Jolanta Grabowska-Markowska: Celem, jądrem naszej działalności jest poprawa jakości życia chorego

fot: ARC

- Niedofinansowanie takich miejsc jak nasze – choć mocno to zabrzmi, to pośrednio dążenie do eutanazji, do tego, by pacjent bez właściwej opieki i leczenia szybciej zmarł - uważa Jolanta Grabowska-Markowska

fot: ARC

- Są dwa symbole tego miejsca: droga i dom. Droga, jako symbol, sama w sobie jest bardzo trudna, bo to ostatnia droga w życiu chorych, którym towarzyszymy i to oni podpowiadają nam, jak chcą ją przejść. Drugi symbol to dom. Dom Dobrego Ojca, do którego zmierzają, ale jednocześnie są w domu, który ma być przedsionkiem nieba – wyjaśnia w rozmowie z portalem netTG.pl doktor Jolanta Grabowska-Markowska, założycielka i prezes Społecznego Stowarzyszenia Hospicjum Cordis, które działa już od 31 lat.

- Wydawnictwo Górnicze przygotowuje kalendarz charytatywny na 2022 r. dedykowany katowickiemu Hospicjum Cordis. Dlaczego warto pomagać akurat waszej placówce?
Od 31 lat niesiemy pomoc ludziom umierającym. Celem, jądrem naszej działalności jest poprawa jakości życia chorego. Z jednej strony jesteśmy przewidywalni – jeśli ktoś potrzebuje pomocy, to ją u nas otrzyma. Takie ciągłe bycie na granicy życia i śmierci, trwanie w tym od 31 lat i utrzymywanie wysokiego poziomu to osiągnięcie, którym niewiele hospicjów w Polsce może się poszczycić. W naszym domu chory może być razem z rodziną, mogą tu przyjść nawet najmniejsze dzieci. Może jeść to, co lubi. Jeśli ma taką potrzebę – może nawet zapalić fajkę. Może lepić przedmioty z gliny, wziąć udział w koncercie, przedstawieniu, zajęciach muzykoterapii. Może też wyjść czy wyjechać wózkiem lub nawet łóżkiem do pięknego ogrodu. Obcować z naturą i ze zwierzętami, bo mamy króliki, kozy, daniele. Tutaj życie chorego toczy się nie tylko w pomieszczeniu zamkniętym, zarówno na oddziale dla dorosłych, jak i dla dzieci. 

- Ale przede wszystkim: macie fantastycznych pracowników. Bardzo zaangażowanych, empatycznych i profesjonalnych.
Gdyby obudziła mnie pani w środku nocy i zapytała, co było najtrudniejsze w tworzeniu hospicjum, to odpowiedziałabym, że na pewno nie była to opieka nad chorymi, osobami żegnającymi się z życiem, bo to dla mnie rodzaj pasji, realizowania się. Najtrudniejszym wyzwaniem było stworzenie dobrego zespołu terapeutycznego. 

- Odwiedzałam w hospicjum umierającego sąsiada, byłego górnika. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, co Państwo robicie dla chorych.
- Są dwa symbole tego miejsca: droga i dom. Droga, jako symbol, sama w sobie jest bardzo trudna, bo to ostatnia droga w życiu chorych, którym towarzyszymy i to oni podpowiadają nam, jak chcą ją przejść. Drugi symbol to dom. Dom Dobrego Ojca, do którego zmierzają, ale jednocześnie są w domu, który ma być przedsionkiem nieba. Każdego dnia, od rana do wieczora, spotyka nas tutaj coś, co wymaga ciągłego uświadamiania sobie znaczenia słowa „niebo”. Poeta i filozof Jerzy Liebert w wierszu pt. „Jeźdźcy” napisał: „Uczyniwszy na wieki wybór, w każdej chwili wybierać muszę”. Dokładnie tak dzieje się tutaj, w tym domu. 

- Jak poradziliście sobie w czasie szczytu pandemii? To był chyba dodatkowy egzamin dla wszystkich?
- W czasie pandemii tyle osób wykazało się prawdziwym bohaterstwem, że nie chciałabym tutaj epatować czymś wyjątkowym. Mam naturę bardzo praktyczną, pragmatyczną. Na odprawie zespołu powiedziałam: „Ludzie, musimy się zamknąć, bo jeśli zaczniemy stąd wychodzić, to wcześniej czy później ktoś wniesie wirusa”. Zgłosiło się tylu ludzi gotowych do zamieszkania przez miesiąc w hospicjum, ilu było potrzebnych do sprawowania opieki. Ci ludzie tu naprawdę mieszkali, po prostu nie wychodzili.

