Maszyny wyciągowe starej daty pracują w szybie I ruchu Ziemowit. Obsługują jazdę ludzi i transport kamienia

fot: Kajetan Berezowski

Tomasz Rudzki za sterami niezawodnej maszyny-staruszki. Jak sam przyznaje – ma do niej sentyment

fot: Kajetan Berezowski

 

Takich maszyn wyciągowych, jak w ruchu Ziemowit kopalni Piast-Ziemowit, nie zachowało się wiele w polskim górnictwie. Te w Lędzinach liczą sobie prawie sto lat. Pracują w szybie I. Obsługują jazdę ludzi i transportu kamienia na powierzchnię. Historycy mówią o nich, że są milczącymi świadkami wydarzeń, które miały tu miejsce podczas II wojny światowej.

Efekt inżynierskiej myśli naukowej w dziedzinie górnictwa podziemnego robi ogromne wrażenie. Już sam fakt, że stan techniczny maszyn produkcji Brown, Boveri & Cie Mannheim po tylu latach nieustannej pracy pozwala na ich dalszą eksploatację, można traktować w kategoriach cudu techniki. Zasada działania opiera się na trwałych i niezawodnych rozwiązaniach. Co ciekawe, zostały zaprojektowane jako miejsce pracy dla inwalidów wojennych, posługujących się prawą lub lewą ręką.

– Jedna dźwignia wystarczy, aby sterować układem hamulcowo-napędowym. Ruchy do siebie i od siebie powodują odpowiednio odhamowanie i zahamowanie maszyny. Sterowanie napędem odbywa się na zasadzie przesunięcia dźwigni w przód i w tył – instruuje Tomasz Rudzki, maszynista wyciągowy zatrudniony w przedziale południowym szybu I.

Jak powiada, do starej maszyny trzeba mieć serce.

Wystarczy przysłowiowy młotek
– Ma już sto lat i bardzo nie lubi, gdy za sterami zasiądzie ktoś niedoświadczony. Zanim ja się z nią „dogadałem”, minęło trochę czasu. Działa bez zarzutu. Dzisiejsze urządzenia naszpikowane elektroniką lubią się psuć. Do naprawy trzeba wzywać wysoko wykwalifikowanych specjalistów. Tu wystarczy przysłowiowy młotek lub klucz i po problemie. Będzie żal, jeśli pójdzie na emeryturę – śmieje się Rudzki.

Bliźniacze maszyny wyciągowe pracują w przedziale północnym do poziomu 500 i w przedziale południowym do poziomu 600.

– W zasadzie wszystkie elementy, z których zostały wykonane, są trwałe, a mechanizmy cechuje wysoki poziom niezawodności. Chylimy czoła przed ich projektantami i konstruktorami. Nie mieli do dyspozycji programów komputerowych, wszystko musieli obliczyć, wymierzyć i narysować na papierze. Oczywiście pewne części i mechanizmy zostały wymienione w wyniku naturalnego zużycia, a inne zmodernizowane w celu dostosowania niektórych rozwiązań technicznych do zmieniających się przepisów prawa geologicznego i górniczego. Na pewno wysoka niezawodność maszyn jest efektem starań ze strony naszych mechaników i konserwatorów. To bardzo wszechstronni fachowcy – zapewnia Marek Urbańczyk, główny mechanik ds. obiektów podstawowych ruchu Ziemowit.

O maszynie wyciągowej w przedziale południowym mówi się, że jest niemym świadkiem wydarzeń z okresu II wojny światowej, które rozegrały się w okolicach lędzińskiej kopalni. We wrześniu 1939 r. miasto zajęły wojska niemieckie. Hitlerowcy utworzyli tutaj oddziały robocze jeńców radzieckich i włoskich, które były podobozem jenieckiego lagru w Łambinowicach. Z czasem wzniesiono kolejne obozy. W 1942 r. przyjęto pierwszy plan ruchu dla nowo powstającej kopalni Günthergrube, którą nazwano tak od imienia jej ówczesnego dyrektora. W tym celu Niemcy ulokowali w Lędzinach w 1944 r. filię obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Jego więźniowie byli zatrudnieni właśnie do głębienia szybu I budowanej kopalni. W okresie okupacji działały w okolicy także liczne organizacje konspiracyjne ruchu oporu. Niosły pomoc m.in. więźniom obozu.

Niemy świadek historii
– Po tamtych czasach na elementach maszyny wyciągowej pozostały ślady kul – pokazuje Marek Urbańczyk.

– Był to okres, kiedy wznoszono budynek maszyny wyciągowej. Sama maszyna wyciągowa stała odsłonięta. Musiało dojść do wymiany ognia. Czy w maszynę trafiły kule wystrzelone przez polskich, niemieckich lub radzieckich żołnierzy, tego nie wiemy. Nie wspomina o tym żadna kronika. Dlatego mówi się, że maszyna wyciągowa w przedziale południowym szybu I pozostała niemym świadkiem tamtych burzliwych wydarzeń – ciągnie dalej swą opowieść główny mechanik ds. obiektów podstawowych ruchu Ziemowit.

Inna wersja mówi o tym, że ślady po kulach są efektem ostrzału transportowanej maszyny wyciągowej taborem kolejowym. Prawdy o tamtych wydarzeniach trudno dziś dociekać. Wiadomo jedynie, że przed wkroczeniem Armii Czerwonej do Lędzin przy rozbudowie kopalni pracowało ok. 2 tys. ludzi, w większości właśnie więźniów i jeńców wojennych. Jakiś czas po przejściu frontu prace przy budowie kopalni zostały wznowione. Uruchomiono ją ostatecznie już po zakończeniu II wojny światowej, 3 grudnia 1952 r., nadając nazwę Ziemowit.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Wojskowy pkp cargo

Przewoźnik pracujący dla kopalń z zyskiem netto po 6 miesiącach 117,8 mln zł

Zysk netto Grupy PKP Cargo przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej po 6 miesiącach 2026 r. wyniósł 117,8 mln zł - podała spółka w środowym raporcie finansowym. W II kw. br. ten zysk wyniósł 163,6 mln zł.

Energetyczna przyszłość to wielomiliardowe inwestycje na terenach poprzemysłowych

W Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach zakończyła się kolejna edycja Energy Days. Było to wydarzenie poświęcone najważniejszym wyzwaniom, inwestycjom i technologiom kształtującym przyszłość sektora energii. Podczas konferencji Tauron poinformował o nowoczesnych projektach w czterech dotychczasowych lokalizacjach elektrowni konwencjonalnych. Chodzi o Jaworzno, Łagiszę, Łaziska Górne i Sierszę.

GZM: 5 października otwarcie ofert na 32 nowe pociągi

Na 5 października br. planowane jest otwarcie ofert we wspólnym przetargu Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii i samorządu woj. śląskiego na dostawę 32 pociągów - poinformował w środę przewodniczący zarządu GZM Leszek Pietraszek. Zamawiający dostali do tego zamówienia ok. 650 mln zł dotacji z UE.

Motyka: Prezydent walczy z nami kosztem polskich kierowców

Prezydent dzisiaj walczy z nami kosztem polskich kierowców - ocenił w czwartek w Poznaniu minister energii Miłosz Motyka. Polityk zaznaczył, że brak podpisu głowy państwa pod ustawą o nadzwyczajnych zyskach koncernów paliwowych oznacza wyższe ceny na stacjach benzynowych.