Grozi nam luka węglowa? Rynek węgla opałowego na zimę 2026/27 pod lupą
Bilans węgla opałowego na sezon 2026/2027 pokazuje poważne napięcie między popytem a podażą – wynika z materiału przedstawionego 13 października Radzie ds. Energii i Zasobów Naturalnych przy Prezydencie RP, który w całości publikuje Polska Izba Gospodarcza Sprzedawców Węgla. Prezes Izby Łukasz Horbacz podkreśla, że to jedyne aktualne publiczne zestawienie, które oddziela węgiel opałowy od energetycznego ogółem, i dlatego zasługuje na uwagę.
fot: Krystian Krawczyk
Czy grozi nam węglowa luka?
fot: Krystian Krawczyk
Bilans węgla opałowego na sezon 2026/2027 pokazuje poważne napięcie między popytem a podażą – wynika z materiału przedstawionego 13 października Radzie ds. Energii i Zasobów Naturalnych przy Prezydencie RP, który w całości publikuje Polska Izba Gospodarcza Sprzedawców Węgla. Prezes Izby Łukasz Horbacz podkreśla, że to jedyne aktualne publiczne zestawienie, które oddziela węgiel opałowy od energetycznego ogółem, i dlatego zasługuje na uwagę.
Jak wynika z bilansu Rady, zapotrzebowanie na węgiel do domowych kotłów i małych kotłowni oszacowano na 6,25 mln ton. W tym gospodarstwa domowe to 4,5-4,8 mln ton, a firmy, usługi, rolnictwo i małe kotłownie 1,5-1,7 mln ton.
Tymczasem krajowe kopalnie mają dostarczyć ok. 2,77 mln ton sortymentów opałowych. To zaledwie ok. 10 proc. z ok. 29,3 mln ton węgla wydobywanego w kraju. O bezpieczeństwie zaopatrzenia decyduje bowiem dostępność właściwych sortymentów – kostki, orzecha i groszku – a nie wielkość wydobycia ogółem.
Według Rady z Polskiej Grupy Górniczej ma pochodzić 1,95-2,00 mln ton, z Południowego Koncernu Węglowego 460-490 tys. ton, z PG Silesia 165-185 tys. ton, z Bogdanki 110-120 tys. ton. Krajowa produkcja pokrywa więc tylko 43-45 proc. potrzeb.
Resztę ma uzupełnić import – szacowany na 1,80 mln ton. W sumie daje to lukę ponad 1,5 mln ton, w zależności od scenariusza od 1,30 do 2,10 mln ton. Sama Rada zastrzegła jednak, że nie jest to potwierdzony fizyczny niedobór, a ostateczny bilans zależy od zapasów, dostaw w końcówce roku i pogody.
Import rośnie, ale w 70 proc. to nie opał
Tu pojawia się kluczowy problem. W I półroczu 2026 r. import węgla wzrósł ze 1,14 do 3,06 mln ton, o 168 proc. Szacunek na cały rok to 5,5-6,5 mln ton. Jednak – jak przytacza Rada – tylko ok. 30 proc. tego wolumenu (1,65-1,95 mln ton) nadaje się na opał dla gospodarstw domowych. Reszta to miał dla energetyki i ciepłownictwa.
Aż 62 proc. importu w I półroczu – blisko 1,9 mln ton – pochodziło z Kazachstanu. I tu Rada wskazuje na ryzyko: ograniczenie tranzytu kazachskiego węgla przez Rosję w dniach 8-17 października oraz zatory kolejowe mogą opóźniać dostawy przez kolejne tygodnie. Jak ocenił podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Karol Rabenda, uzależnienie od dostaw ze Wschodu to błąd związany z polityką rządu wobec krajowego górnictwa.
Do tego dochodzą ceny. We wrześniu 2026 r. wybrane sortymenty węgla były o ponad 50 proc. droższe niż rok wcześniej, mediana cen pelletu na początku października wynosiła 2410 zł/t, a hurtowe ceny gazu w Europie były o niemal 150 proc. wyższe r/r.
Komentarz Izby: luki nie ma, jest ryzyko czasowych braków
Prezes Polskiej Izby Gospodarczej Sprzedawców Węgla Łukasz Horbacz w komentarzu do bilansu studzi emocje, ale wskazuje trzy uwagi.
Po pierwsze, dane o imporcie już są nieaktualne. Według danych Izby Administracji Skarbowej przedstawionych w Sejmie 22 października, import w okresie styczeń-sierpień 2026 r. wyniósł już 5,9 mln ton – o 28,7 proc. więcej niż rok wcześniej. Oznacza to, że roczny szacunek Rady 5,5-6,5 mln ton zostanie przekroczony, a wraz z nim wolumen dla gospodarstw. Węgiel kazachski i kolumbijski – podkreśla Horbacz – spełnia wymagania jakościowe.
Po drugie, problemem jest czas. Rynek uzupełnia niedobory importem, ale z opóźnieniem 2-3 miesięcy między zamówieniem a dostawą na skład. Październikowe ograniczenia na sieci rosyjskiej ten czas wydłużyły. Ryzyko tego sezonu to nie brak węgla w skali kraju, lecz możliwe przejściowe niedobory konkretnych sortymentów, zwłaszcza kostki i orzecha, w konkretnych regionach od listopada do lutego.
Po trzecie, Horbacz popiera postulat Rady, by wsparcie w kosztach ogrzewania zależało od dochodu, a nie od rodzaju paliwa.
Dziś bon ciepłowniczy obejmuje tylko odbiorców ciepła systemowego i kończy się 31 grudnia 2026 r. Rada chce przedłużenia do 30 czerwca 2027 r. i objęcia nim także domów indywidualnych. W 2025 r. ok. 1,2 mln Polaków nie było stać na odpowiednie ogrzanie mieszkania - podkreśla.
Izba postuluje dwa działania administracji: poprawę przepustowości przejść granicznych i taboru na kierunku wschodnim oraz comiesięczną publikację danych o podaży sortymentów opałowych na bazie danych KAS.