Kawał chłopa!

fot: ARC

Od lewej Marcin Gandyk, Robert Piotrkowicz (wielokrotny mistrz świata) oraz Andrzej Maszewski (mistrz Europy)

fot: ARC

Wychował się na filmach o przygodach Johna Rambo, weterana wojny w Wietnamie. Dziś trenuje kulturystykę i ma za sobą szereg sukcesów sportowych. Ponadto jest nauczycielem akademickim w katowickiej AWF i... górnikiem w kopalni Pokój.

Marcin Gandyk to postać niezwykle barwna. Swoim dotychczasowym życiem udowadnia, że wystarczy odrobina dobrej woli poparta solidną pracą, a sukces jest w zasięgu ręki. 15 lat temu Marcin wybrał kulturystykę.

- Od najmłodszych lat uprawiałem sport. Najpierw było to pływanie. Wreszcie na ekranach kin pojawił się Rambo. Fascynował nastolatków. Każdy chciał mieć takie muskuły jak on i pokonywać wszelkie przeszkody. Pomyślałem sobie, że może i ja mógłbym pójść w jego ślady. I w taki sposób zaczęła się moja przygoda z kulturystyką. Postawiłem sobie za cel sukces. Lubię podnosić sobie poprzeczkę wysoko i dążyć do sukcesu. Jestem też zwolennikiem solidnego wykonywania pracy - mówi o sobie Gandyk.

Młody kulturysta z Rudy Śląskiej w szybkim tempie zaczął zdobywać medale. Dwukrotnie sięgał po tytuł mistrza Polski w 2008 i 2011 r. W 2009 r. triumfował na zawodach o Międzynarodowy Puchar Polski. Wreszcie doszedł do półfinału na kulturystycznych mistrzostwach świata w Hiszpanii, występując w biało-czerwonych barwach. Po serii sukcesów przerwał profesjonalną karierę ze względu na natłok obowiązków. Po ukończeniu studiów pedagogicznych w specjalności "wychowanie fizyczne, kulturystyka, sport wyczynowy" wybrał pracę górnika pod ziemią. Nigdy jednak nie rzucił treningów.

- To byłby z mojej strony ogromny błąd. Zdaję sobie z tego sprawę, więc systematycznie trenuję. Nie jest łatwo. Kulturystą jest się 24 godziny na dobę. Ta dyscyplina stanowi swoistą filozofię życia, na którą składają się odpowiednie żywienie, odnowa biologiczna i trening. Zawodowcy mają sponsorów, dzięki którym mogą wyjeżdżać na turnieje, kupować drogie odżywki. Ja również mam sponsora - przyznaje Marcin Gandyk.

Obecnie reprezentuje on barwy Olimpu Zabrze. Dzień zaczyna już o trzeciej rano. Wówczas pedałuje na rowerze stacjonarnym, średnio przez 45 minut. Następnie spożywa pierwszy z ośmiu posiłków i przygotowuje się do pracy. Na zmianie musi skonsumować kolejne cztery posiłki. Po szychcie ponownie idzie na trening.

- Dieta? Nie, w żadnym wypadku nie bezmięsna. Mięso pochłaniam z przyjemnością, kilogram dziennie, nawet tłuste golonki. Udziec z indyka - owszem. Bardzo lubię nieprzetworzony ryż. Poza tym miesięcznie potrafię zjeść 300 jajek. A więc dieta bogata w węglowodany złożone. Z kolei sam trening dostosowany jest do mojego układu nerwowego. Każdą grupę mięśni trenuję osobno. Nie mam dużej tkanki tłuszczowej, stanowi ona jedynie 3 proc. - prezentuje z dumą powłoki brzuszne.

Gdy przychodzi dzień zawodów, smaruje ciało brązerem, specjalną maścią nadającą skórze złocisty połysk, i pręży muskuły przed gremium sędziowskim. Sporo czasu poświęca też pracy naukowej nad alternatywnymi terapiami hormonalnymi w sporcie wyczynowym i bada napięcie mięśni u sportowców zawodowych. Zdobyta wiedza pozwala mu już na prowadzenie zajęć w Akademii Wychowania Fizycznego w Katowicach.

- Niebawem wrócę do sportu wyczynowego i serdecznie zachęcam młodych ludzi do próbowania sił w kulturystyce. Ale pamiętajcie nie wcześniej niż po ukończeniu 16. roku życia, gdy uformuje się wasz układ kostny. Wcześniej uprawiajcie inne sporty, dużo pływajcie. Bądźcie przy tym wytrwali. Zobaczycie, że sukcesy przyjdą same - zachęca Marcin.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

TOP 6 nieoczywistych propozycji na Industriadę 2026. Poleca dr Adam Hajduga

Przed nami kolejna Industriada, czyli święto Szlaku Zabytków Techniki Województwa Śląskiego. Odbędzie się w dniach 13 i 14 czerwca 2026 roku, a tegorocznym motywem przewodnim są „Twarze przemysłu”. Industriada zagości w 50 obiektach i nie sposób odwiedzić je wszystkie. Wspólnie z dr. Adamem Hajdugą - współtwórcą festiwalu, wiceprezydentem Europejskiego Szlaku Dziedzictwa Przemysłowego i dyrektorem instytucji kultury „Szyb Staszic” w Tarnowskich Górach – przygotowaliśmy TOP 6 nieoczywistych propozycji na Industriadę 2026.

Zwycięstwo w finale Rolanda Garrosa nie dla Mai, ale ona i tak wygrała!

Nie udało się Mai Chwalińskiej, tenisistce z Dąbrowy Górniczej, zawodniczce klubu BKT Advantage Bielsko-Biała, wygrać prestiżowego turnieju Rolanda Garossa w Paryżu. W finale, trwającym niespełna dwie godziny, pokonała ją Rosjanka Mirra Andriejewa. Maja rozegrała w Paryżu 10 spotkań, wygrała dziewięć. To niesamowity sukces dla kwalifikantki.

I mamy Maję w finale turnieju Roland Garros!

Maja Chwalińska, tenisistka z Dąbrowy Górniczej, zawodniczka klubu BKT Advantage Bielsko-Biała, wystąpi w finale jednego z najważniejszych turniejów tenisowych. W półfinale Roland Garros pokonała rosyjską zawodniczkę Dianę Sznajder. A w finale czeka na nią również Rosjanka - Mirra Andriejewa. Maja powiedziała, że w sobotę, podczas finału, też da z siebie wszystko.

Kopalnie na zdjęciach na... lotnisku w Pyrzowicach. Polecamy świetną wystawę!

Do końca sierpnia na lotnisku KTW Pyrzowice można oglądać wystawę fotografii „Między mrokiem a światłem” autorstwa Adama Rosteckiego z Mobilnego Centrum Digitalizacji Instytutu Korfantego w Katowicach. Autor fotografuje kopalnie, opustoszałe hale, zapomniane zakłady, jego zdjęcia robią wrażenie.