Aż 14 zakładów górniczych ludzie Kaczyńskiego doprowadzili do stanu likwidacji. Premier Morawiecki ściągał węgiel z drugiego końca świata – 750 tysięcy ton, który nigdy nie dotarł do gospodarstw domowych. Do dziś zalega na składach, bo w większości po prostu nie nadaje się do użytku indywidualnego. Woleli obcy, bezużyteczny surowiec zamiast naszego śląskiego - mówi Łukasz Kohut, europoseł Koalicji Obywatelskiej ze Śląska w rozmowie z Aldoną Minorczyk-Cichy.
Jak pan skomentuję tzw. aferę węglową, czyli skutki decyzji węglowej premiera Mateusza Morawieckiego z 2022 roku, w której według rządowych wyliczeń budżet, czyli my Polacy, straciliśmy miliard złotych?
To jest klasyczna „afera PiS”. Niektórzy próbują mówić, że to były „pewne określone warunki”, kryzys, embargo na rosyjski węgiel i tak dalej. Okej, ale straty przekraczające miliard złotych – to są po prostu porażające kwoty. Wychodzi na to, że nikt nie zrobił tyle złego śląskiemu górnictwu co rządy PiS.
A konkretnie co się stało?
Aż 14 zakładów górniczych ludzie Kaczyńskiego doprowadzili do stanu likwidacji. Premier Morawiecki ściągał węgiel z drugiego końca świata – 750 tysięcy ton, który nigdy nie dotarł do gospodarstw domowych. Do dziś zalega na składach, bo w większości po prostu nie nadaje się do użytku indywidualnego. Woleli obcy, bezużyteczny surowiec zamiast naszego śląskiego, o którym tyle mówili, a na słowach się kończyło. I za tę nieudolność premiera Morawieckiego płacimy do dzisiaj – miliardowe straty Skarbu Państwa, gigantyczne straty PKP Cargo, gorsze wyniki PGG… To jest nóż w plecy śląskiego górnictwa. Do fanzolenia górnikom to w PiS zawsze pierwsi byli, ale jak przychodzi co do czego – to wbity nóż w plecy.
Czy nie jest trochę za późno na rozliczanie tej sprawy? Minęło przecież kilka lat od tamtej decyzji.
Trochę minęło, zgoda. Ale to jest właśnie problem – że to wszystko trwa za długo i dlatego trzeba o tym bardzo głośno mówić. Ludzie domagają się prawdy. Tym bardziej, że przed nami kolejna kampania wyborcza i już widzę tę nadaktywność niektórych polityków PiS – znowu mundury górnicze, konferencje przed zakładami na Śląsku… Trzeba po prostu ludziom tłumaczyć fakty. Ja sam regularnie, raz na jakiś czas, przypominam o tych 14 zakładach w stanie likwidacji. Żyjemy w tak przebodźcowanym świecie, że fakty sprzed kilku lat trzeba powtarzać jak mantrę, bo pamięć ludzka jest ulotna.
Te straty tzw. afery węglowej dotknęły nie tylko Skarbu Państwa, ale też PKP Cargo, gdzie zwolniono tysiące ludzi.
Dokładnie. PKP Cargo straciło na tej „decyzji węglowej” ponad 1,5 miliarda zł, bo zerwało kontrakty i przez rok woziło głównie ten importowany węgiel. Do tego gorsze wyniki PGG, problemy JSW w segmencie energetycznym. Kolejny raz ktoś mówi, że „górnictwo dołuje, przynosi straty”, a tak naprawdę to konsekwencje tamtych decyzji politycznych PiS. Naczynia połączone – zwłaszcza na Śląsku.
A czy pana zdaniem górnictwo nie jest za bardzo upolitycznione? Da się z tego jakoś wyjść?
Jest upolitycznione, i to bardzo. Ale są dwa aspekty. Po pierwsze – geopolityka i bezpieczeństwo energetyczne. Ja w Brukseli, w rozmowach z komisarzami, tłumaczę polską specyfikę miksu energetycznego i to, że u nas ta rewolucja energetyczna musi przebiegać inaczej niż w Niemczech czy Francji. Staram się przekonać, żeby nie wylewać dziecka z kąpielą – nie wygaszać przemysłu w sytuacji, gdy na wschodzie mamy wojnę i niestabilność. Drugi aspekt – bardzo ciekawy, choć może trochę egzotyczny i kontrowersyjny z naszej perspektywy – to zapotrzebowanie muzealne. Odezwali się do mnie profesorowie, m.in. prof. Gerber z Wrocławia, który zajmuje się muzeami techniki w całej Europie. Okazuje się, że po 2050 roku będzie duże zapotrzebowanie na węgiel do maszyn parowych i innych eksponatów w muzeach całej Unii, Wielkiej Brytanii, Norwegii. Dlaczego mamy to sprowadzać z dalekich krajów, skoro możemy to eksplorować w ramach rynku europejskiego? Toczę już rozmowy z komisarzami, byłem na spotkaniach z wicemarszałkiem, z naukowcami z całej Europy, którzy odwiedzili jedną z naszych działających kopalń. Na razie to etap mocnego planowania i analizy – ale jak temat ruszy dalej, na pewno dam znać.
A co z umową społeczną dla górnictwa? Spółki są w nienajlepszym stanie – dotrwają do terminów z umowy? I czy Bruksela w końcu ją zaakceptuje?
Umowa społeczna nadal obowiązuje i trzeba o nią walczyć – jeżeli została podpisana, to powinna być realizowana. Ale ekonomia jest brutalna. Widziałem wykresy ekspertów – sytuacja sektora jest bardzo trudna. Ekonomicznie może to rozwalić umowę, choć polityka i bezpieczeństwo energetyczne grają tu ogromną rolę. Zwłaszcza, że polska elektrownia jądrowa jest jeszcze bardzo daleko przed nami.
Pod koniec ubiegłego roku było w Śląskiem bardzo gorąco. Myśli pan, że w tym roku też nas czekają duże protesty związkowe?
Temat górnictwa zawsze był gorący i protesty są bardzo możliwe. Ale apelowałbym do związkowców, żeby nie przegrzewać atmosfery. Są politycy, którzy tej sprawie są przychylni – nie chciałbym, żeby przez zbyt ostre działania stracić sympatię szerszego społeczeństwa. Trzeba to przeprowadzić bardzo umiejętnie, bo inaczej cały sektor może na tym stracić.
Dziękuję za rozmowę.
Jeżeli chcesz codziennie otrzymywać informacje o aktualnych publikacjach ukazujących się na portalu netTG.pl Gospodarka i Ludzie, zapisz się do newslettera.
Pora raz na zawsze wyjaśnić mit, jakoby PiS doprowadził do likwidacji 14 kopalń! Politycy KO robią taką wrzutkę, ale to bezczelne nadużycie. Na liście 14 zamkniętych ruchów są takie, które od dawna były planowane do likwidacji jako sczerpane np. Piekary, Pokój, Centrum i in. Ruchy te są sztucznie mnożone np. Wesoła II. Kontrowersyjne są tylko 2 kopalnie: Makoszowy i Krupiński. Ale tak się składa, że obie zostały doprowadzone do upadku w ciągu rządów PO-PSL i właśnie ten rząd przeznaczył je do zamknięcia. PiS obiecywał uratować Makoszowy (przekazane do SRK jeszcze przez rząd Kopacz) i nie spełnił tego, natomiast uratował Bobrek, Brzeszcze, Sośnicę i przedłużył o kilka lat Pokój, choć premier Kopacz chciała je zamknąć już w 2015.