Mielczarski: Polegamy na źródłach, które można zatrzymać jak tankowiec na Bałtyku, a mamy węgiel

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Prof. Władysław Mielczarski

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Opieranie się na zewnętrznych źródłach energii przy jakichkolwiek zakłóceniach na świecie – a tych zakłóceń jest coraz więcej – bardzo mocno naraża nas na brak bezpieczeństwa energetycznego. Nasze uzależnienie od importu energii wzrosło z 19 proc. do ponad 40 proc. Coraz bardziej polegamy na źródłach, które łatwo można zatrzymać jak tankowiec na Bałtyku, choć mamy węgiel. To jest lekcja uniwersalna: nie wolno opierać się na jednym źródle ani jednym dostawcy - mówi prof. Władysław Mielczarski z Politechniki Łódzkiej w rozmowie z Aldoną Minorczyk-Cichy.

Jaki wpływ na energetykę globalną i na nas ma konflikt na Bliskim Wschodzie? Ropa, gaz, ograniczenia w dostawach, ceny węgla idą w górę – naprawdę dużo się dzieje.

Sytuacja jest bardzo niestabilna. A przy każdej takiej niestabilności zazwyczaj najbardziej zyskują ci, którzy potrafią utrzymać stabilność dostaw. My właściwie nie wiemy, kiedy to się skończy. Nawet prezydent Trump kilka razy podawał różne daty zakończenia. Więc tym bardziej trudno cokolwiek przewidzieć. Najważniejsze pytanie brzmi: jaki to będzie miało wpływ na nas? My importujemy gaz głównie z Kataru i z Azji. W tej chwili Kanał Ormuz - łączący Zatokę Perską z Morzem Arabskim i Oceanem Indyjskim - jest zamknięty. Tankowce z LNG płynące do nas z Kataru – a importujemy stamtąd około 20 proc. gazu – już przeszły najgorszy odcinek. Marcowe i kwietniowe dostawy powinny dojść. Ale co będzie dalej – tego nikt nie wie. Na szczęście mamy zapasy. Magazyny na poziomie około 3 miliardów metrów sześciennych.

Źródła rządowe podają, że są napełnione w okolicach 50 proc.

To zawsze coś. Teraz tak naprawdę trzeba czekać na rozwój sytuacji. Spekulowanie, co będzie za trzy-cztery miesiące, jest bardzo ryzykowne i może wprowadzać w błąd. Natomiast jeden ogólny wniosek już teraz jest jasny i był jasny od dawna: opieranie się na zewnętrznych źródłach energii przy jakichkolwiek zakłóceniach na świecie – a tych zakłóceń jest coraz więcej – bardzo mocno naraża nas na brak bezpieczeństwa energetycznego. Nasze uzależnienie od importu energii wzrosło z 19 proc. do ponad 40 proc. Coraz bardziej polegamy na źródłach, które łatwo można zatrzymać jak tankowiec na Bałtyku, choć mamy węgiel. To jest lekcja uniwersalna: nie wolno opierać się na jednym źródle ani jednym dostawcy. Tak samo jest w produkcji prądu – potrzebny jest miks różnych technologii. Tak samo z dostawcami gazu czy ropy.

Mamy jednak własne zasoby - węgiel.

I to jest jednocześnie nasza wielka szansa i nasza wielka głupota. Szansa, bo mamy olbrzymie złoża węgla kamiennego i brunatnego. Nie musimy się aż tak bardzo opierać na imporcie. Są kraje, które po prostu nie mają własnych źródeł – dla nich albo gaz będzie, albo nie będzie. A my mamy – i zamiast z tego korzystać, pchamy się w gazową pułapkę. Idziemy w nią, choć już chyba nie z taką radością, jak kiedyś. Widziałem zdjęcia z Rybnika, gdzie zdecydowano o budowie elektrowni na gaz. No, nie wyglądało to na wielką radość. Pytanie – skąd weźmiemy ten gaz? Weźmy Ostrołękę – przerobiliśmy ją z węgla, który mieliśmy własny, na importowany gaz. Podłączyliśmy do rurociągu biegnącego z Kłajpedy przez Litwę na Ukrainę. I teraz Ukraina potrzebuje tego gazu bardziej niż my. Zrobiliśmy się zależni nie tylko od dostawcy, ale od tranzytu, od geopolityki, od tego, czyje interesy będą ważniejsze. To jest właśnie wchodzenie w pułapkę o bardzo niepewnych, ale na pewno negatywnych konsekwencjach.

