Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

31.80 PLN (-0.22%)

KGHM Polska Miedź S.A.

293.00 PLN (-1.51%)

ORLEN S.A.

128.90 PLN (+5.62%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

9.39 PLN (-4.17%)

TAURON Polska Energia S.A.

9.40 PLN (-5.66%)

Enea S.A.

21.08 PLN (-4.09%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

23.80 PLN (+2.37%)

Złoto

5 157.51 USD (-0.02%)

Srebro

84.96 USD (-0.49%)

Ropa naftowa

100.02 USD (+3.24%)

Gaz ziemny

3.27 USD (+0.65%)

Miedź

5.84 USD (-0.76%)

Węgiel kamienny

125.95 USD (0.00%)

Jastrzębska Spółka Węglowa S.A.

31.80 PLN (-0.22%)

KGHM Polska Miedź S.A.

293.00 PLN (-1.51%)

ORLEN S.A.

128.90 PLN (+5.62%)

PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

9.39 PLN (-4.17%)

TAURON Polska Energia S.A.

9.40 PLN (-5.66%)

Enea S.A.

21.08 PLN (-4.09%)

Lubelski Węgiel Bogdanka S.A.

23.80 PLN (+2.37%)

Złoto

5 157.51 USD (-0.02%)

Srebro

84.96 USD (-0.49%)

Ropa naftowa

100.02 USD (+3.24%)

Gaz ziemny

3.27 USD (+0.65%)

Miedź

5.84 USD (-0.76%)

Węgiel kamienny

125.95 USD (0.00%)

Górnicy z Polskiej Grupy Górniczej pomagają ukraińskim uchodźcom tuż przy granicy w Korczowej

Zsr zsr 10

fot: ZSR

Łukasz Patrzyk, koordynator Zintegrowanej Służby Ratowniczej i górnik ruchu Piast, z małą Ukrainką, której podarował maskotkę swojej córki

fot: ZSR

+9 Zobacz galerię

Galeria
(12 zdjęć)

O życie walczymy do samego końca – to motto, które na swoim profilu na Facebooku umieścili członkowie Zintegrowanej Służby Ratowniczej, organizacji pozarządowej, która powstała 5 lat temu z potrzeby niesienia pomocy w kryzysowych sytuacjach. Należą do niej lekarze, ratownicy medyczni, osoby z uprawnieniami kwalifikowanej pierwszej pomocy. Wśród nich są górnicy z Polskiej Grupy Górniczej: Łukasz Patrzyk z kopalni Piast, Adrian Brosz i Grzegorz Butlak z Ziemowita oraz Marcin Palka z Bolesława Śmiałego. Od 24 lutego, kiedy wojska Rosji napadły na Ukrainę, niosą pomoc uchodźcom. Najpierw w Medyce, teraz w Korczowej. Działają jako wolontariusze, non profit.

Łukasz Patrzyk, koordynator Zintegrowanej Służby Ratowniczej i górnik ruchu Piast, podkreśla, że kiedy Rosja zaatakowała na Ukrainę, postawili swoją jednostkę w stan gotowości.

– Niesiemy pomoc zawsze wtedy, gdy gdzieś w Polsce występuje sytuacja kryzysowa. W czasie pandemii byliśmy skoszarowani w DPS-ach, pomagaliśmy w czasie powodzi i po przechodzących nad Polską wichurach. Działamy od 5 lat. Pierwszy raz do akcji ruszyliśmy z grupą znajomych, kiedy w wyniku silnych wiatrów na Pomorzu zginęło 5 osób, wielu innych zostało rannych. Doszliśmy do wniosku, że możemy zawiązać taką grupę na stałe i pomagać w jej ramach zawsze, kiedy to jest potrzebne. To się tak rozwinęło, że dzisiaj dysponujemy już pięcioma samochodami, w tym czterema ambulansami – opowiada Łukasz Patrzyk.

Hala kijowska
Obecnie wolontariusze pomagają w tzw. hali kijowskiej, największym punkcie recepcyjnym w Polsce. Przebywa tam 2500 osób, uchodźców z Ukrainy i innych krajów.

