Górnik w przestworzach

fot: ARC

W przestworzach czuję się wolny jak ptak – opowiada o swej pasji latania Mariusz Chromy.

fot: ARC

W słoneczny majowy dzień na Górze Żar w Międzybrodziu Żywieckim aż roi się od paralotniarzy. Mariusz Chromy dobrze pamięta popołudnie, kiedy po raz pierwszy wzbił się w niebo. Dziś nie wyobraża sobie życia bez latania. - W przestworzach czuję się wolny jak ptak - powiada górnik z Lędzin.

Budowa paralotni nie jest skomplikowana. To najprostsze urządzenie pozwalające człowiekowi wzbić się w powietrze.

- Skrzydło wykonane jest z cienkiej tkaniny odpornej na rozdzieranie, o niskiej przepuszczalności powietrza. Górne i dolne poszycie połączone są żebrami w kształcie profilu lotniczego. Pod skrzydłem znajduje się olinowanie wraz z uprzężą dla pilota - demonstruje swoją paralotnię Mariusz.

Następnie bierze rozbieg i za kilka sekund można go już obserwować wysoko na niebie. Latając paralotnią, przybiera pozycję zwaną "wygodnym leżaczkiem". Tułów odchylony jest o ok. 30 st. od poziomu, a nogi wyciągnięte prosto przed siebie. Statkiem steruje poprzez umiejętną zmianę położenia środka ciężkości ciała oraz tzw. sterówkami. W powietrzu potrafi latać nawet kilka godzin. Wszystko zależy od pogody. Śnieg, deszcz, burza, silne porywy wiatru skutecznie uniemożliwiają latanie.

- Dlatego jak tylko prognoza jest sprzyjająca, od razu biorę sprzęt i jadę na Żar. Nie oddalam się specjalnie od lądowiska. Staram się raczej latać nad znaną mi okolicą. Najdalej wypuszczam się w okolice Skrzycznego, Jaworowego w Czechach i Stranika na Słowacji - opowiada.

Aby latać tak jak Mariusz, trzeba najpierw ukończyć odpowiedni kurs i poznać podstawy meteorologii, tajniki konstrukcji paralotni, techniki fizyki lotu, startów i lądowań, a także nauczyć się podstawowych przepisów lotnictwa obowiązujących w Polsce. Stanowią one m.in., że loty wykonywane są przy widzialności powyżej 700 m oraz odległości od chmur nie mniejszej niż 100 m w pionie i poziomie. Nie mogą być też wykonywane wcześniej niż 30 minut przed wschodem słońca i nie później niż 30 minut po jego zachodzie. Z kolei podczas lotu zboczowego-żaglowego pierwszeństwo ma paralotnia będąca niżej i mająca zbocze z prawej strony.

- To jest bardzo ważna zasada, zdarza się bowiem, że w powietrzu często panuje tłok i wówczas o zderzenie nie jest wcale trudno - wyjaśnia Chromy.

Gdy ma się już zaliczony egzamin przed Państwową Komisją Lotnictwa Cywilnego, można ruszać w powietrzny rejs.

- Kask, ciepłe i przylegające do ciała ubranie, wariometr, lotniczy GPS, spadochron ratunkowy - te przedmioty muszę z sobą zabierać. Zwykle cały bagaż waży do 25 kg - wylicza lotniarz z Lędzin.

Paralotnie mogą startować i lądować także poza lotniskami i miejscami do tego wyznaczonymi, lecz tylko za zgodą administratorów tych terenów bądź ich właścicieli. Jednak każdemu lotniarzowi zdarzyło się przygodne lądowanie.

- Ja kieruję się zasadą: wystartować możesz, wylądować musisz. Przyciąganie ziemskie ściągnie w dół każdego lotnika. Dlatego dobrze jest zaplanować swój powrót na ziemię, choć czasami bywa to trudne - opowiada Mariusz Chromy. Zdarzyło mu się kilka razy wylądować w przypadkowym ogródku ku zdziwieniu jego właścicieli. Przeżył też małą "katastrofę".

- Prawidłowo podchodziłem do lądowania, a tu nagle podwinęło mi skrzydło. Obróciło mnie o 180 st. i... uderzyłem w stok z prędkością 40 kilometrów na godzinę - wspomina.

Efekt - obie kostki u stóp pęknięte, no i oczywiście konieczność naprawy paralotni. Lekkiej konstrukcji statki powietrzne podatne są na rozdarcia i zerwania linek wykonanych z oplatanego kewlaru.

Mariusza cechuje jednak twardy charakter. Postanowił, że będzie doskonalił swoje lotnicze umiejętności. Ma zamiar wylatać przepisowe godziny i przesiąść się na motoparalotnię. Nie wyklucza, że wybierze się wówczas w dalszą podróż. Nie tak dawno temu jeden z amatorów tego sportu wybrał się w podróż na Węgry. Tuż po 9.00 rano wystartował z góry Skrzyczne, by po niespełna siedmiu godzinach wylądować niedaleko Budapesztu.

- Ja może dla odmiany polecę nad Bałtyk. Raz się żyje. Spróbować warto - śmieje się górnik-paralotniarz.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Uczcili rocznicę strajku w Fazosie i opiekuna Solidarności

Z okazji 36. rocznicy strajku w Fabryce Zmechanizowanych Obudów Ścianowych Fazos w Tarnowskich Górach  w kościele pw. Piotra i Pawła odbyła się uroczysta msza święta. Pod tablicami poświęconymi strajkującym i Solidarności złożono kwiaty. W zbiegu ulic Opolskiej, Cebuli i Królika odsłonięto tablicę z nazwą skweru. Od teraz nosi on oficjalnie imię ks. Zygmunta Trochy, proboszcza parafii Piotra i Pawła w latach 1976-2006, który duszpasterską opieką objął „Solidarność”.

FAZOS - to tutaj rozpoczął się pierwszy na Śląsku strajk solidarnościowy z Wybrzeżem. Dzisiaj kolejna rocznica

21 sierpnia 1980 r. w Fabryce Zmechanizowanych Obudów Ścianowych Fazos w Tarnowskich Górach wybuchł strajk. Był to pierwszy dobrze zorganizowany protest w województwie katowickim, którego uczestnicy odwołali się do doświadczeń rozpoczętego tydzień wcześniej strajku w Stoczni im. Lenina w Gdańsku. 

Śląskie znów stolicą światowej lekkoatletyki. Silesia Memoriał Kamili Skolimowskiej w Katowicach i Chorzowie

W najbliższy weekend, 22–23 sierpnia 2026 r., województwo śląskie ponownie stanie się centrum światowej lekkoatletyki dzięki Silesia Memoriałowi Kamili Skolimowskiej – polskiej odsłonie Diamentowej Ligi. Najpierw zawodnicy i kibice spotkają się w samym sercu Katowic, a dzień później rywalizacja przeniesie się na Superauto.pl Stadion Śląski w Chorzowie.

Fajer na Hoymie, czyli zakończenie wakacji w zabytkowej kopalni

Zabytkowa Kopalnia Ignacy w Rybniku po raz pierwszy stanie się miejscem wspólnego święta mieszkańców dzielnicy Niewiadom. Impreza pod hasłem „Fajer na Hoymie” odbędzie się 29 sierpnia 2026 roku i połączy rodzinne atrakcje z koncertami oraz pokazem Fontanny Parowej.