Hanysy i gorole, łączcie się w uśmiechu

fot: Maciej Dorosiński

Piszcie: ecik.gornicza@gmail.com

fot: Maciej Dorosiński

BOGACI BIEDACY I CI ZAWSZE BIEDNI BOGACZE
Aż trudno uwierzyć, jak wielu jest w naszym kraju milionerów! Tak, tak! Najwięksi na wsi, ale w miastach też dużo. Szczególnie w tych dużych miastach. W miastach są to głównie ludzie starsi, przeważnie już emeryci. To bogactwo zawdzięczamy przede wszystkim PRL-owi, czyli tzw. komunie. Jest to tym dziwniejsze, że określenie "komuna" i "komuch" weszły we współczesnej polszczyźnie do zasobu inwektyw bardziej obelżywych, niż te tradycyjne, wywiedzione z elementów ludzkiej anatomii. Oczywiście, mają też swoje elegantsze wersje. Wszak nie trzeba od razu o kimś mówić "komuch", można "komunista. To tak, jak zamiast powiedzieć o kimś: "ch...", powiedzielibyśmy: "członek" lub "penis".

Wracając do polskich milionerów, jako się rzekło, stanowią oni prawdopodobnie znakomitą większość naszego społeczeństwa. I już widzę, jak Szanowne Czytelniczki i nie mniej Szanowni Czytelnicy, rzucają w kąt gazetą i mocnym słowem pod adresem oddanego Wam autora. Ale proszę wytrzymać, zaraz wszystko się wyjaśni. Otóż nie chodzi o tzw. majątek płynny, czy ruchomy, lecz o majątek trwały. Chodzi o mieszkania i grunty. Każdy posiadacz dużego gospodarstwa rolnego jest dziś milionerem, bo taka jest wartość ziemi. Jeśli ma małe pole, ale w pobliżu dużego miasta, to też, bo taka jest wartość ziemi budowlanej. Z kolei w mieście - szczególnie dużym — każdy właściciel mieszkania także jest człowiekiem majętnym. Wszystko to nie zmienia faktu, że ci milionerzy, bogacze, mogą być ludźmi niezwykle skromnie żyjącymi, czy wręcz biednymi.

A dlaczego niby źródłem tego bogactwa jest PRL? Ano dlatego, że gospodarstwa rolne częstokroć powstały w wyniku reformy rolnej. Transformacja po roku 1989 też się trochę przyczyniła, bo ten i ów co nieco zyskał na parcelacji PGR-ów, no i uporządkowano stosunki własnościowe. Z kolei mieszkania w PRL-u dostawało się z przydziału, a opłata za nie była dość symboliczna. Kiedy po transformacji najczęściej wykupywali te swoje spółdzielcze M-3, były to lokale pogardzane, podobnie jak instytucje do których należały, czyli spółdzielnie mieszkaniowe. Pozbywano się ich na rzecz lokatorów równie chętnie, jak likwidowano spółdzielnie. Ponieważ jednak ideologiczne zacietrzewienie ma się nijak do gospodarczego pragmatyzmu, okazało się po latach, że są one sporą wartością i niejeden z ówcześnie pogardzających, dziś chętnie by taką "komunistyczną klitkę" posiadł.

Ale trzeba było szerokiego doświadczenia z tzw. deweloperką, by do tego dojść. Szczególna koncentracja tych naszych milionerów - poza wsią - występuje w centrach miast i w tzw. blokowiskach; czyli wszędzie tam, gdzie w czasach PRL-u ludzi kwaterowano. Niejeden przemyśliwa teraz, jakby się ich pozbyć z takiej np. warszawskiej "ściany wschodniej" czy różnych "plomb" mieszkaniowych w centrach innych miast, bo to kąsek niezwykle łakomy. Zapewne i z tego powodu co jakiś czas pojawia się pomysł podatku katastralnego, który tych ludzi z dnia na dzień wypchnąłby na ulicę, lub do jakichś "komunalnych slumsów". Dołączyli też nowi, którzy z jakichś powodów z dużą łatwością uwłaszczyli się na różnych kamienicach i pałacach. Jedni je wyremontowali i dziś czerpią profity, inni puścili w jeszcze większą ruinę, ale to osobny temat.

