Jubileusz: Fundacja Rodzin Górniczych pomaga od 25 lat

fot: Maciej Dorosiński

Jerzy Markowski, honorowy przewodniczący rady Fundacji Rodzin Górniczych

fot: Maciej Dorosiński

Fundacja Rodzin Górniczych w tym roku obchodzi jubileusz powstania. O tym w jakich okolicznościach pojawił się pomysł powołania do życia takiej organizacji opowiada jej pomysłowdawca b. wiceminister gospodarki Jerzy Markowski.

- Sam pomysł stworzenia FRG narodził się w trakcie akcji ratowniczej, jaka toczyła się w roku 1996 w kopalni Halemba. Byłem tam prawie stale, podziwiałem niezwykłą kompetencję prowadzących akcję: dyrektora kopalni Jana Strojnego i kierującego nią pod ziemią głównego inżyniera Wojciecha Zasadniego. Podczas powrotu z łaźni, po wyjeździe z dołu, rozmawiałem z ówczesnym szefem Rady Technicznej w Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego – jednym z najwybitniejszych górników, jakich w życiu spotkałem – dyrektorem Włodzimierzem Etrykiem. Wtedy podszedł do mnie 11-12-letni chłopak i śląską gwarą zapytał: „Panie, to wy żeście sam som najważniejszy?”. Wtedy zobaczyłem siebie, jak stałem z matką pod bramą kopalni Makoszowy jako kilkuletni chłopak. Czekaliśmy na wiadomość, czy ojciec – ratownik wyjedzie z dołu. Odpowiedziałem chłopcu: „No tak, na to wychodzi. A czemu pytasz?”. Na co chłopiec odpowiedział: „Bo na dole jest mój tata i chca łod wos wiedzieć, czy wyjedzie. Mama durch beczy, a jo musza wiedzieć, bo jak nie wyjedzie, to jo byda najstarszy chop w rodzinie!”. Odruchowo odpowiedziałem mu: „Nie bój się, wyjedzie”. Wtedy nie wiedziałem, że skłamałem. Staliśmy z dyrektorem Etrykiem jak zamurowani. W oczach łzy, w głowie same przekleństwa i pytanie, jak pomóc tym dzieciom i wdowom, aby nie zostały same? - mówi Jerzy Markowski.

Akt notarialny powołujący do życia FRG został podpisany 29 sierpnia 1997 r. w Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego w Bytomiu.

- Nie było żadnego wzorca. To byłą pierwsze takiego typu rozwiązanie i ono powstało powiem szczerze z poczucia winy nas jako kadry górniczej, że mimo tego, że wydaje się nam, że wiemy wszystko i potrafimy wszystko, to ludzie jednak giną – mówi Markowski, który jest honorowym przewodniczącym rady Fundacji.

- Jestem bardzo szczęśliwy z tego, że taka Fundacja istnieje. Cieszy mnie to, że ona w żaden sposób nie dzieli ludzi. Przykładem mogą być spotkania barbórkowe-świąteczne organizowane co roku. Uczestniczył w nich prezydent Kwaśniewski, potem podopiecznych odwiedziła jego małżonka. Z wizytą pojawili się także prezydent Lech Kaczyński z małżonka Marią. Za każdym razem są to godni goście – przyznaje.

- Bohaterami tych spotkań są matki oraz dzieci, które po śmierci ojca potrafiły odnaleźć się w życiu. Pamiętam chłopaka, który kiedyś przyszedł do mnie po radę, czego ma się uczyć. Powiedziałem mu żeby zawsze uczył się języków i że co roku będę sprawdzać jak mu idzie i będziemy rozmawiać w tym języku, którego się uczy. Po trzech latach byłem zmuszony jednak zrezygnować z tej rywalizacji, taki zdolny był ten chłopak – opowiada b. wiceminister, który żartuje, że ma dwoje nieślubnych dzieci. Jednym z nich jest kopalnia Budryk,a drugim właśnie FRG.

 

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

PKP Cargo w pierwszym kwartale zmniejszyło stratę netto do 45,8 mln zł

Grupa Kapitałowa PKP Cargo zakończyła pierwszy kwartał 2026 roku ze stratą netto na poziomie 45,8 mln zł, wobec 48,6 mln zł straty rok wcześniej - poinformowała spółka w piątkowym raporcie giełdowym.

Książka na weekend: „Odległe życie”. Australijska saga rodzinna – od hodowli owiec po roboty górnicze

Lata 50. i 60. ubiegłego wieku w Australii to czas poszukiwań pod ziemią surowców, dzięki którym mógł wzbogacić się kraj. Ale to jednocześnie konflikt z farmerami, hodowcami bydła i owiec, brutalne wejście w ich świat ukształtowany od pokoleń. Książka „Odległe życie” to świetna saga rodzinna pokazująca, jak walczyć o przetrwanie i podnieść się po tragicznych doświadczeniach.

Korski: Historia gumowego buta i sen o polskim węglu

Ponad pół wieku temu, u progu mojej zawodowej kariery zdarzył mi się mały dramat – pękła podeszwa mojego gumowego buta. Czytelnik roześmieje się, ale wtedy pobranie nowych butów było poważnym problemem.

Zaleze

Spacer po dzielnicy Załęże. Działała tu kopalnia Kleofas i huta Baildon

Gdyby nie huta Baildon i kopalnia Kleofas, katowickie Załęże w żaden sposób nie mogłoby się pochwalić przemysłowym charakterem. Polecamy spacer po tej dzielnicy. Tutaj naprawdę jest co zobaczyć.