Korski: Pamiętajmy o naszej górniczej solidarności

Ze względu na cykl wydawniczy moje teksty powstają mniej więcej tydzień przed ich opublikowaniem i trudno jest być na bieżąco. Nie bardzo pasuje mi także rola wróżbity, ale czasem trzeba.

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Jacek Korski

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Ze względu na cykl wydawniczy moje teksty powstają mniej więcej tydzień przed ich opublikowaniem i trudno jest być na bieżąco. Nie bardzo pasuje mi także rola wróżbity, ale czasem trzeba.

Wielkanoc to czas rodzinnych spotkań i – jeżeli pogoda dopisuje – spacerów. Po wspomnienia z coraz bardziej odległych czasów zabrałem moją sędziwą teściową w sentymentalną podróż po Mikulczycach, kiedyś samodzielnym mieście, a dziś dzielnicy Zabrza. Teściowa zachwyciła się pięknie odnowionym dawnym ratuszem. Potem pojechaliśmy w okolice dawnej kopalni Mikulczyce, po której pozostało sporo budynków. Te, które ktoś kupił, są odnowione i zadbane. Inne popadają w ruinę niestety. Tak to już jest… Wiele budowli z czasem zniknęło i tylko u ludzi, którzy mają jakieś wspomnienia, pojawia się żal… A później pojechaliśmy dalej, do miejsca, gdzie stoi familok, w którym po przyjeździe z Francji zamieszkali całą, liczną rodziną. Typowy dom z toaletą na półpiętrze i chlewikami na podwórku. Wiele razy słuchałem o życiu w tym domu. Skromnie, ale chyba jakoś szczęśliwie. Taka rajza, czyli podróż pokazuje, jak bardzo zmieniło się życie.

Kiedy rozmawiamy w święta o kopalniach i górnikach, a w górniczych rodzinach ten temat ciągle wraca, to zawsze zauważamy, że nigdy na rodzinnych spotkaniach nie było kompletu czynnych górników. Zawsze ktoś był w robocie, bo kopalnia nie może, nawet w święta, zostać sama. Było to coś bardzo naturalnego. Choć w wielu zawodach trzeba czasami pracować wtedy, kiedy inni mogą wypoczywać – zawsze jest to konsekwencja wyboru zawodu. Wielu ludzi pracuje, aby większość z nas mogła spokojnie świętować. To taki urok cywilizacyjnego rozwoju i postępu technicznego…

Na jakimś portalu społecznościowym przeczytałem wywiad z prezesem PGG i dowiedziałem się, że z firmy odejdzie w tym roku ponad cztery tysiące ludzi. Dziś to zatrudnienie w około dwóch kopalniach. W zestawieniu z informacją o tym, że w lutym tego roku wydobycie węgla kamiennego było w Polsce niższe niż rok temu, nie wiem, jak będzie z zabezpieczeniem dostaw węgla. Zwłaszcza że w lutym sprzedano więcej węgla niż go wydobyto. Piszę te słowa w leniwe, ale słoneczne poniedziałkowe popołudnie, kiedy Polska potrzebuje relatywne mało energii elektrycznej. I z samej fotowoltaiki produkujemy więcej niż z elektrowni cieplnych (gaz, węgiel kamienny i brunatny), a dochodzi jeszcze wiatr. Eksportujemy w tym momencie energię. To znak czasu!

Czytam, jak żegnają się z kopalnią Bobrek górnicy przechodzący do pracy w innych kopalniach. Choć z własnego doświadczenia wiem, jak trudno jest z takimi przenosinami i dojazdami do pracy. Kiedyś, kiedy przejmowaliśmy na Bolesława Śmiałego górników z likwidowanego Dębieńska, jeden z nich powiedział, że w nowym miejscu będzie taka sama robota, ale rozbierając się w łaźni będzie miał wokół obcych ludzi. Górnicza łaźnia. Kiedy zrzucamy z siebie przepocone ciuchy, jesteśmy tacy trochę bezbronni. Obecność znajomych twarzy daje nam poczucie bezpieczeństwa, komfortu.

Niedawno słyszałem, że nie było chętnych do przejmowania bardzo dobrej załogi z Bobrka i cieszę się, że to się zmieniło. Zdaję sobie sprawę z uciążliwości dalekich przenosin, bo pracowałem kiedyś w odległym Inowrocławiu.

Wszystkim górnikom zawsze życzyłem górniczego szczęścia, a tym, którzy się przenoszą, życzę dobrego przyjęcia i szybkiej adaptacji. Wiem, jakie to ważne, sam wielokrotnie zmieniałem pracę i nie zawsze z własnego wyboru. Dobrze przyjęci na Bolku górnicy z Dębieńska bardzo szybko dowiedli swoich zalet i stali się swoi. Na innych kopalniach takich samych górników z Dębieńska nazywano pogardliwie „Rumunami”, więc dochodziło czasami do konfliktów i problemów z przystosowaniem do nowych warunków. Jestem przekonany, że wszyscy byli tak samo wartościowymi ludźmi. Nie byli też winni, że ich kopalnię-matkę postawiono w stan likwidacji. Pamiętajmy więc o naszej górniczej solidarności i pomagajmy kolegom znaleźć się w nowym miejscu!

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Jacek Korski: Jastrzębska na kroplówce

Przeczytałem, że w kopalni Silesia rusza nowa ściana, a jednocześnie dzierżawca i właściciel zalegają pracownikom z wypłatami. Nie spodziewam się, że ściana dostanie nowe wyposażenie, bo to kosztuje. Mogę tylko mieć nadzieję, że nie oszczędzano na bezpieczeństwie.

Likwidacja, czyli co dalej z naszą kopalnią

O czym pisaliśmy 30 lat temu? Przede wszystkim o likwidacji KWK Żory i wypadku w kopalni Szczygłowice. Ale w 33. numerze „Trybuny Górniczej” z 22 sierpnia 1996 r. znalazło się wiele innych interesujących tematów.

Co już zrobiono w sprawie JSW?

Na swoim facebookowym profilu minister aktywów państwowych Wojciech Balczun podsumował, co już udało się zrobić w sprawie Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Napisał m.in. o braku odwagi decydentów w zakresie wdrożenia głębokiej restrukturyzacji, która mogłaby ustabilizować finanse spółki w trudnych czasach.

Został górnikiem na jeden dzień. Wyjątkowa szychta w kopalni

Projekt „Zostań górnikiem na jeden dzień", w ramach wsparcia WOŚP, zrealizowany został w Kopalni Soli Wieliczka. Paweł z Warszawy zjechał 170 metrów pod ziemię i odbył prawdziwą górniczą szychtę.