A co z Jastrzębską Spółką Węglową? Sytuacja w Australii i tamtejsze problemy z węglem koksowym to teoretycznie szansa dla Jastrzębia. Ale ta spółka jest w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Czy Pana zdaniem wartość surowca, który produkuje, uzasadnia pomoc państwa?

JSW produkuje węgiel koksowy – to jest produkt strategiczny. W takiej branży zawsze są dołki i górki. Teraz wchodzimy w kryzys ekonomiczny. Kilka dni temu wyszły dokładne dane za 2025 rok – zużycie energii elektrycznej rok do roku wzrosło tylko o 0,3 proc. Cały czas słyszymy o boomie na samochody elektryczne, pompy ciepła, centra danych – a dane pokazują, że tego boomu po prostu nie ma. Wchodzimy w głęboki kryzys. I nie tylko JSW będzie miała problemy – wiele firm będzie w podobnej sytuacji. Trzeba to przetrwać.

A rolą państwa jest chronić strategiczne gałęzie przemysłu, niezależnie od koniunktury?

Oczywiście. Jedna własna elektrownia jest warta dla bezpieczeństwa kraju więcej niż pół tysiąca czołgów. Bo jak zabraknie energii, to cały kraj staje. I te czołgi nie mają jak jechać, bo nie ma prądu na kolei. Państwo powinno pomóc takim firmom – czy to dotacjami, czy innymi mechanizmami. Bezpieczeństwo jest warte więcej niż jakieś drobne kalkulacje księgowe. Na świecie wielkie koncerny, kiedy potrzebują wsparcia, dostają je natychmiast. To nie jest wstyd. Mam wrażenie, że wokół JSW trwa jakiś dziwny taniec, którego celem jest raczej ograniczenie tej spółki niż jej uratowanie. A to jest firma strategiczna. Bez węgla koksowego nie będzie stali. Nikt inny tego za nas nie zrobi.

Bardzo dziękuję za rozmowę. 

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Orlen otworzył kolejną stację wodorową

Orlen uruchomił sprzedaż wodoru w Gorzowie Wielkopolskim. Nowy obiekt przy al. 11 Listopada 148 to już ósma ogólnodostępna stacja wodorowa koncernu w Polsce. Działa przez całą dobę i obsługuje samochody osobowe, autobusy oraz pojazdy ciężarowe. Inwestycja wzmacnia dostępność wodoru w zachodniej Polsce i wspiera rozwój niskoemisyjnego transportu.

KGHM New Media Week czas zacząć! Katowice stają się stolicą sztuki cyfrowej

W Katowicach odbyła się konferencja prasowa otwierająca KGHM New Media Week 2026 – wydarzenie organizowane przez Fundację Soundscape we współpracy z Akademią Sztuk Pięknych w Katowicach, Katowice Miasto Ogrodów – Instutucją Kultury im. Krystyny Bochenek oraz Muzeum Śląskim w Katowicach. Od 30 września do 11 października miasto staje się centrum sztuki cyfrowej i nowoczesnych technologii.

Od kamienicy w centrum Zabrza po kopalnię Budryk. Jerzy Markowski wziął nas w wyjątkową podróż.

Przemierzając Śląsk śladami wspomnień Jerzego Markowskiego, odkryliśmy nieznane dotąd historie z jego życia oraz pierwszych kroków w górniczym fachu

Zdjęcia z kopalń i zapomniane zakłady można oglądać na katowickim dworcu

Do końca października można oglądać w hali głównej katowickiego dworca PKP wystawę fotografii Adama Rosteckiego z Instytutu im. Wojciecha Korfantego, zatytułowaną „Między mrokiem a światłem. Autor fotografuję kopalnie, opustoszałe hale, zapomniane zakłady.