Jacek Korski: Pamiątka z przeszłości, czyli historia niezwykła pewnego kombajnu

W poniedziałek 15 czerwca miałem okazję obserwować pod ziemią w Kopalni Guido w Zabrzu otwarcie i penetrację na zasadach akcji ratowniczej wyrobiska, w którym przypuszczano, że znajduje się prototypowy kombajn ścianowy KDS-1. Na zasadach akcji ratowniczej, bo tak stanowią przepisy górnicze. Takie działanie miało kilka pozytywów - pisze Jacek Korski.

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

Jacek Korski

fot: Katarzyna Zaremba-Majcher

W poniedziałek 15 czerwca miałem okazję obserwować pod ziemią w Kopalni Guido w Zabrzu otwarcie i penetrację na zasadach akcji ratowniczej wyrobiska, w którym przypuszczano, że znajduje się prototypowy kombajn ścianowy KDS-1. Na zasadach akcji ratowniczej, bo tak stanowią przepisy górnicze. Takie działanie miało kilka pozytywów - pisze Jacek Korski.

Po pierwsze, służby Muzeum Górnictwa Węglowego i Kopalni Guido mogły praktycznie poćwiczyć prowadzenie akcji ratowniczej. Po drugie, ratownicy górniczy z Centralnej Stacji Ratownictwa Górniczego mogli poćwiczyć w warunkach, które nie generowały nadmiernego stresu. Po trzecie wreszcie, akcję pod ziemią mogli obserwować dziennikarze i tuż po jej zakończeniu obejrzeć na miejscu efekty. A odnaleziono kluczowe, charakterystyczne elementy kombajnu, który powstał pod koniec lat sześćdziesiątych i był do 1973 roku testowany w Kopalni Guido, która nosiła wtedy nazwę Kopalnia Doświadczalna Węgla Kamiennego M-300 (od Mechanizacja lub Makoszowy i poziomu -300 metrów).

Projektowane maszyny i urządzenia były budowane jako prototypy

Przez ponad trzydzieści lat (w latach 1967-1999) ten wcześniejszy Oddział Nieprodukcyjny KWK Makoszowy wszedł w struktury Zakładów Konstrukcyjno-Montażowych Przemysłu Węglowego (ZKMPW, który później przyjął nazwę KOMAG). Projektowane maszyny i urządzenia były budowane jako prototypy obok w Zakładzie Budowy Maszyn Doświadczalnych i później testowane pod ziemią w KDWK M-300. A w sąsiedztwie ZKMPW prowadziły jeszcze ośrodek szkoleniowy, w którym szkolono pracowników do obsługi maszyn górniczych. Przemyślany i spójny system. Kopalnia M-300 okazała się po pewnym czasie zbyt mała dla coraz większych i cięższych maszyn górniczych. Turyści zjeżdżający do Kopalni Guido znają te niewielkie klatki szybowe. Po pewnym czasie testowano już tylko maszyny, które nadawały się do opuszczenia pod ziemię. Podobną ideę badań maszyn górniczych zrealizowano w Wielkiej Brytanii w Bretby.

A sam kombajn KDS-1? 

Był to jeden z wyników poszukiwań nowych rozwiązań ścianowych kombajnów węglowych. Polski przemysł maszyn górniczych i jego zaplecze badawczo-konstrukcyjne na przełomie lat 50. i 60. rozwijało się bardzo intensywnie. Starano się nadążać za światowymi trendami i już kilka lat po Brytyjczykach wdrożono pierwszy bębnowy kombajn ścianowy KWB-2 (różne generacje tego typu kombajnów można zobaczyć w Guido i Królowej Luizie). 

Doświadczenia z eksploatacji tych maszyn inicjowały poszukiwanie usprawnień lub nowych rozwiązań technicznych. W przypadku kombajnów bębnowych, których zaletą była większa produktywność ścian, wadą zasadniczą okazało się odczuwalne zmniejszenie produkcji tzw. grubych sortymentów węgla (tzw. orzech i kostka) oraz rosnące zapotrzebowanie na energię. Brytyjczycy, którzy ciągle potrzebowali grubego węgla do parowozów, statków czy palenisk domowych, podjęli intensywne działania dla rozwiązania problemów. W polskim górnictwie węglowym, które wtedy intensywnie zwiększało wydobycie i przy malejącym udziale grubych sortymentów zwiększało ich produkcję, też podjęto prace nad budową nowych, innowacyjnych wtedy maszyn urabiających. Kombajn KDS-1 miał dwa organy urabiające w postaci pionowych bębnów wyposażonych w ostrza urabiające. I był przystosowany do dwukierunkowego urabiania. 

Dlaczego więc nie wdrożono go do seryjnej produkcji? 

Po prostu udoskonalone typowe już kombajny z rodziny KWB-3 zostały powszechnie wdrożone w naszym górnictwie węglowym i w obliczu rosnących planów produkcyjnych nie było ochoty na komplikowanie sobie życia. Zresztą takie rozwiązanie kombajnów ścianowych nie upowszechniło się w górniczym świecie. Z jednym wyjątkiem – do dziś w Ukrainie produkowane są oparte na tej idei kombajny dostosowane do specyficznych warunków Zagłębia Donieckiego.

Ktoś zadał mi pytanie, dlaczego więc fragmenty kombajnu KDS-1 pozostawiono pod ziemią? Po prostu wytransportowano i wykorzystano to, co było przydatne. To, czego nie zamierzano wykorzystać, pozostawiono w przewidzianym do zatamowania wyrobisku. Wyciąganie byłoby zbyt pracochłonne. Dzięki temu jednak zachowała się górnicza perełka, pamiątka rozwoju polskiego górnictwa. Mam nadzieję, że w Kopalni Guido trafi się jeszcze jakiś artefakt z dawnych czasów.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Jacek Korski: Wysyłamy ludzi na odprawy i górnicze urlopy, a potem płaczemy, że pracowników brakuje

Raptem tydzień byłem na urlopie, a tu sezon ogórkowy niemal się zaczął. Nie w polityce, bo tam się trochę dzieje. Najbardziej bawi mnie zmiana poglądów i ocen na temat ludzi, którzy jeszcze wczoraj byli politycznymi sojusznikami. Nie emocjonuje mnie to, bo złudzenia na temat polityków w naszym kraju straciłem już dawno.

Górnicy mają gwarancję zatrudnienia. Kto trafił na kopalnię Budryk?

Lata 90. ubiegłego wieku w polskim górnictwie były równie gorące jak obecne. O czym pisaliśmy 30 lat temu? Przede wszystkim o kopalni Żory, która została postawiona w stan upadłości. W 30. numerze „Trybuny Górniczej” z 1 sierpnia 1996 r. rozmawialiśmy też z Jerzym Markowskim, ówczesnym pełnomocnikiem rządu ds. restrukturyzacji górnictwa węgla kamiennego.

Grzegorz Wolnik: JSW musi być do uratowania. Taka firma nie może upaść

Przyszłość Jastrzębskiej Spółki Węglowej, wydłużenie pracy bloków Elektrowni Rybnik i powstanie drugiej metropolii na Śląsku. O tym rozmawialiśmy z Grzegorzem Wolnikiem, radnym Sejmiku Województwa Śląskiego (KO). 

1764399499 gadowski

Gadowski: Problemy JSW nie zaczęły się wczoraj

Problemy JSW nie zaczęły się wczoraj - podkreślił podczas posiedzenia Komisji do Spraw Energii, Klimatu i Aktywów Państwowych poseł Krzysztof Gadowski z KO.