Pasje: Górnik-numizmatyk swoją pierwszą monetę dostał za dobry uczynek, ma ją do dziś

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Maciej Krzykowski pierwszą monetę dostał w 1989 roku

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

+3 Zobacz galerię

Śmieje się z żoną i zastanawia, czy to można nazywać pasją, czy już zbieractwem. Wszystko zaczęło się w dzieciństwie. W latach 80., kiedy nie było tylu zabawek, to dzieci zbierały wszystko, co było kolorowe, inne, ale dostępne – jakieś obrazki z gum do żucia, puszki, kapsle, widokówki i nawet pudełka z zapałek.

Maciej Krzykowski już 11 lat pracuje w kopalni Halemba. Skończył technikum górnicze.

– Czasami zdarzyły się jakieś resoraki, klocki Lego, obrazki z gum. Za czasów PRL wszystkiego brakowało. Dlatego się zbierało nawet widokówki, przeważnie te świąteczne. Prowadziłem zeszyt, taki zwykły, szkolny i wklejałem do niego obrazki samochodów znalezione w gazecie. Wycinałem równo i przyklejałem – przywołuje wspomnienia.

Kilogramy „miedziaków”
Pierwszą monetę dostał za dobry uczynek i od niej w 1989 r. zaczęła się jego pasja.

– Pamiętam tę sytuację, jakby to wydarzyło się dziś. Była uroczystość odnowienia komunii św. w kościele w Świętochłowicach – wspomina 43-letni Maciej Krzykowski. – W pewnym momencie starsza pani poczuła się źle. Chwyciłem ją, aby nie upadła. Posadziłem w ławce. I ona w podzięce dała mi monetę, srebrne 5 złotych. Do dziś jest w mojej kolekcji. Będzie miała teraz 100 lat.

Jego zbieractwo zaczęło się, gdy nie było jeszcze Unii Europejskiej. Wujek zabierał go za granicę – do Francji, Włoch, Luksemburga i Holandii. Jechali na wczasy lub z odwiedzinami do rodziny.

– Jak dostałem kilka marek lub franków, to je rozmieniałem, aby mieć fenigi lub centymy. I tak przez lata uzbierało się tego „ryżu” z 20 kilogramów. Gdybym nowożeńców obsypał tymi „miedziakami”, mieliby na tydzień zbierania – śmieje się górnik.

Swoje skarby trzyma w specjalnych klaserach. Godzinami może siedzieć i przeglądać swoją kolekcję. Zbiera monety okolicznościowe i monety z PRL.

– Co miesiąc staram się powiększyć swoje zbiory. Zbieram dwu- i pięciozłotówki z 2018 r., które wyszły na 100. rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości. W zaprzyjaźnionym sklepie mnie znają i zostawiają takie monety. Jednak gdy wyszedł banknot pięciusetzłotowy, to co ja się najeździłem, żeby go zdobyć! Po bankach, po sklepach i dopiero kilka dni później się udało – wspomina pasjonat.

Wartość sentymentalna
Przywołuje historię, gdy jego małe dzieci potargały mu stary banknot.

– Dorwały stare 100 rubli i przetargały na pół. Jednej połówki do tej pory nie znalazłem. Wtedy myślałem, że się popłaczę – opowiada teraz ze śmiechem. – Banknoty nie są dużo warte, ale mam do nich stosunek sentymentalny.

Wyciąga plik stuzłotówek sprzed denominacji i żartuje, że to są jego pieniądze, które otrzymał w komunijnym prezencie.

Maciej Krzykowski dzieli się przekonaniem, że w czasach przedinternetowych tworzenie kolekcji sprawiało więcej frajdy, choć wymagało więcej zachodu i zabiegów. Pozwalało jednak na osobisty kontakt z żywym człowiekiem.

– To był czasami handel wymienny. Ja przyniosłem koledze resoraki, za które on mi dawał stary banknot – wspomina. – Mieliśmy okazję się spotkać i pogadać. Tak wszedłem w posiadanie pierwszego w mojej kolekcji banknotu jednodolarowego. Mam też dziesięciozłotówkę, którą otrzymałem za oddaną krew. Każdy banknot ma swoją historię.

Wspiera kolega
Ma swój klucz, według którego zbiera numizmaty: Europa, Ameryka, Azja. Kiedyś wystarczało mu po jednej monecie czy banknocie, ale teraz jest ich znacznie więcej. Monety czyści sam.

– Preparaty są drogie, ale gdy jakaś moneta jest szczególnie cenna, to nie szlifuję, tylko używam właśnie preparatu – tłumaczy górnik-numizmatyk. – Czasami jednak wystarczy szorstka strona gąbki do mycia garów. To są godziny roboty. Ręce czasem są nie do domycia.

W jego pasji wspiera go kolega z kopalni Halemba. Dostarcza mu ciekawsze okazy numizmatów, które wpadły w jego ręce.

Maciej Krzykowski próbuje młodszą z dwóch córek zarazić swoją pasją.

– Kupiłem jej na komunię banknoty dwudziesto- i pięćdziesięciozłotowe – mówi. – A ona od razu by chciała wszystko – klaser i przekładki, osobne dla każdej monety takie małe kieszonki. Tłumaczę jej, żeby sama się trochę zaangażowała, żeby posmakowała, ile radości jest w tworzeniu swojej własnej kolekcji.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Książka na weekend: „Cienie Turynu”. Zabójstwo architekta, czyli zaskakujący obraz lat 70. we Włoszech

Już można czytać kultową włoską powieść, która opowiada o życiu mieszkańców Turynu w latach 70. ubiegłego wieku. Żeby było smaczniej, autorzy książki Fruttero i Lucentini, dołożyli morderstwo architekta i ślamazarne śledztwo. Poza tym bohaterem powieści uczynili też Turyn.

Jacek Korski bez ogródek o unijnej polityce klimatycznej: Koszty wykończą nas gospodarczo

Tydzień temu nie spodziewałem się, że to, o czym pisałem, to tylko wierzchołek góry lodowej. Dużą polityką nie chcę się zajmować, bo dawno utraciłem wiarę, że jest w tym świecie ktoś, kogo interesuje coś ponad interes własnego ugrupowania. Zaś przykład kultury i szacunku do człowieka, jaki dają nam panie i panowie od polityki, nie czyni nas lepszymi. 

Tak uczczono rocznicę Porozumienia Katowickiego

W Dąbrowie Górniczej odbyły się dziś uroczystości upamiętniające 46. Rocznicę podpisania porozumienia w Hucie Katowice.

1473499705 porozumienie katowickie

To dzisiaj! 46. rocznica podpisania porozumienia w Hucie Katowice

11 września w Dąbrowie Górniczej odbędą się uroczystości upamiętniające 46. rocznicę podpisania porozumienia w Hucie Katowice. Było to ostatnie z Porozumień Sierpniowych zawartych na przełomie sierpnia i września 1980 roku między strajkującymi robotnikami a przedstawicielami komunistycznej władzy. Zapisy tego dokumentu otworzyły drogę do tworzenia struktur NSZZ „Solidarność" na terenie całego kraju.