No więc ludzi majętnych ci u nas dostatek wielki. Bogatych, tyle że biednych. Bo milionerzy z potężnymi kontami, a nie mieszkaniami w bloku, to już całkiem inna sprawa... W kontekście tego wszystkiego tytuł powieści węgierskiego pisarza Móra Jokaia z przełomu wieków XVIII i XIX "Biedni bogacze" nabiera zgoła innego, bo bezpośredniego i nieco groteskowego znaczenia.
Jurek Ciurlok "Ecik"

HANYSY I GOROLE, ŁĄCZCIE SIĘ W UŚMIECHU
Z TASZY LISTONOSZA
Jak Kuba Bogu...
Pewien ksiądz postanowił wybrać się na górską wycieczkę. Niezbyt był do tego przygotowany pod względem wiedzy o górach, a w dodatku nie zabrał mapy, pokładając ufność w boskich wyrokach. Oczywiście się zgubił. Pod wieczór, zmęczony, trafił na halę, gdzie baca wypasał owce.
- Szczęść Boże, góralu.
- A Scęść Boze księdzu, Scęść Boze...
- Czy do miasta stąd jeszcze daleko?
- A ni. Bliziutko. Z pół godzinki będzie... Pomaluśku...
- Tylko, wiecie, ja się jakoś pogubiłem. Nie zaprowadzilibyście mnie?
- Cemuz ni? Zaprowadzem. A za ile?
- Pieniędzy??? Góralu, Bóg wam odpłaci!
- Aha... A to wicie co? To wy tez idźcie dalij z Bogiem...

Zbieżność upodobań
Do baru w górskiej miejscowości wszedł młody juhas i zauważył śliczną dziewczynę. Z charakterystyczną pewnością siebie podszedł i raczej stwierdził, że się dosiądzie, niż zapytał, czy może. Lecz dziewczyna natychmiast uprzedziła:
- Nie wysilaj się, bo ja jestem lebsbijką...
- A cóz tyz to znacy? - zapytał młodzieniec, który pierwszy raz w życiu usłyszał to określenie.
- No wiesz, ja stale myślę o kobietach i o tym, żeby się z nimi kochać. Jak się budzę, to o tym myślę, jak jem śniadanie, przy pracy i podczas obiadu. Gdzie bym nie była i czego bym nie robiła, a szczególnie jak zasypiam, to cały czas myślę o kochaniu się z kobietą.
- Krucafuks! Do dzisiok zech myśloł, ze jo zech jes kurwiś. A tu sie łokozało, ze jo zech jes lebsbijkóm!

Sztuka wymaga ofiar
Pewna modelka od dłuższego czasu nie miała pracy. Pytała tu i tam, aż wreszcie trafiła do pewnego artysty malarza z pytaniem, czy nie potrzebuje modelki za niewielką opłatą. Malarz zgodził się natychmiast, więc następnego dnia modelka zjawiła się przed południem na sesję.
- Proszę się rozebrać i stanąć na podwyższeniu - polecił malarz, po czym zajął się przygotowywaniem farb. A gdy modelka spełniła polecenie, błyskawicznie złapał leżący przy sztaludze rewolwer i strzelił jej prosto w serce. Modelka słabnącym głosem zdołała jeszcze zapytać:
- Dlaczego?...
- Bo ja, droga pani, jestem wierny swej sztuce, a maluję wyłącznie martwe natury.

Najważniejszy jest wynik
Przed czerwonym światłem na skrzyżowaniu zatrzymały się dwa sportowe kabriolety. Prowadzą młode kobiety. Obie to żony znanych piłkarzy z ekstraklasy. Znały się dobrze.
- O! - wykrzyknęła jedna. - Nowe auto!
- Tak! Mąż mi kupił za premię po ostatnim wygranym meczu!
- No popatrz! A mój kupił mi tego "porszaka" za ostatni przegrany mecz!

Z NAUKOWEGO PÓNKTU WIDZENIA
Niejednokrotnie w odniesieniu do pewnych osób używamy określenia: "nieczuli". Albo: "pozbawieni uczuć", "wyzbyci z uczuć". Myślenie w ten sposób o innych ludziach jest z gruntu fałszywe. Mylimy się bardzo i ulegamy pozorom. Nie ma ludzi całkowicie nieczułych. Być może te swoje uczucia ukrywają głęboko, ale jednak czują. Na przykład głód...

