Po szychcie

Lista artykułów

Hanysy i gorole, łączcie się w uśmiechu!

Słowo „tradycja" w ostatnich dniach było u nas odmieniane przez wszystkie przypadki, a nawet otrzymywało formy całkiem nowe, nieznane dotąd polskiej gramatyce. Bo czego jak czego, ale „tradycji" podczas „tradycyjnych świąt" zabraknąć nie mogło.„Tradycji polskiej i katolickiej", bo tylko taka jest tradycją prawdziwą, a wszystko inne to ściema

Beskidy: na śnieg trzeba jeszcze poczekać

Choć zima dotychczas nie pokazała śnieżnego oblicza Beskidy nie świecą pustkami. Turystów jest bardzo dużo. Widać z tego, że przejeżdżają wypocząć w górach, a nie tylko na narty – stwierdziła Sabina Bugaj, szefowa informacji turystycznej w Szczyrku.

Tradycja: bożonarodzeniowa szopka pod obudową ŁP5

Zwyczaj stawiania szopki w cechowni kopalni Piekary (Węglokoks Kraj) ma kilkudziesięcioletnią tradycję. W tym roku - jak zapewniają przedstawiciele załogi - jest ona szczególna, bo największa w polskim górnictwie węgla kamiennego. Przynajmniej o większej nikt na razie nie słyszał. Przy jej budowie pracowali górnicy z Działów Górniczego i Elektrycznego, a także uczniowie Zespołu Szkół Mechaniczno-Elektronicznych w Bytomiu, odbywający w piekarskiej kopali praktyki zawodowe.

1447397717 ecik

Hanysy i gorole, łączcie się w uśmiechu!

Gdy byłem chłopcem chciałem być żołnierzem... Miałem szablę i z gazety hełm i kilka ołowianych żołnierzyków - to fragment starego przeboju zespołu No To Co. I przebój i zespół dawno zapomniani, choć 45 lat temu znał to każdy, od dzidziusia po dziadziusia. Piosenka była rodzajem pacyfistycznego protestsongu, zgodnego z duchem epoki

Kto zostawia prezenty pod choinką?

Święta tuż tuż, a to oznacza, że lada dzień pod ozdobionymi choinkami znajdziemy prezenty. W tradycji Górnego Śląska przyjęło się, że przynosi je Dzieciątko.

Hanysy i gorole, łączcie się w uśmiechu

LANIE ZA OPALANIEGórnicy mogą być wkrótce w poważnym niebezpieczeństwie! Nie, nie z powodu ekonomii, globalnego ocieplenia oraz indolencji tego i owego rządzącego, lecz z powodu orientalnych imigrantów. Nie, nie dlatego, że tu przyjdą i zrobią górnikom jakąś krzywdę (na przykład: wygryzą z roboty), lecz dlatego, że w naszym dotąd i tak wystarczająco

Maraton z aparatem tlenowym na plecach

Plugawa pogoda. Chociaż mogłaby być gorsza. Mnóstwo ludzi na wielkiej, leśnej polanie. W mundurach zlewają się z podłożem usłanym jesiennymi liśćmi. Tu i ówdzie ktoś nie przywdział panterki. Ten gość dziwny jakiś, rzuca się w oczy na tle wojskowego kamuflażu. Na żołnierza nie wygląda. Co on ma na plecach? Odkurzacz? Nie. Ten facet ma na grzbiecie aparat tlenowy

Hanysy i gorole, łączcie się w uśmiechu!

Ciągle mi ktoś coś obiecuje. Przez całe życie. Ze spełnianiem obietnic bywa różnie. Kiedy byłem bardzo mały, miałem problemy z wymawianiem głoski „r" – co dość częste u małych dzieci. Jakoś to niepokoiło rodziców i niecierpliwiło okropnie. Może się bali, że nigdy tego „r" nie wypowiem. Fakt, bez „r" trudno