Szukaliśmy też rozwiązań, aby wchodzący z zewnątrz mogli się odkazić. Nie mieliśmy na to środków. Za to mieliśmy zebrane pieniądze na wyjazd pracowników na pielgrzymkę z okazji 30-lecia działalności do Lisieux we Francji, gdzie żyła i działała nasza patronka św. Teresa od Dzieciątka Jezus. Za to kupiłam saunę, w której była podczerwień i trochę ultrafioletu, ale przede wszystkim ozon. Każdy, kto wchodził do hospicjum, musiał tam siedzieć w temperaturze 50 stopni. Wydzieliliśmy też część kwarantannową, by móc przyjmować nowych pacjentów. Nie obyło się bez zachorowań. Leczyliśmy tych pacjentów od początku do końca. Część z nich wyszła z COVID-19 i do tej pory u nas przebywa. Trwaliśmy w tych kombinezonach, okularach. Prowadziłam ten oddział z grupą pielęgniarek. To nie było łatwe, bo jak być blisko człowieka mając na sobie te wszystkie warstwy ochronne? 

- Czego teraz potrzebujecie najbardziej, jak można wam pomóc?
- Opieka hospicyjna jest bezpłatna dla pacjentów i ich rodzin. Byśmy mogli trwać, potrzebujemy zewnętrznej pomocy. Kontrakt z NFZ nie wystarcza, żeby zapłacić rachunki za prąd, gaz, wodę, leki. Nie możemy się też doprosić pieniędzy za tzw. nadwykonania. Ratujemy się środkami z „1 procenta”, ale one też szybko się kończą. Pochłaniają je bieżące potrzeby. Jeśli ktoś chce nam pomóc, to może to zrobić w prosty sposób, np. płacąc jeden z rachunków za leki. Bo chorego trzeba dobrze leczyć. Tak, żeby go nie bolało, żeby miał dobrą jakość życia. Tego nie da się zrobić za grosze. W opiece paliatywnej w zasadzie nie przetacza się krwi, ale my w przypadkach anemizacji, kiedy pacjent jest w dobrym stanie – tak robimy i będziemy robić dla jego dobra. To jednak nie podlega refundacji z NFZ.

Więc jeśli ktoś chce nas wspomóc, to może też zapłacić taki rachunek w stacji krwiodawstwa. Tam krew jest teoretycznie bezpłatna, ale jej obróbka już kosztowna. W stacji zawsze mamy spore długi. Leczymy pacjentów objawowo, ale to nie jest tylko trzymanie za rękę, choć to trzymanie też jest bardzo potrzebne. 

- Z brakiem środków na funkcjonowanie zmagacie się od początku istnienia.
- Niedofinansowanie takich miejsc jak nasze – choć mocno to zabrzmi, to pośrednio dążenie do eutanazji, do tego, by pacjent bez właściwej opieki i leczenia szybciej zmarł. Skoro obecnie tak ważna jest polityka prorodzinna, to dlaczego odmawia się pieniędzy, przecież my te rodziny odciążamy. Czy pani wie, że matka, która chce siedzieć przy łóżku umierającego dziecka, musi wziąć urlop lub zwolnić się z pracy? Czy ktoś kiedyś się zastanawiał, dlaczego tak się dzieje?

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Samorządy pięciu województw i największych miast wspólnie domagają się gwarancji unijnego wsparcia po 2027 r.

Przedstawiciele regionów przejściowych i warszawskiego stołecznego – województw mazowieckiego, dolnośląskiego, pomorskiego, śląskiego i wielkopolskiego oraz Warszawy, Gdańska, Katowic, Poznania i Wrocławia – przyjęli wspólne stanowisko w sprawie przyszłych zasad finansowania polityki spójności UE. Samorządy chcą, by w perspektywie 2028–2034 nie zabrakło adekwatnych środków dla regionów, które statystycznie „awansują”, ale wciąż mają duże potrzeby inwestycyjne.

Program 800 plus do zmiany? Domański: Nie ma żadnych planów

Nie ma żadnych planów zmian w programie 800 plus - poinformował w poniedziałek minister finansów i gospodarki Andrzej Domański.

Skarbówka licytuje dużą nieruchomość. Teren pod usługi, produkcję lub mieszkania

Urząd Skarbowy w Sosnowcu licytuje 2-hektarową nieruchomość położoną blisko centrum miasta. Teren przeznaczony jest pod budownictwo usługowe i przemysłowe, ale można postawić tu również bloki mieszkalne. Wartość przedmiotu sprzedaży to niemal 9 mln zł.

To już prawie koniec remontu stacji kolejowej w Mysłowicach. Mocno się zmieniła

Polskie Linie Kolejowe kończą remont stacji kolejowej Mysłowice. Ma on zwiększyć komfort i bezpieczeństwo pasażerów podróżujących z Mysłowic do Katowic, Krakowa i Oświęcimia.