HIGH SOCIETY
czyli rubryczka celebrycka
Pewien aktor, gwiazda "komedii mydlanych", przechwalał się przed znanym reżyserem:
- Właściwie nikomu niczego nie zawdzięczam. Sam siebie stworzyłem i jestem dzieckiem swojego sukcesu.
- Oj, to proszę serdecznie pogratulować swoim rodzicom - odparł reżyser. - Właśnie uwolnił ich pan od ciężkiej odpowiedzialności.

Z MĄDROŚCI ŻYDOWSKICH
Lajbusz przyszedł do rabina z prośbą, by ten wytłumaczył mu istotę cudu. Rabin chętnie się zgodził i powiada:
- Słuchaj Lajbusz. Ty sobie wyobraź człowieka, który wszedł na wysoką wieżę i spadł z niej prosto na kamienie, i wiesz co? On nic sobie nie złamał! To co to będzie???
- Ja myślę rebe, że to przypadek.
- Lajbusz, nie zrozumiałeś. Posłuchaj jeszcze. Ten człowiek wstał, wszedł drugi raz na tę wieżę i znowu spadł. I znowu nic sobie nie zrobił! I co to jest Lajbusz?
- No to szczęście, rebe, wielkie szczęście...
- Ajajaj! Lajbusz, jak ty nic nie rozumiesz! To posłuchaj jeszcze raz i zastanów się. Ten sam człowiek trzeci raz wszedł na tę naprawdę bardzo wysoką wieżę i znowu spadł i znowu nic mu się nie stało. On sobie nic nie złamał i się nie zranił. No to, Lajbusz, powiedz: co to jest???
- Ja myślę rebe, że to już musi być przyzwyczajenie...

Z MĄDROŚCI CHIŃSKICH
Pewnego mistrza pytano, co można powiedzieć o ludziach biednych, którzy jednak nie są pochlebcami i o bogaczach, którzy nie są pyszałkami?
- Jedni i drudzy są ludźmi godnymi szacunku - odparł mistrz - ale na większą pochwałę zasługują ludzie bogaci, którzy są dla innych uprzejmi i biedacy, którzy mimo nędzy są weseli.

MYŚLI WIELKICH, MĄDRYCH, NIE ZAWSZE ZNANYCH
W dwóch znaczeniach można o kimś powiedzieć, że jest śmieszny. Dlatego ktoś śmieszny nie zawsze rozbawia...

Pyrsk!!!

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Moc Dętych 2026 - dali czadu i w Sztolni Luiza zrobiło się jeszcze goręcej

36 stopni w cieniu? Dla górniczych orkiestr dętych to żadna przeszkoda! Miniony weekend w Strefie Carnall Sztolni Królowa Luiza był jeszcze gorętszy niż pogoda za oknem. Śląsk udowodnił, że ma potężną, muzyczną Moc Dętych 2026 - Współczesne brzmienie Orkiestr Górniczych.

Trwają przygotowania do premiery spektaklu „Huta”

Trwają przygotowania do premiery spektaklu „Huta” (tytuł roboczy). Teatr Zagłębia i Pałac Kultury Zagłębia rozpoczynają wspólną pracę nad koprodukcją z okazji 110-lecia Dąbrowy Górniczej.

Kolejna atrakcja na rewitalizowanych terenach po kopalni Saturn

Do odwiedzenia Galerii Sztuki Współczesnej Elektrownia w Czeladzi zachęca szczególna rzeźba. To ćwicząca na linie gimnastyczka z szarfą, której autorem jest Jerzy Kędziora, twórca rzeźb wiszących.

Kopalnia Wegla Kamiennego Andaluzja 1579260 Fotopolska Eu

Andaluzja ze Śląska – historia kopalni, o której pamiętają w Piekarach Śląskich

Nazwa Andaluzja na świecie kojarzy się oczywiście z regionem w Hiszpanii, słynącym z gorącego klimatu, piaszczystych plaż oraz fascynującego dziedzictwa kulturowego łączącego wpływy europejskie i arabskie. Z kolei dla mieszkańców Piekar Śląskich (i okolicznych miejscowości) Andaluzja to kopalnia, w której przez ponad 100 lat fedrowano węgiel. „Anda” – jak nazywali ją miejscowi – była jednym z filarów lokalnego przemysłu, a jej historia zakończyła się w 2014 r., kiedy wyburzoną wieżę wyciągową ostatniego i zarazem najstarszego szybu