaskie bezdroża, smak suszonej przez pasterzy baraniny, nad głowami majestatycznie szybują orły i oto on - Elbrus. Wydawał się w zasięgu ręki. Coś mi mówiło, że nie ma takiej siły, która powstrzymałaby mnie przed jego zdobyciem.

II fragment: Dysząc, zbliżamy się do Skał Pastuchowa. Co kilka kroków postój i parę oddechów. Boże, jak zimno. Wygląda źle. Pojawia się niepewność, nawet propozycje odwrotu.

III fragment: Zmiana pogody, niebo nieprawdopodobnie rozgwieżdżone, ledwie 2 stopnie mrozu. Radość z prezentu niebios. Na czele Grześ, idealne tempo.

IV fragment: Siodło przełęczy. Pojawia się śnieg, siecze twarz, topnieje, by za chwilę zmienić się w niemiłosiernie piekący, marznący okład. Stanie tyłem do wiatru daje ulgę. Idę tyłem. Mój anioł stróż już niemal ochrypł, wrzeszcząc mi do ucha: "Spieprzaj stąd".

V fragment: Z trudem uspokajam kłótnię sumienia z aniołem. Idę dalej. Pieprzony chłód. Podejście przywraca czucie w stopach i dłoniach. Wyobraźnia płata figle. Piramidy? Wreszcie jest - WIERZCHOŁEK. Zapominam o wietrze, zimnie, zmęczeniu. Wzruszenie...

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Książka na weekend: „Odległe życie”. Australijska saga rodzinna – od hodowli owiec po roboty górnicze

Lata 50. i 60. ubiegłego wieku w Australii to czas poszukiwań pod ziemią surowców, dzięki którym mógł wzbogacić się kraj. Ale to jednocześnie konflikt z farmerami, hodowcami bydła i owiec, brutalne wejście w ich świat ukształtowany od pokoleń. Książka „Odległe życie” to świetna saga rodzinna pokazująca, jak walczyć o przetrwanie i podnieść się po tragicznych doświadczeniach.

Zaleze

Spacer po dzielnicy Załęże. Działała tu kopalnia Kleofas i huta Baildon

Gdyby nie huta Baildon i kopalnia Kleofas, katowickie Załęże w żaden sposób nie mogłoby się pochwalić przemysłowym charakterem. Polecamy spacer po tej dzielnicy. Tutaj naprawdę jest co zobaczyć.

Jakie zostały ślady po postindustrialnych zabytkach Bytomia?

Przełom XX i XXI wieku to ogromne zmiany w Bytomiu związane z transformacją gospodarczą. Wiele zakładów przemysłowych, jak: kopalnie, huty, elektrociepłownie oraz inne zakłady produkcyjne zostało zlikwidowanych. Część obiektów bezpowrotnie wyburzono, jednak spora część została zachowana,  jak: EC Szombierki, szyb Krystyna czy budynki po dawnych zakładach Orzeł Biały oraz kopalniach Rozbark i Bolko. 

Bytomskie perełki postindustrialu na znaczkach pocztowych

Elektrociepłownia Szombierki – jeden z najbardziej charakterystycznych zabytków przemysłowych Górnego Śląska oraz wizerunek najstarszej, nieprzerwanie czynnej bytomskiej kolei wąskotorowej, trafiły na znaczki i pocztówki. Można je już zakupić w sklepie internetowym Poczty Polskiej.