– Wszystkie osoby, które przekraczają punkt graniczny w Korczowej, pakowane są do autobusów i zawożone właśnie do tej hali. To 2-3 km od przejścia granicznego. Na miejscu te osoby są segregowane, udzielana jest im pomoc medyczna. Uchodźcy przebywają w hali do czasu, aż znajdą miejsce, w którym mogą się zatrzymać na dłużej. Rotacja jest ogromna. Niektórzy są tam od tygodnia. To przybysze z całej Ukrainy. Rozjeżdżają się po Polsce. Spora część jedzie jeszcze dalej, do Niemiec, Belgii, Danii – wylicza wolontariusz.

Podkreśla, że uchodźcy to głównie kobiety i dzieci. Niektóre z nich do granicy szły pięć dni bez przerwy. Są i tacy, którzy z powodu korka do granicy, porzucili auta i dystans ostatnich 30 km pokonali pieszo.

– Najgorsze były pierwsze dni. Pojawiliśmy się na granicy w Medyce jako pierwsza taka jednostka wolontariuszy. Pracowaliśmy na dwie karetki. Wszyscy przekraczający granicę przechodzili przez nasze ręce. A Straż Graniczna mówiła nam, że po drugiej stronie czeka na przejście jakieś 20 tys. osób. Na mrozie, bo temperatura spadała poniżej zera. Kobiety, dzieci, nawet takie malutkie, roczne. Mnóstwo odmrożeń, wychłodzeń, do tego różnego rodzaju urazy. Pojawiały się osoby chore onkologicznie i inne w stanie zagrożenia życia, które potrzebowały naszego transportu medycznego do szpitala w Przemyślu – opowiada Łukasz Patrzyk.

Katastrofa humanitarna
Niewyobrażalny ogrom nieszczęścia. Katastrofa humanitarna na ogromną skalę.

– Kiedy jechałem na granicę, córka dała mi swojego ukochanego pluszaka i poprosiła, żebym na Ukrainie dał go jakiejś dziewczynce, bo jej się bardziej przyda. Akurat trafiłem na ośmiolatkę, która pomogła mi w zdarzeniu medycznym, kiedy nie mogłem się porozumieć z jej dwu-trzyletnim braciszkiem. Znała trochę polski i przetłumaczyła, że brata boli brzuszek, jest osłabiony, ma biegunkę. To był taki okres na granicy, że dzieci nie chciały jeść, padały bez sił. Ta dzielna dziewczynka bardzo mnie ujęła i przekazałem jej maskotkę córki. Bardzo się ucieszyła – opowiada wolontariusz.

Podkreśla, że Zintegrowana Służba Ratownicza nie tylko zajmuje się udzielaniem bezpośredniej pomocy medycznej uchodźcom.

– Wiele osób, firm, instytucji przynosi dary dla Ukrainy do naszego biura w Jawiszowicach, w powiecie oświęcimskim, koło kopalni Brzeszcze. Segregujemy je i pakujemy do ambulansów. Na Ukrainie mamy zaprzyjaźnioną fundację Serce do Serca (odpowiednik polskiego WOŚP), której ratowników kiedyś szkoliliśmy. Teraz jadąc na granicę, zawozimy im te dary do Lwowa i w okolice, a oni przekazują je dalej w głąb kraju, na pierwszą linię frontu. To pomoc humanitarna, medyczna, głównie opatrunki, bandaże, dużo leków, do tego śpiwory, latarki. Wszystko, co ludzie przywożą, to my transportujemy. Teraz przewoziliśmy sprzęt medyczny, m.in. defibrylatory AED, które dostaliśmy od fundacji z terenu Wielkiej Brytanii. Nie każdy może przejechać przez granicę, trzeba mieć tak jak my europejski numer EORI, więc jako pomoc charytatywna możemy to wszystko przetransportować przez granicę – podkreśla.

W drodze powrotnej ambulanse zabierają uchodźców, którzy nie potrafią chodzić, potrzebują stałej opieki medycznej, transportu na noszach. Słowem: nie są w stanie samodzielnie przekroczyć granicy. Raz transportowaliśmy czterotygodniowe dziecko, innym razem 1,5-rocznego chłopca chorego na raka. Namiary na potrzebujących nasi wolontariusze dostają od zaprzyjaźnionej ukraińskiej fundacji.

