Dokładnie 20 lat temu, w poniedziałek 27 lutego 2006 roku o godzinie 9:27 w kopalni Halemba w Rudzie Śląskiej ratownicy wywieźli na powierzchnię Zbigniewa Nowaka – górnika, który przeżył w szczelinie 80 na 100 cm prawie pięć dni zasypany po tąpnięciu na poziomie 1030 m pod ziemią.
Przypomnijmy, akcję ratowniczą sprzed 19 lat w kopalni Halemba cała Polska śledziła z zapartym tchem przez pięć kolejnych dni. Ocalenie górnika, który na głębokości 1030 m przetrwał w rumowisku pod ziemią aż 111 godzin, okrzyknięto prawdziwym cudem.
22 lutego ok. godz. 18. nastąpiło niewielkie tąpnięcie, a po chwili eksplodował metan i zawalił się chodnik. Nowak, specjalista od metanu, w chwili wypadku rozmawiał przez telefon ze sztygarem. Górnicy z drugiej strony zawału zdążyli uciec. Nowak został odcięty, na szczęście w niszy o wysokości metr na metr, tuż obok lutniociągu, którym płynęło czyste powietrze.
Nowak co jakiś czas stukał w rury. Często tracił przytomność, zasypiał. Ratownicy przebijali się przez zawał. Kierowali się sygnałem z nadajnika Nowaka. Kopali na leżąco tunel o wysokości 70-100 cm. Pracowali w nieludzkich warunkach. 27 lutego rano, kiedy już większość straciła nadzieję, nawiązano kontakt z Nowakiem. Dwie godziny później wyciągnięto go na powierzchnię. Tuż po tym, jak dotarli do niego ratownicy, zapytał ich o żonę i córeczkę, potem poprosił o… jabłko, które śniło mu się pod ziemią.
Zbigniew Nowak: Przeżyłem, bo ze wszystkich sił pragnąłem jeszcze zobaczyć żonę i córkę
Lekarzy ze Szpitala Górniczego św. Barbary w Sosnowcu, dokąd przewieziono Zbigniewa Nowaka, zdziwił stan pacjenta po tak straszliwych przejściach. Był ranny, ale badania wykazały, że obrażenia nie zagrażają życiu. Jeszcze ze szpitala Nowak przekazał kolegom z kopalni, że chce szybko wrócić. Postanowił jednak, że w trosce o rodzinę, aby oszczędzić najbliższym stresu, będzie pracował na powierzchni i nie zjedzie pod ziemię.
– Ja przeżyłem, bo ze wszystkich sił pragnąłem jeszcze zobaczyć żonę i córkę. I wiedziałem, że ratownicy na pewno po mnie przyjdą – mówił Zbigniew Nowak wypytywany przez dziennikarzy, skąd czerpał siły, czekając na ratunek.
Po 20 latach od wypadku Zbigniew Nowak wspomina, że już po wyjściu ze szpitala zaczął inaczej spoglądać na świat. - Zauważyłem, że jest trochę bardziej zielono, drzewa wydają się ładniejsze, ptaki lepiej śpiewają. Człowiek zaczyna bardziej doceniać to, co mógł stracić. Rozumie się, że życie trzeba szanować i mieć szacunek do tego, że tu jesteśmy - podkreśla, cytowany przez biuro prasowe PGG.
I dodaje: Łatwo wcale nie było. Ze względu na ludzi. Na szczęście teraz pamięć o tym wypadku już ucichła. Ale wcześniej było o nim głośno, więc ludzie mnie rozpoznawali. Pracowałem dalej jako metaniarz, tylko na powierzchni, chodziłem po zbiornikach, płuczce, gdzie też są punkty do mierzenia metanu. Na początku spotykałem się z dwoma reakcjami. Jedni podchodzili serdecznie, witali się, cieszyli, "Fajnie, że jesteś cały!". Ale od innych zdarzało się gdzieniegdzie słyszeć i złe słowa, że jestem uprzywilejowany, "Wielki górnik, a na dół nie zjeżdża" . Zdążyłem się przyzwyczaić. Jednym uchem wlatywało, drugim wylatywało.
W historii polskiego górnictwa dłużej od Zbigniewa Nowaka przetrwał pod ziemią po wstrząsie z 23 marca 1971 roku tylko Alojzy Piontek, rębacz w kopalni Mikulczyce-Rokitnica. Na głębokości 780 m przeżył w zawale 158 godzin (6,5 doby) bez żywności i wody. W pobliżu uratowanego Piontka ratownicy odnaleźli ciała dziesięciu górników, którym nie udało się przeżyć katastrofy.
Jeżeli chcesz codziennie otrzymywać informacje o aktualnych publikacjach ukazujących się na portalu netTG.pl Gospodarka i Ludzie, zapisz się do newslettera.