W rejonie Olkusza i Trzebini każdy zna to uczucie: niepewność, czy po nocy nie pojawi się nowe zagłębienie, czy znów nie powstanie zalewisko lub podtopienie. To nie jest problem, który da się zamknąć w jednym raporcie. Dlatego decyzja ministra energii Miłosza Motyki o przejęciu prac Międzyresortowego Zespołu ds. podtopień przez ministra Mariana Zmarzłego została dobrze przyjęta przez tamtejsze samorządy.
O sytuacji panującej w rejonie Olkusza i Trzebini pisaliśmy już przy okazji grudniowej konferencji „Górnictwo zrównoważonego rozwoju - partnerstwo nauki, przemysłu, samorządu i administracji dla przyszłości górnictwa i transformacji regionu”, której miejscem była Politechnika Śląska. Wówczas włodarze tych miast zwrócili uwagę na długofalowe konsekwencje działalności górniczej, z jakimi samorządy mierzą się już dziś – często przy ograniczonych narzędziach i niewystarczającym wsparciu systemowym.
W samorządach mają teraz nadzieję, że prace Zespołu nabiorą tempa, będą konkretne i bez lania przysłowiowej wody. Stawką jest bowiem bezpieczeństwo mieszkańców i realna pomoc tam, gdzie zagrożenia nie są teorią, tylko codziennością.
Jak dowiedział się portal netTG.pl, wiceminister energii Marian Zmarzły ma nadać zespołowi nową dynamikę. W kuluarach mówi się wprost: tym razem chodzi nie o mnożenie wątków, tylko o porządkowanie, decyzje i szybkie wdrażanie rozwiązań.
Międzyresortowy Zespół został powołany jako narzędzie koordynacji działań państwa w sprawach związanych z podtopieniami i zapadliskami. Jego sens jest prosty: żeby instytucje działały razem, a nie obok siebie. Bo w takich sytuacjach mieszkańców nie interesuje, kto „ma kompetencje”, tylko kto realnie bierze odpowiedzialność.
W jego skład wchodzą przedstawiciele kluczowych resortów oraz instytucji odpowiadających za bezpieczeństwo, środowisko, gospodarkę wodną, finansowanie działań naprawczych i nadzór nad terenami pogórniczymi. To właśnie ta międzyresortowa formuła ma pozwolić na szybsze uzgodnienia i spójny plan.
Jak słyszymy w samorządach, sama skala instytucji zaangażowanych w problem to jeszcze nie sukces, bo sukces zaczyna się dopiero wtedy, gdy z ustaleń wynikają działania w terenie.
– My już nie potrzebujemy kolejnych dyskusji o tym, że problem istnieje. My to widzimy codziennie – mówi nam jeden z samorządowców z rejonu olkuskiego. – Potrzebujemy decyzji, harmonogramu i realnego wsparcia. Nie chodzi o to, żeby ktoś przyjechał, popatrzył, pokiwał głową i wrócił do Warszawy. Chodzi o to, żeby państwo było tu naprawdę obecne – tłumaczą drudzy.
Duże znaczenie dla pozytywnego odbioru tej zmiany ma też fakt, że samorządowcy mieli okazję poznać wiceszefa resortu energii Mariana Zmarzłego właśnie podczas konferencji na Politechnice Śląskiej w Gliwicach. W trakcie dyskusji dało się odczuć zdecydowanie i nastawienie na realną pomoc.
W rozmowach samorządowych powtarza się oczekiwanie, że teraz działania przyspieszą i staną się bardziej „operacyjne”.
– Wszyscy są zmęczeni tym, że temat podtopień wraca jak bumerang. Potrzebujemy kogoś, kto to uporządkuje i poprowadzi do końca. Tu chodzi o bezpieczeństwo, o domy, o drogi, o przyszłość miejscowości – słyszymy od mieszkańców obydwu gmin.
W ocenie lokalnych rozmówców to właśnie „terenowe” podejście będzie teraz kluczowe. Jak podkreślają, mieszkańców nie uspokoi nawet najlepszy dokument, jeśli w praktyce nadal będzie brakować szybkich reakcji i jasnego systemu działania.
W regionie panuje przekonanie, że objęcie prac zespołu przez wiceministra Mariana Zmarzłego może być momentem przełomowym – o ile zapowiedzi zostaną szybko przełożone na praktykę. Oczekiwania są jasne: porządek w działaniach, szybkie uzgodnienia i realne decyzje, które będą widoczne dla mieszkańców, a nie tylko w dokumentach.
I nie chodzi tu bynajmniej o polityczne nagłówki lecz o to, żeby ludzie wreszcie mogli poczuć, że państwo jest po ich stronie – nie „w teorii”, tylko w codzienności.
I jeszcze jedna kwestia. Otóż stawka tych działań wykracza daleko poza Olkusz i Trzebinię. Jeśli bowiem zespół pod kierownictwem Mariana Zmarzłego wypracuje skuteczny model szybkiego reagowania i stałego monitoringu, może stać się wzorcem dla całego regionu. A to oznacza konkret także dla Śląska – gdzie tereny pogórnicze, deformacje, zagrożenia wodne i osiadania gruntu są równie realne. Tu bezpieczeństwo nie może być jedynie hasłem, ale planem, systemem i gotowością państwa na skuteczne działanie w sytuacji kryzysowej.
Jeżeli chcesz codziennie otrzymywać informacje o aktualnych publikacjach ukazujących się na portalu netTG.pl Gospodarka i Ludzie, zapisz się do newslettera.