– Teraz kolejki na granicy znacznie się zmniejszyły. W Korczowej to około 3 godzin, ale był okres, że czas oczekiwania wynosił 2-3 dni. Będziemy tutaj, aż sytuacja jakoś się nie rozwiąże. Nie wiemy, jak to długo potrwa. Pracujemy pod nadzorem Podkarpackiego Urzędu Wojewódzkiego. Chcę tylko podkreślić, że wszystko, co robimy, jest non profit. Część kosztów ponosimy sami, część pokrywamy ze zbiórki, którą uruchomiliśmy. Za zebrane pieniądze kupiliśmy też sprzęt dla Ukraińców, paliwo – wylicza wolontariusz.

Można ich wesprzeć
Rozmawiamy w poniedziałek, 7 marca. Tego dnia, pierwszy raz od ataku wojsk Putina na Ukrainę, idzie do pracy na kopalnię.

– Na pracę na granicy wykorzystałem część swojego prywatnego urlopu i kilka dni bezpłatnego, którego udzielił mi dyrektor. Chciałbym podziękować naszemu pracodawcy, który podszedł do tego tematu z sercem i wyraził zgodę na nasze urlopy. Bez tego nie moglibyśmy pomagać – podkreśla Łukasz Patrzyk.

Wesprzeć medyków można za pośrednictwem zrzutka.pl – Wojna na Ukrainie – wsparcie medyków, Fundacja Służby Ratunkowe RP lub bezpośrednio poprzez wpłatę na konto Fundacja Służby Ratunkowe RP:

BANK:
Nest Bank SA, 02-675 Warszawa, ul. Wołoska 24

Konto EURO:
Fundacja Służby Ratunkowe RP 32-626 Jawiszowice, ul. Mickiewicza 36. Nr konta IBAN: PL11 2530 0008 2048 1041 7389 0003. Kod SWIFT: NESBPLPW

KONTO PLN:
Fundacja Służby Ratunkowe RP 32-626 Jawiszowice, ul. Mickiewicza 36. Nr konta IBAN: PL65 2530 0008 2048 1041 7389 0001. Kod SWIFT: NESBPLPW.

MOŻE CIĘ ZAINTERESOWAĆ

Na terenie kopalni lądował śmigłowiec LPR. Pracownik trafił do szpitala

Na terenie kopalni Marcel w Radlinie w środę, 11 marca, około godziny 17 wylądował śmigłowiec LPR. Pomocy medycznej potrzebował jeden z pracowników.

Marszałek Saługa: Nie możemy wylewać dziecka z kąpielą i wygasić górnictwa z dnia na dzień

- Na pewno nie jest możliwe zamknięcie wszystkich kopalni i przejście na zupełnie inny poziom kreowania gospodarki opartej na zupełnie nowych technologiach. Minie trochę czasu zanim będziemy w stanie oprzeć konkretne gałęzie gospodarki wyłącznie na alternatywnych źródłach energii - mówi marszałek województwa śląskiego Wojciech Saługa.

Ta kopalnia sięgnie po miliony ton węgla świetnej jakości. Nowy poziom 880 m zmieni wszystko

Górnicy z ruchu Chwałowice kopalni ROW prowadzą obecnie eksploatację trzema ścianami. I taki jest też obecny model funkcjonowania zakładu, który od kilku lat notuje dobre wyniki produkcyjne. W październiku ub.r. ruszyła też ważna inwestycja, pozwalająca na odtworzenie bazy zasobowej, a tym samym na realizację zapisów umowy społecznej i wydobycia zaplanowanego w programach operacyjnych kopalń. Pogłębiany jest szyb II do poziomu 880 m.

Załoga PG Silesia wciąż nie ma pewności, czy miejsca pracy zostaną utrzymane

Wciąż niepewny jest los Przedsiębiorstwa Górniczego Silesia. Przypomnijmy, że w ub. tygodniu zarządca sądowy wysłał do strony rządowej, związków zawodowych oraz właściciela spółki pismo o złej sytuacji kopalni i prawdopodobnej redukcji zatrudnienia o kilkaset osób. Mimo, iż Sąd Rejonowy w Katowicach nie wyraził sprzeciwu wobec dzierżawy przedsiębiorstwa przez Bumech, koncesja na wydobycie wciąż nie została przeniesiona i co za tym idzie nie możliwe jest przejęcie pracowników przez owego przedsiębiorcę.